Jeremy Clarkson - Świat według Clarksona
Michał Chmielewski
Jeremy Clarkson to postać obrośnięta kultem. Nagrywając swój program
motoryzacyjny "TopGear" stawia sobie cel: widowiskowo pokazać, że wszelkie
zapewnienia producentów znanych samochodów, nie są jakoś szczególnie warte. Albo
inaczej. Może i warte są, ale wszelki patent BMW, Hondy czy Lamborgini wymięka
przy nazwisku Clarkson. I tak będzie zawsze, bo facet niszczy prestiż każdej
marki samochodu trochę niestandardowo. Nie uderza wózkiem w ścianę po
przekroczeniu 250km/h, tylko stawia go na średniowiecznej katapulcie, oblewa
benzyną, podpala i wystrzeliwuje w chmury. Nawet Rudy '102' po tuningu by
wymiękł.
Mało kto wiedział, w tym i ja (a jeśli chodzi o ścisłość, w ogóle nie znałem
gościa), że Jeremy, poza wyczynowym dezelowaniem świeżych aut, zajmuje się też
publicystyką. Pisze felietony o życiu i wysyła do różnych brytyjskich pism, a
oni je drukują. Społeczna chcica na jego teksty okazała się wystarczająco mocna,
aby zebrać ich kilkadziesiąt sztuk, wydrukować jako książkę i zacząć sprzedawać.
Czyn okazał się strzałem w geometryczny środek marketingowej tarczy, gdzie
znajduje się upragniony przez miliony napis: "sukces". Bo chyba okrągły milionik
sprzedanych egzemplarzy czymś takim mogę nazwać. I właśnie całkiem niedawno jego
tryskająca humorem książka, w której jak zwykle niepoprawny Jeremy Clarkson
dzieli się z nami swoim spojrzeniem na pełen absurdów świat, i gdzie z
charakterystyczną dla siebie ironią bezlitośnie obnaża bezsens wielu aspektów
życia we współczesnej cywilizacji, doczekała się na naszym podwórku
premiery.
Dla wszystkich maniaków samochodów - nie szukajcie niczego dla siebie w tej
książce. Tutaj Clarkson zajmuje się ludźmi, polityką, codziennością i
cywilizacyjnymi mechanizmami. Opowiada o sobie, swojej rodzinie, swoich
doświadczeniach, młodości. Zbiór tych felietonów eksponuje znaczną część
światopoglądu autora, co niektórych może wpędzić w troskę o niego i współczucie,
bo czytając niektóre jego przemyślenia i wnioski można dostać wrażenia, że pisał
je jeden z kumpli McMurphyego z "Lotu nad kukułczym gniazdem", a nie szanowany
dziennikarz motoryzacyjny. Poza dość zdrowym rozsądkiem - jak na Brytyjczyka -
facet reprezentuje totalne błazeństwo. Groteskowo podsumowuje pomysły budowania
basenu, brania urlopu, odwożenia dzieci do i ze szkoły oraz latania drogimi
liniami lotniczymi. Cwanie i z werwą bawi się słownymi gierkami, wyśmiewając
kilka znanych na wyspach firm. Wszystko to ubrane w lekki styl, który kipi
cynizmem i ironią. Jest też w tym zbiorze kilka ciekawostek, wartych
zapamiętania. Mnie np. spodobał się felietonik o Eboli...
|
|
|
|
|
World according to Clarkson |
|
|
zbiór felietonów, publiscystyka |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
Momentami jest naprawdę śmiesznie, jak zapowiadała okładka, ale pojawiają się
chwile potwornie nudne. Tak jest podczas rozbierania na części pierwsze - nie,
nie samochodów - brytyjskiej polityki. Osobiście przejadłem się polityką w
wydaniu polskim, więc po to samo danie, tyle że w języku angielskim, sięgać nie
lubię. Jest więc dość ambiwalentnie, z przewagą pozytywów. Mierzi też postawa
Clarksona wobec innych osób. Facet potrafi się obrazić o byle co i wtedy
zachowuje się niczym dwuletni bobas z łopatką w dłoni - wyzywa, ośmiesza i
prowokuje, nie troszcząc się przy tym o uzasadnienie czy kontrargument.
W Empiku i kilku poważnych księgarniach "Świat według Clarksona" dumnie tkwiła
na pierwszych miejscach. Nie wiem, czym się sugerowali sprzedawcy (ilość
sprzedanych egzemplarzy czy osobista ocena?), ale uwzględniając fakt, iż na tych
samych listach tkwiło nowe dziecko Pratchetta, zbiór ten nie jest aż tak dobry.
Ale na letnią lekturę na plaży, przy szumie fal i półnagich ciałach dziewczyn,
albo i w wojsku na koi, przy akompaniamencie bąków czterech kumpli, jest to
książka odpowiednia. Ale teraz wakacje i lato istnieją tylko wirtualnie, gdyż
nadszedł czas szkoły, a co się z tym wiąże - lektur. Tym bardziej, jako odtrutkę
na snobistyczne Dziady i Panów Tadeuszów, kupcie sobie Clarksona...
|