No i tu się zaczyna kombinowanie... No bo niby dlaczego mam się czuć źle? Życie jest takie krótkie więc po co jeszcze tracić czas na zamartwianie się, że jestem be i przeze mnie cierpi wielu ludzi? Zwłaszcza że przecież nie jestem taki zły. Są gorsi ode mnie. Taki terrorysta muzułmański, który zabija niewinnych ludzi. Albo skorumpowani urzędnicy, Ojciec Dyrektor z Torunia, mafia pruszkowska, paliwowa i jaka tam jeszcze. Ja to w porównaniu do nich jestem święty człowiek. No, prawie.
Mimo usilnych zabiegów wygładzania naszego sumienia dalej jednak mamy poczucie, że coś jest nie tegez. No bo jak to, wychodzi na to, że mimo wszystko jesteśmy tylko mniejszym złem w porównaniu ze zbrodniarzami i złodziejami, a nie wspaniałymi ludźmi czyniącymi dobro każdego dnia w hurtowych ilościach. No i co tu począć żeby poczuć się lepiej? Siebie zmienić bardzo trudno. Ale zaraz. Może to co robię nie jest wcale takie złe. Kradnę. OK, ale tylko dlatego żeby moi bliscy z głodu nie pomarli albo żeby odebrać jeszcze większym złodziejom. Od lat jestem skłócony z rodziną i znajomymi - sprawa marna, ale jest tak tylko dlatego żeby w milczący sposób pokazać bliskim, że błądzą. Słyszałem o kolesiu, który latami tkwił w pornobiznesie. Wiedział że to co robi jest z gruntu złe, ale siedział w tym dalej bo wmawiał sobie że jakby odszedł to na jego miejsce zjawiłby się ktoś, kto o wiele gorzej traktowałby dziewczyny, które występowały w filmach porno.
Jednak mimo tak usilnych starań "okiełznania" naszego niepokornego sumienia dalej mamy big problem. No bo jakbyśmy nie usprawiedliwiali swojego postępowania to w Biblii czy też w paragrafach polskiego prawa napisane jest czarno na białym: rób to i to, nie rób tego i tamtego. Skoro zatem, jako się rzekło, siebie trudno zmienić, to może lepiej... zmienić prawo, zmienić Boga czy też Jego wskazania. No bo one są takie nieżyciowe... A zresztą, dlaczego Bóg miałby się tak mocno o wszystko wściekać? I nagle Bóg staje się dobrotliwym dziadkiem, który na wszystko zareaguje z pobłażliwym uśmiechem, którego wskazania można totalnie olewać, który jest na każde nasze zawołanie, nie oczekując niczego w zamian. Nagle okazuje się, że można robić co się komu żywnie podoba. No bo przecież Bóg jest miłosierny! Nagle Judasz, zamiast być przykładem dramatu człowieka, który będąc tak blisko Zbawiciela nie zmienił się na lepsze; okazuje się być kimś kto zdradził Jezusa tylko dlatego, że sam Jezus go do tego wybrał (może drogą losowania?). A więc przesłanie jest proste: to że mam takie a nie inne słabości jest wynikiem tego, że Bóg mnie nimi obdarzył. Taka była jego wola, a woli Bożej trzeba się przecież podporządkować. Moje czyny nie są konsekwencją wolnej woli, którą obdarzył mnie Bóg, tylko takiego a nie innego zaprogramowania mnie przez Stwórcę. Za każdy mój czyn odpowiada Bóg, który pociąga za wszystkie nitki. Skoro jestem złym człowiekiem to widocznie Bóg tak chciał...
Nikt nie staje się ze szlachetnego człowieka łajdakiem w jeden dzień. To nie jest tak, że 5 lipca brzydzę się kradzieżą, a 6 idę obrabować bank. Najpierw jest malutkie podkradanie rodzicom, przywłaszczenie sobie kilku jabłek z bazaru, zabranie czegoś z zakładu pracy. Przykład pierwszy z brzegu: inwigilacja księży w PRL-u. Wiadomo, że do danego księżula nie przyszedł SB-ek i nie powiedział: "A teraz bądź ostatnią świnią i donoś na swoich przyjaciół." Na pewno były teksty, że to nic takiego, że tylko parę informacji chcemy znać. A możemy Ci w zamian mocno życie ułatwić. Na pewno ksiądz długo bił się z myślami: "Ale w sumie czy to jest coś aż tak złego? Wystarczy nie powiedzieć za dużo, a poza tym dzięki współpracy możnaby pojechać na studia do Rzymu, wykształcić się (wszyscy mówią że mam potencjał i nie mogę go zmarnować) i swoim intelektem służyć Bogu i ludziom."
I powoli zaczynamy się zanurzać w niezłe bagienko, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. A wygrzebanie się z niego nie jest już takie łatwe...
Jacek Stojanowski
PS1: Zapraszam na moją stronkę:http://www.siewy.prv.pl/
PS2: Zapraszam
do mailowania:stoja@wp.pl