„Moje
tętno jak pierwszy wers”
fable
convenue
fr.
Uchodząca
za prawdę bajka, dzięki naszej milczącej zgodzie.
699
ќ
Byleby
hipokryzja nie zagościła w sercu moim.
Byle
wśród tysięcy słów nie zalęgł się lęk, a i nieszczerości by nie poznały.
Okazuje się, że moje te dziwności, schizy, stany neurotyczne – mogą mieć
swój urok. Jak zwykle ludzie lubią wariatów, a ja ich królem i pucybutem,
ich cyną i platyną.
Chore
wyobrażenia mojego umysłu!
A
oczy moje płoną.
Zapewne
mam jakieś tam lekkie rozchwianie psychiki. Skąd ono? Nie wiem, taka może
moja natura, taki dar? A może właśnie jego brak, może to jego i serca bóg
mi poskąpił?
1
Bez
tańca, bez rytmu w zgiełk, ten rytm, ten taniec.
Chwilami
wszystkiego mi za dużo, kładzie się to, oblewa mnie, moje mięśnie, stawy,
kark zimnym potem. Chłód kamienia w gardle.
2
Nie
stawiam kroków; ja szeptem, ja cicho, ja stąpam ostrożnie, zaśniedziałe
maszkarony tuż pod dłonią.
Księżyc
łypie na mnie żarłocznie.
3
Mój
wzrok przestraszony.
Mój
puls spokojny.
Nie
ma stałości; w naturze adaptacja, homeostaza – nie tylko w naturze nie
niesie ona z sobą nic dobrego – śmierć to powolna, stagnacja możliwości,
motywowanie i uarchetypowanie. Środowisko dzieckiem burzy potencjałów, możliwości
dążą do spełnienia – i ich dzień jest święty. A jednak przeklęci będziemy.
Nie, nie ludzie są ludzcy. I nawet nie estetyzować – nie tu brzydota jest piękna,
nie tu istnieją punkty widzenia, hierarchizacja dobra i zła, przypadku i
zbiegu okoliczności.
4
Permutacja
ciągu przyczynowo-skutkowego obdarza chaosem, a my próbujemy to wtłoczyć,
zlać w miłe estetyce formy; to już metalogika. Budować kochamy wieże, gdzie
kolumnady są żłobione, podłogi zaś uwzórzone szachownicą.
5
piątego
nie ma, bo nadal dzieckiem
ja
przepraszam
ale
„sapere aude”
6
[moje
pismo jest lepkie; leją się znaki niczym ciecz, naczyniami kratek papieru]
czasami
umysł i język się wykręca, a poprawne słowa szukają nowych form, dziwnych
form, jakieś to takie...
„Pozwól,
że powiem ziarno prawdy, co tak obrosło w baśnie, kłamstwa i wymysły.”
7
Świadomość?
Jaka żółć i hipokryzja toczy słowa, gdy dotyczą szumnej „świadomości
ludzkiej”. Kłamstwem, kłamstwem i obłudą okrutną mówić, że jesteśmy
świadomi; skalować można stopnie
ludzkiej niewiedzy, od nieświadomości materii, po brak kontaktu z rzeczą, po
prostych euklidesowych do podświadomości, odsiewającej szum doświadczeń. Aż
na własnym zakłamaniu kończąc.
8
Złe
myśli, przeczucia i reakcje organizmu na świat spływają mi pustką negatywu
do trzewi. Nazwałem to, Negatyw dzięki mnie, dzięki mocy twórczej Słowa
nabrał cielska i ciężaru, ma szpony i kły. Zezwierzęcone szczeki ludzkie.
Niemiłe mi fakty świata mnie tną, żadna pępowina już nie karmi, nie ma
przy mnie matki, w żadnych ja płynach. Błoto i szlam bryzga mi w powieki,
kaleczy usta.
9
I
zabroniono nam cierpieć prawdziwie, rozdarto płócienne cienie naszych
zmartwień. Prometeuszu i Chrystusie, dlaczego ludzie nie wierzą w żadne
cierpienie poza waszym? Nie korona cierniowa żłobi mi skórę, nie ja orzę jałową
ziemie, nie mnie katują…?
10
...dziesiąte
mówi o przyszłości. Nie wiem, jak interpretować teraźniejszość. Ale
natura przyszłości? Czy nie jest przyszłość skalowaniem nieoznaczalnych
zdarzeń kwantowych, czy hiperskalarność nie gubi się na przypisywaniu skal
do przypadku i bezprzypadkowości?
A
może to wszystko jest cholerę warte, i nikt nigdy nie powie gdzie droga moja,
gdzie droga moja
Gdzie
się obudzę
A
moje tętno jak pierwszy wers.
„Lekko
pochylony stał, zaraz zwiotczała jego postać, by po chwili naprężyć się
cała. Ręce rozrzucone szeroko, upadek na kolana – krztusi się. Rzyga teraz
nienazwanymi splotami tkanki kamiennej. Wybroczyny myśli pękają, w
obrzydliwie nieludzkim stężeniu smak ten spływa po żuchwie, bliski żądzy.
A
oczy jego płoną.
Rozrost
kości grzbietu; zaraz też otwierają się błony skrzydeł, zwielokrotnione,
skrzepły w jednej chwili, by w następnej jeszcze natężyć się, jeszcze ubłonnić,
zeświatla ich faktura okolice, są jak połacie skrzydeł archanioła. Teraz
burza ta fenotypu wykrada ostre kanty technice, w swych tworach zaczyna
zeszkliwiać się miejscami, kurczyć i nabrzmiewać, nieorganiczne to
zbiorowisko jest już rysą na bryle stworzenia. Szpony ręki wbite głęboko w
kamień pod stopami(?), ryk teraz okrzepł w powietrzu, po chwili przechodzi
jednak w krzyk przerażenia i bólu.”
Rankami
moje tętno jak pierwszy wers. Doświadczenie umyka, po chwili przeżarte
zostaje pamięcią. Zostają tylko fakty przeszłości.
Poszukajmy
chwilami zbawienia.
Kot
z Cheshire
PS
żądza spływa mi po krawędziach żuchwy, z oczu [pozostały] jedynie białka,
powieki trzepoczą w szalenie szybkim
oddechu