|
"Przemyślenia" o
lekturach szkolnych
miekki
;p
Nie wiedziałem jak zacząć, więc postanowiłem wstawić sobie emotkę na początku.
Wiem, że to niezbyt profesjonalne i - rzec można - nieco dziecinne, jednak
średnikpe może w niektórych przypadkach zastąpić wstęp w tekście. Właściwie to
nie jest on zbyt często używany jako ta część trójdzielnego tekstu, ale od czasu
do czasu można się przecież nim posłużyć, nie? ;)
No nieważne. Wiem, że powinienem raczej wprowadzić nieco w treść tekstu niż
zajmować się zasadnością użycia średnikape na początku, ale większość z Was na
pewno się nad nią zastanawiała.. Że co? Nie? Hm...
Nie owijając dłużej w bawełnę, mam zamiar wypowiedzieć się na temat czytania
książek przez dzieciaki i młodzież. Oczywiście, że mam zamiar, bo jeszcze przed
chwilą miałem nawet plan i kilka fajowych zdań, które brzmiały mądrze, a teraz?
Mam wyraźne problemy z pamięcią. Większość z tych zdań po prostu wyleciała mi z
głowy, a reszta myśli nie nadaje się do druku. ;/ Muszę tu jeszcze chwilę
poczarować słowami, żeby sobie cokolwiek przypomnieć... Zacznijmy od tego, że
większości dzieciaków w szkole podstawowej i gimnazjum nie podoba się wizja
czytania lektur. (hm.. przedsmak normalnego tekstu, nieźle... ;p) To brzmi
mądrze? ;p Sorry, już wracam do sedna sprawy. Jak wiadomo każdy skutek musi mieć
jakąś przyczynę. Dla określenia przyczyny niechęci uczniów mogą posłużyć poważne
eksperymenty i badania. Niestety, nie stać mnie na poważne eksperymenty i
badania ;p Niektórzy z Was, drodzy czytelnicy, zapewne są zdania, że młodzież po
prostu nie lubi czytać. Bardzo trafne spostrzeżenie. Dajmy dzieciakom sto
dwadzieścia kartonów czasopism. Różnych - od sportowych, przez młodzieżowe, po
programy telewizyjne i prasę muzyczną. Mnóstwo kartonów z mnóstwem tytułów.
Niech każdy weźmie tytuł, który go interesuje. I co? Naprawdę nie lubią czytać?
Już widzę te czerwone twarze czytające tytuły typu Bravo Girl. ;))
Wiem, że prasa to nie książki. Chodzi mi jednak o to, że dzieciaki szukają
czegoś interesującego i sam widok literek zbytnio im nie przeszkadza. Jeśli coś
sprawia im przyjemność, to dlaczego się temu nie oddać na dłużej?
Co natomiast mamy w szkole? W pierwszych klasach podstawówki mamy w programie
pozycje, których głównym zadaniem jest nieodrzucanie dzieci od książek. Fabuła
może być beznadziejna, humoru może brakować, bohaterowie mogą być za bardzo
przejaskrawieni, ale książka nie może budzić skrajnych odczuć. Nie można jej
znienawidzić. Jest krótka, napisana przystępnym, prostym językiem, itepe.
Dzieciaki to czytają, bawią się w lekcje typu "charakterystyka Ani z Zielonego
Wzgórza" i zapominają. Potem w gimnazjum zaczynają być katowani wszelkiego
rodzaju klasycznymi pozycjami. Kanon polskiej i zagranicznej literatury w
programie nauczania gimnazjum nie zachwyca. Muszę się przyznać, że większości
tych bzdur w ogóle nie kończyłem.
|
|
Wina leży tylko i wyłącznie po mojej stronie. Z
zasady nie lubię, gdy coś jest mi narzucane. Dla przykładu "Pana Tadeusza"
próbowałem dokończyć chyba z trzy razy. Za każdym razem nie czytałem ot tak, z
potrzeby serca, tylko z przymusu. Za każdym razem mi się nie udawało. Jakieś dwa
tygodnie po ostatniej próbie, sięgnąłem po "Eugeniusza Oniegina" Puszkina. LoL,
nie? Skończyłem ją w jakiś tydzień i nawet miło ją wspominam. Podobna sytuacja
jest z klasykami, które są naprawdę dobre, lecz wymagają odpowiedniego
nastawienia. Mogłem zachwycać się "Boską Komedią", "Kubusiem Fatalistą i jego
panem" czy "Mistrzem i Małgorzatą", ale muszę przyznać, że miały one szczęście
trafić na odpowiedni humor. Akurat w tym momencie potrzebowałem takiego stylu i
nie zawiodłem się. Gdyby jednak było inaczej? Hm.. nie zawahałbym się odstawić
ich z powrotem na półkę.
Sprawa jest jednak o tyle bardziej skomplikowana, że rzecz się dzieje w szkole.
Nie ma tu miejsca na różnorakie stany wewnętrzne uczniów, które mogłyby sprawić,
że koniec końców nie uda się przerobić żadnej książki. Szkoła ma po prostu
przygotować nas jako świadomych odbiorców sztuki. Możemy sobie nie lubić poezji
- nasz problem. Musimy znać Kochanowskiego, Asnyka czy Miłosza. To jest naszym
obowiązkiem, tak jak na człowieka o szerokich horyzontach przystało. Możemy nie
lubić starożytności, jednak dzieła Homera znać wypada. I tak w kółko. Myślę, że
to jednak dobrze, że ktoś zadbał o to, żebyśmy czytali lektury. Kto przy
zdrowych zmysłach w dzisiejszych czasach (w których możemy sobie poczytać
Hellera) sięgnąłby po Króla Edypa? Hę? A tak, mamy przynajmniej okazję do tego,
by uważać się za ludzi oczytanych, którzy Shakespeare`a znają nie tylko z
nazwiska. ;)
Poważną wadą listy lektur w Polsce jest natomiast małe czerpanie z literatury
światowej. Za małe. Owszem, mamy sporo wielkich pozycji rodzimych autorów (hahaha!
;pp), które są na tyle dobre (haha! ;p), że aż cudownie je się czyta (o
Boże...), ale brakuje literatury obcej. A jaki ogromny mamy tam wybór, och, ach!
Gdybym miał układać listę lektur na przykład dla liceum, niezbyt dobrze
skończyłoby się to dla polskich autorów. Jakie "Syzyfowe Prace", jaka "Lalka",
jaki "Kordian"? Jeśli mamy czerpać z klasyki to sięgajmy również po pozycje
zagraniczne. Dlaczego w programie nie ma miejsca dla Zoli, Balzaka, Dumasa czy
Hugo? Jakiż dziwny zbieg okoliczności? To tylko Francuzi, gdzie miejsce dla
reszty? Jakie cudowne lektury można by powybierać z czasów nam
współcześniejszych. Gdzie jest miejsce dla Grassa, który na jednym z pomników
dzisiejszego Berlina został ogłoszony największym pisarzem w historii Niemiec?
Wybór pozycji nie jest najlepszy. Czy to się komuś podoba czy nie. Stwierdzam to
ja - biedny młody chłopak, który lubi czytać, lecz nie przeczytał w życiu
zatrważających ilości książek. Co mają natomiast powiedzieć bardziej
doświadczeni czytelnicy? Dla nich większość lektur pozostała tylko lekturami i
nie traktują ich jako dzieł sztuki lecz jako zło konieczne, przez które musieli
kiedyś brnąć. Nie zgodzę się z twierdzeniem Cary, iż mówienie, że lektury są złe
świadczy o tym, że nie dorosło się do książek. Kompletna bzdura. Dorosłem do
książek i myślę, że lektury są głupie i zachęcają do wszystkiego (ściągi,
opracowania, filmy) oprócz czytania. Większość pozycji wciąga i podnieca raczej
słabo, a w czytaniu chodzi chyba właśnie o to. Bynajmniej w moim przypadku.
np. Death - Painkiller, Kult - Idol, Ręce do góry.
Jak zwykle podczas pisania, czytałem esemesy. ;o
[Osobiście na niezgodę autora
zmieniłem tytuł, na "bardziej sensowny" ;-) - Shakal]
|