11
grudzień 2006


kontakt

Strona - 07 - Rafał Pieczara...

Rafał Pieczara - Zamysł

Słuchanie może boleć. Wniosek ten wysnułem całkiem niedawno, a jego motywem były oględziny i refleksja nad pewnym gatunkiem muzycznym, który w Polsce wymarł jak dinozaury. Z tą różnicą, że prehistoryczne gady zginęły z ręki Siły Wyższej, a śmierć hip hopu - bo o nim mowa - była bardziej żałosna. Rak. Zżerający od środka rak.

Aż tu ręce me dosięgły pewien produkt-nadzieję. Wrocławski dwudziestodwulatek, Rafał Pieczara, dostał kiedyś od wujka kasetę House Of Pain. Ten czyn zapłodnił w nim miłość do czarnej muzyki, której owocem jest świetny muzycznie i bardzo dobry lirycznie album pt. "Zamysł". Już sama autoprezentacja tego rapera wyróżnia się na tle całej sceny hiphopowej, bo z tego, co mi wiadomo, Rafał jest pierwszym polskim freestyleowcem bez ksywy. Wydał płytę swoim nazwiskiem, nie enigmatycznym Z4R czy 6G6. Pierwszy polski raper nie wstydzący się własnego nazwiska. Zanotować.

Tytuł albumu jest całkowicie adekwatny do zawartości. Od pierwszej do ostatniej minuty nie usłyszymy żadnej historii, opowieści, anegdotki, bo miejsce na płycie w całości zostało zarezerwowane na przemyślenia. Poważne rozmyślania o kulejącej mentalnie i politycznie Polsce oraz o ludzkich postępowaniach, pół żartem pół serio o absurdach współczesnej cywilizacji, i całkowicie z przymrużeniem oka o sposobach na dziewczyny, o piwie i kumplach. Piętnaście kawałków składa się na dobry hip-hop. Szybkie, prawie pozbawione dudniącego basu podkłady bardziej w stylu oldschool, co liczy się jako plus. Muzyka ociera się ponadto o mroczny trip-hop, jak w "Taś-taś, Polsko", a "Chodźmy się napić" doskonale wydaje z siebie rockowy oddech (warto w tym miejscu zaznaczyć, że podkład stworzyli wspólnie nieznany [dla mnie] DJ Tableta i Artur Rojek). Różnorodność albumu to jego żelazna cecha. Dawno nie słyszałem hybrydy rocka, hip-hopu, jazzu i reeage, a właściwie to chyba nigdy, ale "Moja panienka", będąca jednocześnie parodią prostackiego utworu Lerka, świetnie łączy ze sobą te gatunki.


Warto wspomnieć o dużym stężeniu prowokacji w tekstach. Pieczara cwanie i z premedytacją wyśmiewa dzisiejszą elitę dzisiejszego rapu. Robi to nie w całych cztero i pięciominutowych utworach, ale wykorzystuje do tego jedną linijkę, resztę czasu przeznaczając na rymowanie o innych rzeczach. Przykładowo, chłopak nawija o niejakiej Angeli, która go porzuciła, doszukuje się przyczyn jej odejścia (na wesoło), aż tu nagle śpiewa - tak, śpiewa - identyczną nutą jak niegdyś 18L coś takiego: "Ile dałbym, by zapłodnić cię, wszystkie ziarno te, które jest we mnie, bo chcęę"... I takie policzki obrywa tutaj Peja, Ascetoholix, Nowator, Lerek, 52Dębiec i Mezo. Teraz pozostaje tylko czekać na pyskówkę, jaka bankowo się rozegra. Aż warto będzie popatrzeć i wyliczać tych, co dają się złapać tak prostą podpuchą. Ciekawy zabieg i dość odważny, zwłaszcza gdy zwroty tego pokroju kierowane są do ludzi, którzy w kółko ostrzegają, że nie dadzą się wgnieść w ziemię żadnemu wyimaginowanemu pozerowi ani nikomu, kto będzie miał wobec nich złe zamiary. W końcu znalazł się dla nich wróg z krwi i kości.

Na hip-hop zamknąłem się już spory czas temu. Tym bardziej moja kolizja z "Zamysłem" była miłą niespodzianką, powrotem do niegdyś wspaniałego nurtu muzycznego, obecnie niekoniecznie. Błysk nadziei w bagnie tandety. Warto, ludzie, warto.

8+/10

Autor: Michał Chmielewski  

   
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)