MOJA GITARA

 

            Kocham moją gitarę.

Uwielbiam na niej grać. Szarpać każdą strunę. Ode mnie zależy, którą w danym momencie dotknę mym palcem. Ode mnie zależy, jaki dźwięk wyzwolę. Wszystko, co dotyczy końcowego efektu gry zależy tylko ode mnie i od moich umiejętności.

Gitara sprawia, że cały czas dążę do perfekcji.

Staram się opanowywać coraz trudniejsze chwyty, chcąc wydobywać z niej jeszcze bardziej magiczne dźwięki, jakich nie powstydziliby się zawodowcy. Ona sprawia, że chcę się doskonalić. Pomimo porażek, brnę dalej w przygodę, którą zacząłem. Nie poddaję się, nie ustaję na swej drodze, która prowadzić ma do perfekcji. Wiem, że jeśli włożę odpowiednią ilość serca w to, co robię, osiągnę cel, którego pożądam.

Moja gitara pozwala mi na wszystko.

Jest ucieleśnieniem swobody.

Robię z nią, co zechcę. Naciskam strunę i wydobywam dźwięk, wiedząc co się stanie, lub czekając na efekt tej próby. Podejmuję swego rodzaju ryzyko, wystawiając się na możliwość fałszywego, brzydkiego efektu lub idąc po najmniejszej linii oporu wybieram sprawdzone, może nieco wytarte schematy i gram piosenki innych artystów. To mój wybór.

Czasami też próbuję stworzyć coś nowego ze znanych już kompozycji. To swego rodzaju ćwiczenie. Etap przejściowy, dzięki któremu z nowicjusza przedzierzgam się w gracza bardziej zaawansowanego. To jak kolejny krąg do pokonania, na końcu którego czeka samouświadomienie. Ten stan umysłowego upojenia, kiedy wie się już na jakiś temat wszystko i posiadło się wszelkie umiejętności w dziedzinie, którą wybraliśmy.

Osiągam satysfakcję właśnie w tym momencie. Ekstazę. Nirwanę.

Gitara sprawia, że zaczynam lepiej rozumieć swoją osobowość. W zależności od stylu i sposobu, w jaki gram łatwo jest rozpoznać mój nastrój. Dzięki gitarze uzewnętrzniam swoje emocje. Poznaję też, jak bardzo jestem poruszony. Kiedy zamiast uspokajać się powolnym kawałkiem, cieszyć samą grą zaczynam szarpać struny wiem, że naprawdę jestem wściekły.

I także w tym przypadku moja gitara przychodzi mi z pomocą, stając się lekiem na wszelkie zło. Wystarczy parę dźwięków, aby ukoić moją duszę, scentralizować myśli.

Gitara jest moim narkotykiem. Uwielbiam ją. Nie ma dnia, w którym nie usiadłbym przy niej, nie wziął w ręce, ustawił odpowiednio w dłoniach, oparł na kolanach i rozpoczął grę. Czasami cicho przy tym śpiewając, choć nie mam pięknego głosu.

Gitara jest moją przepustką do szczęśliwej przeszłości. Istnieje wiele wspomnień z nią związanych. Zdarzenia, których była pośrednią sprawczynią, czy też bierną obserwatorką. Towarzyszyła mi w wielu ważnych momentach mojego życia.  Kiedy trzymam ją w dłoniach przed oczyma stają mi miejsca i osoby, które mogłyby ulec zatarciu pod wpływem natłoku informacji w moim mózgu. Wystarczy jednak, że zagram piosenkę, która kojarzy mi się z danym zdarzeniem, a natychmiast po zamknięciu oczu przeżywam je od nowa. Znów jestem tam. Przeżywam ponownie szczęśliwy moment mojego życia.

Gitara jest moją metaforą wolności. Tak jak wiem, że nie mogę przesadzać z szarpaniem strun, tak wiem, że i w życiu są granice, których przekraczać nie mogę. I dążę do samopoznania, kiedy z uśmiechem nieświadomie obserwuję obojętną cząstką swojego jestestwa przekraczam tę granicę, ryzykując zerwanie strun. Podobnie jak w życiu często liczę na szczęście.

Jak wiele w życiu daje mi gitara.

 

              Artur ”ZoltaR” Jabłoński

                        ballinboy@o2.pl

                        5639913