Papierosy

Już świta, a ja wciąż nie mogę usnąć. Jest mi gorąco, choć wszystkie okna są otwarte, a my leżymy nadzy, nieprzykryci. Słucham twojego cichego oddechu, czuję zapach twoich włosów i boję się do ciebie przytulić. Wstaję z łóżka tak cicho, jak potrafię. Biorę ze stolika paczkę papierosów i zapałki, otulam się kocem, który kilka godzin temu zrzuciliśmy w pośpiechu z łóżka, i wychodzę na balkon. Wypalam papierosa, myśląc o tym, jak długo grałaś ze mną, przekomarzałaś się, uciekałaś. W ciągu tego miesiąca widzieliśmy się dwa czy trzy razy - unikałaś mnie, nie odbierałaś telefonu, nie przychodziłaś, gdy się umówiliśmy. A dzisiaj - wczoraj - od razu zaproponowałaś, żebyśmy poszli do mnie. Gdy tylko zamknąłem za nami drzwi, pocałowałaś mnie, zrzuciłaś tę zieloną sukienkę i zaczęłaś mnie rozbierać - natarczywie, agresywnie, jakbyśmy nie mieli chwili do stracenia.

Gaszę papierosa na balustradzie i rzucam go w dół. Wracam do pokoju, a ty ciągle śpisz w tej samej pozycji, w której cię zostawiłem - zwinięta w kłębek, odwrócona plecami do pokoju, do mnie.

Więcej niż twoje słowa mówił mi twój uśmiech - uśmiech na przekór, uśmiech spoza. Przypominam sobie, że lekko drżały ci ręce, gdy zapalałaś tego cienkiego vogue'a. A potem się nim długo zaciągałaś - dogłębnie, ze wzrokiem wbitym gdzieś w ścianę albo w podłogę. I choć byłem wtedy z Magdą, i choć to obok niej się następnego ranka obudziłem, to od razu wtedy pomyślałem o tobie. Pierwszego papierosa wypaliłem, przypominając sobie ciebie siedzącą w rogu sofy, nieuważnie słuchającą tego, co mówił do ciebie Tomek, bardziej skupioną na dymie leniwie unoszącym się z żarzącej się końcówki papierosa niż na jego słowach.

Siadam na krześle i patrzę. Po kilku minutach w pokoju robi się całkiem jasno. Słońce oświetla twoją skórę i zauważam na twoim lewym pośladku dwie identyczne okrągłe blizny, wielkości ziarenka groszku, może trochę mniejsze. W tej chwili po twoich plecach przebiega dreszcz i myślę, żeby cię przykryć, choć przecież w pokoju wciąż jest gorąco. Oddychasz coraz szybciej, nierówno, ciszę przerywa jęk. Zapalam papierosa i słyszę, że zaczynasz szlochać przez sen, głośno. Patrzę na twoje drżące, nagie ciało i ogarnia mnie podniecenie. Próbuję się ogłuszyć, zamykam oczy i zaciągam się jak najmocniej, długo nie wypuszczam dymu z płuc. Słucham twojego łkania, niespokojnego, przerywanego, które po dwóch-trzech minutach urywa się całkowicie. Gdy już mam kończyć palenie, czuję na sobie twój wzrok. Obudziłaś się, a teraz patrzysz na mnie mokrymi oczami. Wstaję z krzesła, podchodzę do łóżka i podaję ci do ust papierosa. Lekko unosisz głowę i niemal wgryzasz się w filtr, jednocześnie całując moje palce. Zanim zdążysz wypuścić dym, ja już gaszę papierosa i wpijam ci się w usta. Po chwili zaczynamy się kochać - szybko, zwierzęco, brutalnie.

Phnom Penh
phnom@go2.pl