Roger Zelazny - Pan Światła
Iselor
Roger Zelazny. Mistrz fantasy. Pisarz wybitny. Uważam że jest najlepszym
pisarzem tego gatunku deklasującym nawet takich twórców jak Tolkien, Norton czy
McKillip. Być może najbardziej do sławy pisarza przyczyniły się dziesięciotomowe
"Kroniki Amberu". Ale to nie jedyne dzieło Zelaznego. "Pan Światła" to książka
równie wspaniała jak najsłynniejszy cykl autora.
Nie wiadomo, gdzie dokładnie toczy się akcja powieści. Prawdopodobnie na
odległej, skolonizowanej przez ludzi planecie. Ale poziom technologiczny
przypomina nasze średniowiecze. W Niebie żyją bogowie - ludzie mający dostęp do
wspaniałych osiągnięć technicznych sprzed wieków (czyli także do tego z czego my
korzystamy w XXI wieku) i trzymający resztę ludzkości "na smyczy". Nie
dopuszczają oni do siebie myśli o pozwoleniu ludzkości na osiągnięcie wyższego
poziomu cywilizacyjnego, bo to by oznaczało "ubóstwienie" wszystkich mieszkańców
planety. Wszelkie zaś próby "wymyślenia" jakiegoś urządzenia są natychmiast
przerywane przez bogów. I oto pojawia się on - Oświecony. Siddharta. Budda.
Uważa on, iż należy dopuścić do rozwoju cywilizacji, a co za tym idzie,
"ubóstwienia" ludzkości. To jest nie w smak bogom. A przynajmniej większości.
Rozpoczyna się potyczka (to delikatne określenie) pomiędzy buddyzmem i
hinduizmem w świecie przyszłości. I zaręczam, że choć część z was pewnie od razu
i tak pomyślała: "I Budda w końcu osiągnie zwycięstwo", zakończenie książki
wcale nie jest jednoznaczne.
Książka zaskakuje na prawie każdym kroku - niespodziewane sytuacje, mnóstwo
oryginalnych postaci, wspaniałe opisy i świetne dialogi, do tego szczypta
filozofii. Książka została uhonorowana prestiżową nagrodą HUGO w 1967 roku i
wcale się temu nie dziwię. Powieść ma specyficzny klimat, jakże różny od tego
czego doświadczymy w książkach pisarzy fantasy z Europy czy Ameryki (choć sam
Zelazny też jest Amerykaninem), jest on niezwykle... wschodni? Przesiąknięty
wręcz buddyzmem i hinduizmem, dla czytelnika akcja książki równie dobrze jak na
obcej planecie, mogłaby się rozgrywać w Indiach lub w Chinach.
|
|
|
|
|
Lord of Light |
|
|
science fantasy |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
Bardzo rzadko muszę pisać o wydaniu książki. Tym razem jednak trzeba.
Wydaniem książki zajęło się bliżej mi nieznane wydawnictwo ATLANTIS. Korekty
chyba nie było. Bardzo często brakuje kropek lub przecinków, czasem nie wiadomo,
kiedy mamy do czynienia z opisem sytuacji, a kiedy już z dialogiem. W dodatku
czasami jedna postać raz jest mężczyzną, by za klika zdań później być kobietą
(sic!) !!! Takie błędy są niewybaczalne. No i psują ogólny obraz książki. Muszę
więc obniżyć ocenę o jeden punkt. Dobra, wiem, że liczy się treść książki a nie
tłumaczenie, ale to tak jak z polonizacją gier. Kiedyś ktoś miał pretensje do
ekipy CDA, że obniżają grze ocenę, bo ma "zjechaną" polonizację, choć sama gra
jest przecież bardzo dobra. Smuggler odpisał, że to tak jakbyś poszedł do
restauracji i zamówił zupę, a później się okazało, że pływa w niej mucha. Zupa
może być przepyszna, ale mucha skutecznie zmniejszyła pozytywne wrażenie
smakowe. Tak jest też w przypadku tej książki. Jest ona niczym przepyszna zupa,
ale błędy ortograficzne, interpunkcyjne i wszelkie inne, są niczym pływająca w
zupie mucha. Mimo wszystko, jeśli kochasz fantasy, nie powinieneś przejść obok
tej pozycji obojętnie. A do rażących błędów korekty (a raczej jej braku) musisz
się niestety przyzwyczaić.
|