Oprawiamy królika, czyli poradnik dla początkujących stajennych
Uwaga! Nie czytać przy jedzeniu, tudzież jeśli ktoś ma słabe nerwy.
Zgodnie z tytułem dzisiaj zajmiemy się oprawianiem królika, w zgodzie z najstarszymi średniowiecznymi technikami, stosowanymi od dawien dawna i przekazywanymi z ojca na syna. Do oprawienia królika będzie nam potrzebny ostry nóż, najlepiej dość długi, ale również wąski. Tym nie musimy się akurat przejmować, bowiem znajduje się on w ekwipunku każdego myśliwego. Przydałaby się również druga osoba, która to będzie nam naszą zdobyć trzymać podczas całego procesu. Ostatecznie kicaja można przywiązać do jakiegoś drzewa, ale nie polecam takiego rozwiązania początkującym. I zakładając że mamy juz zająca wystarczą tylko dobre chęci i chwilka czasu. Uwaga! Przed przystąpieniem do procederu nalezy upewnić się, że zając jest bezwzględnie martwy. Niestety przykładanie lusterka do pyszczka nie daje pozytywnych efektów, tak więc trzeba wymacać serce, które znajduje się, obok lewej górnej łapy. Jeśli nie wyczuwamy bicia denat nie żyje :P Zająca najlepiej załatwić mocnym, pojedynczym uderzeniem w kark, które nie uszkadzając niczego ważnego, powinno załatwić sprawę. Jeśli jednak wasz królik nie będzie aż tak uprzejmy i nie pozwoli wam podejść na odległość potrzebną do przyłozenia mu jakimś drągiem, możecie go również ustrzelić, tudzież naśladując odgłosy soczystej marchwi zwabić go w zasadzkę. Gdy śmierć zająca jest już faktem możemy przystąpić do oprawiania właściwego.
Asystująca nam osoba winna złapać królika za tylne łapy i trzymać go w odpowiadającej nam wysokości brzuchem w naszym kierunku. W tym czasie my dobywamy naszej finki czy innego rambonoża i nacinamy sierść wokół obu łap, trzeba uważać aby nie skaleczyć przy tym asystenta, bowiem może on nie dotrwać do końca. Kiedy skóra wokół jest już nacięta, odciągamy ją nieco od łapy i delikatnymi, lecz zdecydowanymi ruchami odcinamy tkankę łączącą skórę z mięśniami aż do samego końca łapy. Podobnie postępujemy z drugą łapą, uważając aby nie uszkodzić mięsiwa. Kolejnym krokiem jest złapanie pozostałej w... khem kroku sierści, przebicie tkanki łączącej i odcięcie jej ruchem noża w górę. Jeśli wszystko zrobiliście poprawnie, nasz zając powinien już być w połowie nagim zającem, a co ważniejsze nie powinna spłynąć nawet kropla krwi. Jeśli mimo wszystko jesteście ubabrani po łokcie to nie martwcie się, wprawa przyjdzie z czasem. Upewniamy się, że nasz asystent nadal stoi i nie ma zamiaru zemdleć po czym przystępujemy do dalszej pracy. Aby całkowicie pozbawić naszą zdobycz skóry możemy zdecydować się na dwie opcje. Pierwszą z nich jest systematyczne odcinanie tkanki łączącej skórę z mieśniami, podczas gdy nasz pomocnik będzie odwracał naszego kicaja tak, aby było nam wygodnie podczas całej operacji. Skórę odcinamy do momentu gdy natrafimy na przednie łapy. Druga opcja zarezerwowana jest dla bardziej doświadczonych oprawców i wymaga uzycia siły. Jest ona jednak niewspółmiernie szybsza od sposobu ukazanego wcześniej. Mianowicie odcinamy nieco skóry tak jak w sposobie pierwszym do momentu, kiedy możemy ją dobrze złapać. Wtedy ujmujemy zwisający skalp i ciągniemy do siebie, a skóra będzie sama gładziutko odchodzić od ciała. Nie nalezy przejmować się rozlegającym się chrupaniem, bowiem jest to tylko odgłos łamanego kręgosłupa. Przestajemy ciągnąć kiedy zobaczymy przednie łapy. Powinny one wystawać spod skóry, tak abyśmy mogli odciąć tylko sam koniec łapy wraz z pazurami. Po odcięciu owych łapek ponownie ciągniemy za skalp. dopóki nie odsłonimy do połowy łba królika. Teraz ponownie mamy dwie możliwości. Możemy bez zbędnych ceregieli uciąć ów łeb i wywalić go wraz ze skórą, bądź też jesli ktoś jest łowcą głów, tudzież lubuje się w takich smakołykach, bawić się z wydłubywaniem oczu i odcinaniem reszty skóry z łba. Nię będę tutaj opisywał dokładnie jak powinien przebiegać cały proces, bowiem jeśli ktoś dotarł aż tak daleko, to poradzi sobie sam. Ostrzegam jednak, że jucha będzie lała się w tym momencie strumieniami, tak więc proponowałbym jednak wybór pierwszej opcji czyli uwaleniu łba wraz z przyległościami. Ze skóry obdartej z zająca możemy sobie zrobić twarzowe trofeum które nosimy na hełmie lub zbroi, jakkolwiek zajęcza skóra nie wygląda na zbyt dumne trofeum, którym winniśmy się szczycić. Znacznie bardziej nadawałaby się skóra z rogacza, bądź odyńca, ale o tym w następnym odcinku. Można ją również rzucic na pożarcie któremuś z naszych wiernych psów myśliwskich, bądź bez zbędnych ceregieli wywalić w najbliższe krzaki. Ale wróćmy do meritum i naszego coraz bardziej apetycznie prezentującego się zajączka. W kazdym razie teraz już powinno pójść z górki. Rozcinamy zającowi brzuch wzdłuż ciała i odginamy boki do tyłu tak abyśmy mieli jak najwięcej swobody w dalszej części rozkładania go na czynniki pierwsze. Po rozcięciu brzucha powinniście się nieco odsunąć bowiem wszystkie bebechy wydostaną się na zewnątrz, ale nie martwcie się, wbrew pozorom zbyt dużo ich nie będzie, w końcu to tylko zając. Teraz doprowadzamy do stanu używalności naszego pomocnika który zapewne straci przytomność na wskutek wydzielających się ze środka apetycznych zapaszków. Kolejnym krokiem jest wycięcie przewodu pokarmowego. Odcinamy jelito cienkie jak najwyżej przy samych łapach. Można je rozpoznać po przezroczystości i małych czarnych kuleczek w środku... no w każdym razie będziecie wiedzieć które to. Odciągamy całe jelito od ciała, i odcinamy żołądek który to nie prezentuje żadnej wartości żywieniowej, no może dla wygłodniałego kundla, więc jeśli mamy jakiegoś w pobliżu możemy się z nim podzielić. Następnie musicie wydobyć z wnętrza wątrobę, myślę że znajdziecie ją bez problemów. Uwaga! Nie zapomnijcie wyciąć z niej trzustki (czy też śledziony, nie jestem pewny), w każdym razie jest to mały przezroczysty narząd leżący nieco po prawej. Jeszcze jedna rzecz. Jeśli na wątrobie spostrzeżecie jakieś kolorowe cętki, to raczej postąpcie z nią tak jak z żołądkiem, ewentualnie poczęstujcię nią kogoś kogo nie lubicie. Koniec jest już bardzo bliski, królik powinien już być prawie całkiem wybebeszony. Odcinamy nerki sztuk dwie i zajączek jest pusty. Ale że nic nie powinno się zmarnować odcinamy środek zająca nieco poniżej tylnych łapek, tak abyśmy nie musieli się męczyć z przecinaniem kręgosłupa który jest dość twardy i wydaje nieprzyjemne odgłosy podczas całej czynności. Teraz odcinamy jedną z tylnych łap (tę owłosioną część, za którą trzyma nasz asystent), a dokładniej nacinamy nieco ścięgna wokół, po czym łamiemy kość w stawie, co nie powinno sprawić większych problemów. Podobnie czynimy z drugą łapką i przecinamy pozostałości królika na pół. Właściwie to proponowałbym całkowicie wyciąć cały krok, ale jak ktoś nie ma ochoty. Acha, z tych owłosionych końcówek można zrobić fajny indiański talizman, lub też ususzyć i schować na szczęście (królicza łapka - milion w średniego lotka murowany). I tym sposobem nasz króliczek spoczywa już gdzieś obok nas w częściach nadających się po krótkiej obróbce cieplnej do spożycia. Serdecznie dziękuję za uwagę i mam nadzieję że komuś przyda się mój mini poradnik. W następnym odcinku pokażę państwu jak oprawić kurczaka. Miłego oprawiania i do przeczytania.