O religii art-sonda.

"Napisz coś o czym jeszcze w AM nie pisano" tak doradził mi jeden z moich kumpli, gdy dowiedział się o moich zamiarach. Niby nic, ale o czym jeszcze w AM nie pisano?!? Pisano chyba o wszystkim, a najwięcej o religii. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i też spróbować sił w tym właśnie aspekcie, aspekcie szeroko pojętej wiary. Nie mam jednak zamiaru pisać o swoich własnych odczuciach, chociaż taki był plan początkowy, ale mam zamiar wyjść w teren, zapytać o to ludzi.

Temat główny: Bóg. 

Zapraszam na przechadzkę.

Właśnie w cudowny sposób zaczęło się lipcowe popołudnie. Jest 14 lipca, godzina 15.30. Ulica Ściegiennego w Kielcach, plac przed ILO im. St.Żeromskiego. Tu postanowiłam zacząć swoją wędrówkę. Jakąś godzinę i trzy odciski później spotkałam w końcu pierwszą osobę, która w ogóle chciała ze mną rozmawiać. Aby bardziej się uwiarygodnić przedstawiłam się jako redaktorka AM [sorki dla szefostwa i wszystkich, którzy poczuli się urażeni - Gin.] i nagrywałam wszystko moim dyktafonikiem marki Sony. Chłopak, lat 20 góra 23, student pobliskiego seminarium. Był nieśmiały, ale w kwestii Boga miał naprawdę wiele do powiedzenia. "Jest jeden Bog" – stwierdził, by po chwili dodać - "a co, jeśli Boga nie ma? A co jeśli On nie jest tym kogo powinniśmy uznawać?". No właśnie. Na świecie jest 5 wielkich religii, każda ma swojego Boga i inne towarzyszące mu osoby. Oprócz Jahwe jest jeszcze Mahommet, Budda itd. Wcale nie jest powiedziane, że akurat Chrześcijanie są tymi którzy wierzą w tego Jedynego, jak dla mnie za mało wiemy... Ale wróćmy do studenta. Nieświadomie wdałam się w nim w najbardziej owocną dyskusję mojego życia, nie wiem jak to działa, ale niedługo później zaczęła się zbierać mała grupka ludzi [przechodniów], którzy chcieli posłuchać, albo wziąć udział w dyskusji. Przejęłam pałeczkę od Studenta i zaczęłam dyskutować o innych prawdach wiary, o Piśmie, czy w końcu o aspekcie wierzący-niewierzący. Starsza Pani z parasolką stwierdziła, że niewierzący jest każdy, kto nie wierzy w Boga Chrześcijańskiego i "co najgorsze" nie praktykuje. Mały test: przypuśćmy, że ja jestem Buddystką, Giertych Mahometaninem, Kaczyńscy Hinduistami, Lepper Judaistą, x.Jurand Chrześcijaninem, a pan Marlon Brando Ateistą, pytanie konkursowe: kto z naszego grona jest niewierzący? Jeśli kierować się słowami Babci z parasolką wierzący jest tylko x.Jurand. No dobrze, ale przypuśćmy, że to pytanie zadamy Kaczyńskim wówczas oni też odpowiedzą, że niewierzący są wszyscy oprócz nich, czyli "wyznawców jedynej słusznej wiary". Z tego co wiem, nie na tym to polega. Zajrzałam do mojej encyklopedii PWN z roku '79. Pod hasłem "Religia" czytam: łączność duchowa z jakimś bóstwem, kierowanie się ideologią wyznaczającą cel i dążenie do niego. Lepiej sformułowane, prawda? Został nam Ateista - nigdy nie spotkałam Ateisty, chociaż bardzo bym tego chciała . Czy wobec tego Ateista może być nazwany niewierzącym? Zapewne tak, ale nie spod tego pióra. Nie uważam Ateistów za niewierzących, bo każdy z nich też wierzy, wierzy, że Boga nie ma. Mój pogląd w tamtej "ulicznej" dyskusji wzbudził małą kontrowersję i szczególny sprzeciw Babci z parasolką, która po prostu odeszła po tym stwierdzeniu z wyraźnym "Diabli nadali takie dziewuszysko" na ustach. 

Miałam przeprowadzić wywiad środowiskowy, aż w końcu wszystko obróciło się o 180 stopni, gdy ktoś ze słuchających sam rzucił hasło dotyczące Ewangelii Judasza i "Kodu da Vinci" Dana Browna. Zaczęło się piekło. Dobrze, że starsza pani sobie poszła, bo by chyba tego nie przeżyła. Pan koło 40, stojący do tej pory z boku i tylko słuchający, zaczął ożywioną dyskusję ze Studentem. Wymiana poglądów trwała jakiś czas i dotyczyła głównie osoby Jezusa. W tym czasie zdążyła mi się skończyć kasetka w dyktafoniku, wymieniłam ją na nowo, by po chwili stwierdzić, że baterie padły. Wniosek: mam do niczego dyktafon =). Wracając jednak do tematu nadrzędnego. Nawet nie wiecie jak płynnie dyskutujący przeszli z motywu Boga do wolnej miłości, homoseksualizmu czy w końcu do kary śmierci. Jedna z pań się rozpłakała i sobie poszła w tej chwili, w ślad za nią poszli też inni [3] gapowicze. Pozostałam sama, no oprócz Studenta i Pana po 40, którzy nadal żywo dyskutowali o Jezusie. Postanowiłam szukać dalszych „ofiar”, niestety nie udało się już. Jako, że zbliżała się już 19, poszłam sobie do domu.

15 lipca 2006

Ci co myśleli, że dam za wygraną, byli w dużym błędzie. Zmieniłam tylko miasto i godzinę poszukiwań. Pińczów, park przy Placu Wolności, godzina 16. Zastosowałam inną taktykę – przysiadłam się bezczelnie do starszego pana, który karmił wyimaginowane ptaki, a co. Zapytałam go o Boga. Powiedział, że Bóg nie istnieje, a jeśli istnieje jest okrutny, bo niedawno zabrał mu jego jedyną radość – żonę. Zmarła na jakąś chorobę, nie pamiętam jaką. Po chwili dodał, że Bóg nie powinien tak bardzo krzywdzić ludzi, że nie powinien gasić tego światełka w tunelu. Rozpłakał się, czułam, że chciał być sam, więc sobie poszłam. 

Na ulicy nie prędko spotkałam rozmówców. Poszłam pod Sąd Okręgowy. Normalnie nie powinnam się szwendać wewnątrz, szczególnie sama, ale miły pan woźny przymknął oko, chyba uznał mnie za przedstawicielkę lokalnej prasy uczniowskiej – zrobiłam sobie identyfikator. Spotkałam jakiegoś adwokata, przedstawiłam się szybko, powiedziałam po co przyszłam i zapytałam o Boga. Odpowiedź padła szybko i raczej przypominała podręcznikowy tekst niż własną wypowiedź, ale trudno. Adwokat powiedział: „W sądownictwie posługujemy się jasno sformułowanymi kryteriami, a nie Bożym prawem”. Uśmiechnął się i poprosił woźnego, żeby wskazał mi wyjście. Miły sposób wypędzenia kogoś.

Wróciłam w teren. Nie spotkałam już nikogo kto mógłby odpowiedzieć na moje pytania. Pińczów nie okazał się szczęśliwy, przynajmniej nie dla mnie. 

Każdy człowiek ma swoje zdanie i powinniśmy je szanować, każdy ma prawo do jego wypowiedzenia, ale nie powinniśmy go do tego zmuszać. Jestem jeszcze za młoda do wielkich teologicznych myśli, nie staram się krzyczeć z tłumem, ale nie potępiam tych, którzy to robią, nie chcę nikogo przekonywać, że On istnieje, czy też nie, nie chcę być wojownikiem światła, który ze ognistym mieczem nawraca innych, bo nie o to w tym wszystkim chodzi… Dzięki mojej „sondzie” dowiedziałam się sporo nowych rzeczy. 

Zdziwiło mnie tylko jedno, nikt nie chciał mnie wylegitymować, chociaż dwa razy zagrożono mi wezwaniem policji i raz prawie odebrano dyktafon. W badaniu brało udział ponad 30 osób. Przytoczyłam tylko niektóre z wypowiedzi i niektóre sylwetki ankietowanych. Wszystkim, którzy to teraz [jakimś cudem] czytają i rozpoznają okularnicę z dyktafonem bardzo dziękuję za współpracę, a w szczególności Studentowi, Babci, Panu po 40, Starszemu Panu na ławeczce w parku a nawet panu Adwokatowi <= przynajmniej był uprzejmy.

Kończąc, chcę przytoczyć słowa Studenta: „Jeżeli Boga nie ma to wyjdę na głupca, ale chcę być księdzem, bo wierzę, że na głupca nie wyjdę”. A pytanie brzmiało: co zrobisz jeśli Boga nie ma?

pozdrowionka
Ginewra
karolinka.sobolewska@wp.pl