Show

 

Proszę państwa, prześliczne panie,i wytworni panowie czas rozpocząć nasze przedstawienie! I się zaczęło... Dzień jak dzień, pogoda jak pogoda, śniadanie jak śniadanie, ranek jak każdy inny. Telefon, mejl. Wychodzę. Idę gdzieś, nie wiem dokąd. Prowadzą mnie głosy. Nie patrzę, nie zwracam na nic uwagi. Idę ślepo za kimś, kogo widzę drugi raz w życiu, a może i pierwszy?

 

Ląduje w przytułku dla megalomanów. Ze wszystkich stron oblegają mnie szare twarze w kolorowych maskach. Multum słów, zero treści. Mój umysł się buntuje, nie chce przyjąć takiego stanu rzeczy. Szuka, wertuje ludzi jak książki. Szuka ciekawego tematu, jednego zdania nie pozbawionego wartości. Miliony słów wiruje w powietrzu. Wszystkie pozostawione wiatrowi, pragną przyciągnąć do siebie inne, stworzyć spójną, piękną całość, powierzchnię na której ktoś będzie mógł stworzyć swój pomnik. Jednak tu i teraz nic takiego się nie stanie. Powoli umierają w mękach bezradności.

 

Buntuję się, głośno przedstawiam swoje veto. Zwrócili uwagę, cztery silne ramiona wynoszą mnie, wyrzucają na ulicę. Jestem sama. O mały wlos nie wsadzona w kaftan bezpieczeństwa.

 

Wędruję. Może na zewnątrz będzie łatwiej! Zakończę moje poszukiwania pomyślnie. 'Nienienienienienienie'-słyszę z każdej strony. Czasem ktoś doda 'po co?'.....jak to po co? nie rozumiem...

 

Idę, muszę stąd odejść. Tym razem to ja dzwonię. Starannie wybieram opis z długiej listy znajomych lub mniej wpsiów. a-nie,b-nie,c-nie, długo nie, s-hmm spróbujmy. Tym razem ja prowadzę. Wśród wiatru, slonca, szeleszczących liści. Spokoj cisza długa rozmowa. Słowa się cieszą. Każde zajmuje z radością nadane im miejsce. Lecz wiatr wieje wszędzie, zawsze znajdzie się szczelina. Idź dołącz do nich, nie będę Cię zatrzymywać. Masz rację tam jest łatwiej, wystarczy umieć udawać, grać. Idź, a jak zrozumiesz wróć...nie wrócił.

 

'Show must go on!'

 

Szkoda, że w tym 'show' nie ma miejsca na myślenie.

 

 

łysa owieczka