„Beware the Jabberwocky”

 

chciałbym ugryźć, sprawić ból, gniew przelewa się we mnie tłustymi palcami po miękkim flaku parówek. Gnij, gnoju, skurczysynu, jak ja chciałbym takie gówno powyklinać, a i tak nic mi to nie pomoże, nie pomaga, i co ja teraz

by bolało podejść cokolwiek

może nawet powyrzucać bo przecież tyle we mnie jadu,

tyle goryczy przez to wszystko

(w takich chwilach staję się coraz bardziej sobie Obcy)

i tyle bólu, nie potrafię go znieść, zgiń, zgiń-przepadnij, bo niewiele więcej

i znów ugryźć, uderzyć, tylko bić i zabić przyjdzie

przyjdzie ból, słodka nienawiść, buzuje we mnie nienawiść, nienawidzę kurwiarza...

 

(krwawe chrabąszcze wspinają mi się po nogach)

 

zabijam kobiete, skaczę ku niej (Ona krzyczy, rozdziera tę swoją japę tak szeroko) by ją zabić,

krew zalewa mi widok, ooobraz, krew jak woda w akwarium, oblizuję wargi

mlask

wargi oblizane, zęby już się chowają, a przed moimi oczami wyrasta pole Krzyży

(w blasku błyskawic; co za banał toczy moje sny)

nie wiem, co za sen, nioe – wyraz ten najczęściej gości zamiast „nie” na ekranie Worda

 

Krople deszczu szarymi wstęgami odcinają się od nocnego braku światła, pod latarnią duże te krople

Krople ulewy na asfalcie lecą, a we mnie tyle

Sam nie wiem

Może się okłamuje

Nie wiem

 

Nie.

 

Rozmawiamy, padają Duże Słowa

(odciąć się od nich, i byle złość, byle nienawiść nie wypełzła na wierzch, bo to splami – nie wyprałem – resztę moich myśli, psia ich kość mać; to taki grymas, zastygły na twarzy)

leżymy w takiej dziwnej pozie, kłębki materiału ludzkiego na łóżku, kolana podciągnięte wysoko

muzyka mojego dzieciństwa w uszach! (nie, nie rozumiecie – ja wiem, wiem, wybaczam, na drogę wam znak)

Rozmawiamy, padają Duże Słowa

( i prócz krwawych chrabąszczy na mojej skórze pojawiają się rany, najpierw pajęczą siecią mniejszych pękniętych naczyń, później pokrywa się cała krwią, plami moje ubranie, biały len ciężko nasiąka)

i cośtam, i nie pamiętam – ale Ona mówi, ja mówię

(nieważne)

ja mówię, Ona robi minę, ale to jest Mina, Mina,

to ja jej:

To mój grymas

I tyle w tym prawdy, czerpie Ona ze mnie garściami, ja jakimś ruczajem, wartką strużką,

I uśmiecham się do niej

 

Pełno krwi mam na ubraniu, na sobie, w głowie i uczynkach, w myślach i na rękach. Deszcz to wszystko stara się zmyć, tyle już razy to czynił na przełomie, ale Ja nie tym, co daje się obmyć

Ale wyszedłem od Niej

 

 

 

Beware the Jabberwocky,

Bo najgorsze cholerstwo siedzi we własnych myślach.

 

 

 

 

Kot z Cheshire

 

PS Malachiaszu, chroń mnie od tego

Kim jestem.