José Carlos Somoza - Listy od zabójcy bez znaczenia
Fauske
Literatura - mimo iż każdy pisarz stara się być niepowtarzalny - dzieli się
na gatunki. Gdyby wymienić
pierwsze, które przychodzą nam na myśl, będą to.. Hm, bo ja wiem? Romanse?
Kryminały? Powieści
przygodowe? Mniejsza z tym; jak widać, podział ten jest uwarunkowany
zawartością. Co ciekawe, są tacy, którzy twierdzą, że twórczość pisarzy
iberoamerykańskich to osobna kategoria... Zagadnienie to intryguje mnie już od
dłuższego czasu, ale ilekroć stawałam przed wyborem między Márquezem a
Cortázarem, nie mogłam się zdecydować na żadnego z nich. Rzecz jasna, głośne
tytuły pokroju "Stu lat samotności" czy "Gry w klasy" przyciągały, ale
jednocześnie swoimi rozmiarami skutecznie powstrzymywały sięgającą juz po nie
rękę. Z pomocą przyszedł mi Somoza - "psychiatra z zawodu, pisarz z powołania".
Przyznaję otwarcie, że to głównie dzięki niewielkiej objętości jego "Listów od
zabójcy bez znaczenia" odważyłam się zacząć znajomość z tą słynną literaturą
iberoamerykańską.
Moje zagranie było mocno asekuracyjne - z góry założyłam, że jakoś uda mi się
przebrnąć przez 128 stron;
nawet jeśli książka okaże się oporną pozycją. Jakże wielkie było moje
zaskoczenie, gdy po otwarciu książki, pierwsze zdanie pociągnęło za sobą
następne, każdy akapit zdawał się być zaproszeniem do kolejnego - a
zaproszenia trzeba traktować poważnie. Innymi słowy mówiąc: "Listy.." wciągają
od pierwszej strony.
Dosłownie. I w tym przypadku nie jest to bynajmniej ograny tekst reklamowy,
bowiem niewiele jest tytułów,
które faktycznie mogą się poszczycić tą cudowną cechą. A jednak! Somozie się
udało.
Jedynym problemem tej książki jest niemożność określenia, co jest w niej lepsze
- forma czy treść. Styl czy
fabuła? Pióro hiszpańskiego pisarza jest oszczędne i konkretne, ale kiedy
trzeba, potrafi nakreślić poetyką
wizję rozbudzającą wyobraźnię. Nie przesadza z dialogami, które są raczej
dodatkiem do listownych monologów bohaterów.. Wróć, czy w tej książce może być
mowa o listownych monologach bohaterów? Czy raczej: bohaterki? Tutaj konieczne
stają się pewne wyjaśnia dotyczące zakrętów fabularnych. Zdawać by się mogło, że
głównym celem tej ksiązki jest dezorientacja czytelnika. Jej konstrukcja jest..
dość skomplikowana. Składa się z korespondencji między Carmen del Mar Povedą -
pisarką i tłumaczką, a człowiekiem, który chce ją zabić, czyli tytułowym zabójcą
bez znaczenia; jak sam siebie nazywa. Sęk w tym, że ów zabójca jest od początku
do końca wymysłem kobiety. Wyraźnie widać, że pani jest znudzona życiem, męczy
się z przekładem książki pewnego amerykańskiego pisarza, w dodatku sama szuka
natchnienia, do stworzenia czegoś własnego. Dlatego uznaje, że pisanie i
odpowiadanie na listy do wymyślonego zabójcy będzie świetnym ćwiczeniem
stylistycznym. Po pewnym czasie owa niewinna rozrywka zaczyna ją nużyć, toteż
kończy zabawę. Okazuje się jednak, że zabawa nie ma zamiaru kończyć z nią. Tzn.,
listy pojawiają się nadal, ale nie są już jej autorstwa.. To dopiero początek
tej zagmatwanej historii, ale niech nikt nie spodziewa się po książce Somozy
klasycznego kryminału. Broń Boże! Niewierzących także.
Mimo iż listy tworzą strukturę powieści, to ich treść jest dalece bardziej
rozbudowana, niż mogłoby się z
pozoru wydawać. Zarówno Carmen, jak i domniemany zabójca, tworzą piętrowe
konstrukcje, mnożą opisy,
przytaczają rozmowy, częstokroć odbiegają od celu całej korespondencji - "tego,
co nieuchronne" -
zabójstwa. Starają rozpracować się nawzajem, nie stronią także od zastanawiania
się, "co by było, gdyby":
"Najkrótszy kryminał
Ofiara umiera, ponieważ odkrywa, że jej zabójca nie jest i nigdy nie był taki,
jak sobie wyobrażała. Dlatego jej
zabójca nie musi jej zabijać i nie zostaje odkryty. Ponieważ jednak zabójca nie
zabił ofiary, nie czuje się tak naprawdę zabójcą. Żeby się poczuć zabójcą,
oddaje się w ręce policji, zapewniając, że to on zabił ofiarę. Policja mu nie
wierzy i wypuszcza go z więzienia. Sfrustrowany zabójca wpada w depresję, gdyż
ma głębokie
przekonanie, że ofiara nie zginęłaby, gdyby nie on. Wprawdzie on nie zabił
ofiary, ale ofiara nie zginęła by bez
niego. Wtedy popełnia samobójstwo. Ale przed śmiercią nachodzi go straszna myśl:
>>Mój Boże, zabiła mnie
ofiara. Ofiara jest z a b ó j c ą<<. I umiera."
|
|
|
|
|
Cartas de un asesino insignificante |
|
|
literatura piękna |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
Oczywiście pisarka stara się dociec tożsamości zabójcy. Bynajmniej nie w
praktyce; wystarczy jej samo teoretyczne dopasowywanie do tej historii
poszczególnych mieszkańców nadmorskiego miasteczka Roquedal, w którym od
niedawna zamieszkała i zaczęła zabawę z listami. Carmen rozmawiając z tubylcami,
lubi zastanawiać się, czy aby właśnie nie ma do czynienia z zabójcą. Czasem daje
im tylko nieznaczne aluzje, żeby skłonić ich do ujawnienia się..
"- To dziwne, Carmen del Mar...
- Co?
- Że tyle o mnie wiesz, a ja o tobie prawie nic.
Nie powiedział tego z urazą, co kazało mi podejrzewać, że jednak się obraził.
- Moje życie jest nudne - odparłam.
- Nie ma życia nudnego, tylko smutne.
Zastanawiałam się przez chwilę.
- Każde życie jest smutne - powiedziałam w końcu. - Moje jest nudne. (...)
- Mało mówisz - rzekł na koniec.
- Wolę pisać."
Więcej szczegółów nie ma sensu zdradzać. Raz zagłębiając się w akcję "Listów.."
nie mamy już odwrotu; ta
książka jest jak labirynt. Co zabawne, gdy skończymy lekturę (wyjątkowo nie "w
końcu", a "dlaczego tak szybko?"), czujemy się tak, jakbyśmy jednocześnie wyszli
i zostali w środku tegoż labiryntu.. Krótko
mówiąc: gorąco polecam. I czekam na kolejną okazję bliższego spotkania z prozą
pana José Carlosa Somozy. ps. Pozdrawiam m. Korzystając z okazji, rzecz
jasna. ;o
|