Grudzień 2006      


|:  RECENZJA  :|

Roger Zelazny - Pan Światła
Iselor

Roger Zelazny. Mistrz fantasy. Pisarz wybitny. Uważam że jest najlepszym pisarzem tego gatunku deklasującym nawet takich twórców jak Tolkien, Norton czy McKillip. Być może najbardziej do sławy pisarza przyczyniły się dziesięciotomowe "Kroniki Amberu". Ale to nie jedyne dzieło Zelaznego. "Pan Światła" to książka równie wspaniała jak najsłynniejszy cykl autora.

Nie wiadomo, gdzie dokładnie toczy się akcja powieści. Prawdopodobnie na odległej, skolonizowanej przez ludzi planecie. Ale poziom technologiczny przypomina nasze średniowiecze. W Niebie żyją bogowie - ludzie mający dostęp do wspaniałych osiągnięć technicznych sprzed wieków (czyli także do tego z czego my korzystamy w XXI wieku) i trzymający resztę ludzkości "na smyczy". Nie dopuszczają oni do siebie myśli o pozwoleniu ludzkości na osiągnięcie wyższego poziomu cywilizacyjnego, bo to by oznaczało "ubóstwienie" wszystkich mieszkańców planety. Wszelkie zaś próby "wymyślenia" jakiegoś urządzenia są natychmiast przerywane przez bogów. I oto pojawia się on - Oświecony. Siddharta. Budda. Uważa on, iż należy dopuścić do rozwoju cywilizacji, a co za tym idzie, "ubóstwienia" ludzkości. To jest nie w smak bogom. A przynajmniej większości. Rozpoczyna się potyczka (to delikatne określenie) pomiędzy buddyzmem i hinduizmem w świecie przyszłości. I zaręczam, że choć część z was pewnie od razu i tak pomyślała: "I Budda w końcu osiągnie zwycięstwo", zakończenie książki wcale nie jest jednoznaczne.

Książka zaskakuje na prawie każdym kroku - niespodziewane sytuacje, mnóstwo oryginalnych postaci, wspaniałe opisy i świetne dialogi, do tego szczypta filozofii. Książka została uhonorowana prestiżową nagrodą HUGO w 1967 roku i wcale się temu nie dziwię. Powieść ma specyficzny klimat, jakże różny od tego czego doświadczymy w książkach pisarzy fantasy z Europy czy Ameryki (choć sam Zelazny też jest Amerykaninem), jest on niezwykle... wschodni? Przesiąknięty wręcz buddyzmem i hinduizmem, dla czytelnika akcja książki równie dobrze jak na obcej planecie, mogłaby się rozgrywać w Indiach lub w Chinach.

Lord of Light

science fantasy

 

 

Bardzo rzadko muszę pisać o wydaniu książki. Tym razem jednak trzeba. Wydaniem książki zajęło się bliżej mi nieznane wydawnictwo ATLANTIS. Korekty chyba nie było. Bardzo często brakuje kropek lub przecinków, czasem nie wiadomo, kiedy mamy do czynienia z opisem sytuacji, a kiedy już z dialogiem. W dodatku czasami jedna postać raz jest mężczyzną, by za klika zdań później być kobietą (sic!) !!! Takie błędy są niewybaczalne. No i psują ogólny obraz książki. Muszę więc obniżyć ocenę o jeden punkt. Dobra, wiem, że liczy się treść książki a nie tłumaczenie, ale to tak jak z polonizacją gier. Kiedyś ktoś miał pretensje do ekipy CDA, że obniżają grze ocenę, bo ma "zjechaną" polonizację, choć sama gra jest przecież bardzo dobra. Smuggler odpisał, że to tak jakbyś poszedł do restauracji i zamówił zupę, a później się okazało, że pływa w niej mucha. Zupa może być przepyszna, ale mucha skutecznie zmniejszyła pozytywne wrażenie smakowe. Tak jest też w przypadku tej książki. Jest ona niczym przepyszna zupa, ale błędy ortograficzne, interpunkcyjne i wszelkie inne, są niczym pływająca w zupie mucha. Mimo wszystko, jeśli kochasz fantasy, nie powinieneś przejść obok tej pozycji obojętnie. A do rażących błędów korekty (a raczej jej braku) musisz się niestety przyzwyczaić.

(c) Copyright by AM Ksi+/-żki (R) Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!