|
|
|||
|
Buongiorno! Reports of my death have been greatly exaggerated — powiedział kiedyś Mark Twain, widząc swój nekrolog w prasie. Sprawdziła się w jego przypadku reguła, że jeśli ktoś jest "uśmiercony" za życia, będzie jeszcze długo chodził po ziemskim padole. Autor "Huckleberry Finna" zszedł z tego świata w wieku 75 lat. Śmiem więc twierdzić, że i przed AMagiem wiele lat, setki kącików i tysiące tekstów... Refleksja ta nasunęła mi się po lekturze jednego z tekstów, w którym autor zamieścił wykres pokazujący, jak zmieniała się liczba nowych artykułów na przestrzeni istnienia naszego magazynu. Ciekawy schemat, choć jego wymowa jest zbyt pesymistyczna, moim skromnym zdaniem. AM trzyma się wciąż dobrze — tekstów przychodzi sporo i wciąż możemy wśród nich wybierać, nie wszystko wchodzi na "łamy". Nie sposób też nie patrzeć optymistycznie na liczbę artykułów w tym numerze. Szczególnie cieszy to, że wśród autorów spotkać można nie tylko starą gwardię (m.in. nZorki, powracającego po pół roku Phnom Penha czy znów coraz częściej piszącego Caleba), ale i cały szereg debiutantów. Póki oni będą się pojawiali, będzie dobrze. Zgodnie z regułą sinusoidy, znów lekki dołek zapanował w kącikach tematycznych, wielu jest niestety nieobecnych. Na szczęście to, co jest, prezentuje już klasycznie bardzo wysoki poziom. Z żalem muszę też obwieścić... zamknięcie Lodówy. Tak — jeden z najbardziej obfitych i smakowitych (albo i niekoniecznie — zależy od inwencji recenzentów) kącików w tym miesiącu się żegna z Czytelnikami. Serdeczne dzięki, dziewczyny i chłopaki*, za 27 wspólnych numerów. I to by było na tyle "ogłoszeń parafialnych" w tym miesiącu. Jak zwykle: życzę ciekawej lektury, do przeczytania za miesiąc!
* Polecam lekturę "listy płac" Lodówy. Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele osób uczestniczyło przy jej tworzeniu!
|
||
|
|||