Dostałem kuferek
Przyznasz czytelniku, że miło jest dostać niespodziewanie prezent. Ot, siedzisz sobie czytasz coś, albo pracujesz, a tu nagle ktoś wchodzi do twojej samotni i mówi "Mam dla ciebie prezent". Wtedy ty pchnięty ciekawością porzuczasz dotychczasowe zajęcie i idziesz odebrać to co ci się prawnie należy. A gdy już to trafi w twoje ręce, możesz się tym bawić, podrzucać i przytulać, czyli robić co tylko ci się żywnie podoba. I właśnie mnie kilka dni temu takowa przyjemność spotkała, gdyż dostałem przepiękny kuferek.
Jaki jest kuferek, każdy widzi. Brązowa, drewniana skrzynka, z jakimiś zdobieniami przy bokach i zamkiem, który ma bronić dostępu do znajdujących się tam dóbr. Mnie przypomina te kufry, w których piraci trzymali swoje kosztowności. Mimo, iż taki prezent może wydać wam się niczym szczególnym, mnie ucieszył przeogromnie. Bo ładny jest i przyda się, no i przede wszystkim dany jest od serca. A ja najbardziej lubię właśnie takie prezenty: od serca, kupowane z myślą o mnie, o moim charakterze i pasjach. Uradowany szybko umieściłem mój nowy bibelot na parapecie, poczym usiadłem naprzeciw niego by przemyśleć pewną ważną sprawę.
A było nad czym myśleć. Bo i owszem kuferek jest solidny, cieszy oko itp, ale nie spełnia powierzonego mu zadania. Otóż kufer, rzecz wiadoma, powinien coś przechowywać, a mój jest, o zgrozo, pusty! Taki błąd nie powinien mieć nigdy miejsca, dlatego też trzeba było go jak najszybciej czymś zapełnić. Jednak uznałem, ze nie może być to byle co. Nie chciałem wypełnić mojego kuferka (jak mi doradzano) kasetami, bądź pocztówkami. Tak nie mogło być, gdyż wtedy mój kufer zmieniłby się w coś na kształt szuflady, a do tego nie mogłem dopuścić! W końcu kufer miałem tylko jeden i postanowiłem napełnić go czymś naprawdę wyjątkowym. W końcu wymyśliłem: napełnię go skarbami!
I wiedz, drogi czytelniku, że nie mam tu na myśli żadnego złota, tudzież innych diamentów*. Mówę o takich skarbach, jakie ma każdy z nas. Rzeczach, które są nam z jakiegoś powodu bliskie, takich na widok których ożywają dawne wspomnienia. Skarby, których za żadną cenę nikomu byśmy nie oddali. I właśnie mój kuferek miał zostać skarbnicą takowych przedmiotów.
Toteż, niewiele myśląc, wziąłem się za wkładanie moich skarbów do kufra. Na pierwszy ogień poszedł mały, pluszowy miś koala z napisem "I love australia", co go dostałem od przyjaciela z danego kraju (ja dałem mu karzełka z napisem Polska to full wypas ;-)). Potem dorzuciłem tam kilka listów (bardzo lubię dostawać listy, mają one coś magicznego w odróżnieniu od sms-ów. Ba, nawet kupiłem sobie specjalny nóż do otwierania kopert, szkoda tylko, ze tak rzadko się przydaje), pocztówkę, co to ją kiedyś dostałem od przyjaciela i moją pierwszą prawdziwą zakładkę do książek (z matematycznymi wzorami brrr...). Następnie po małej przerwie, przeznaczonej na zaparzenie herbaty w kufrze wylądował kalejdoskop, który kupiłem sobie rok temu w sklepie zabawkowym. Zrobiłem to, bowiem pamiętałem, że jak byłem malutki to niechcący potłukłem mój fantastyczny kalejdoskop i było mi bardzo smutno. Dlatego też, żeby pocieszyć swoje wewnętrzne dziecko, zakupiłem tę zabawkę od miłej pani sklepikarki. Zabawa nim nadal przynosi mi tyle radości co kiedyś. Gdy ułożyłem już wszystko co miałem w kuferku, żeby jakoś wyglądało, włożyłem tam trzy ostatnie rzeczy: stary harcerski gwizdek, kasetę Depeche mode, którą kiedyś znalazłem na placu zamkowym i żółtą karteczkę z moją ulubioną sentencją. A i jeszcze umieściłem tam ładowarkę do telefonu )z przyczym praktycznych: nigdy nie mogłem jej znaleźć ;-))
I tak wypełniony kuferek stoi sobie teraz dumnie na moim parapecie. Gdy na niego spoglądam pisząc ten tekst wiem, że nie zamienił bym go na żaden inny. Jest wyjątkowy, jego wnętrze wiele o tym, co przeżyłem. Zawsze gdy do niego zaglądam robi mi się ciepło na sercu i łaskawszym okiem patrzę na świat. Ożywają wspaniałe wspomnienia i od razu udziela mi się dobry nastrój. A wszystkie te przedmioty, które dla kogoś innego mogłyby być zwykłymi śmieciami, dla mnie są bardzo ważne. a zgromadzone razem dużo mówią o mnie i uwalniają pewien rodzaj pozytywnej energii. Dlatego radzę wam wszystkim: kupcie sobie po kuferku.
Solar
* być może dlatego, że ich zwyczajnie nie posiadam