Dwuosobowe misterium.

 

Jestem pewien, że gdzieś czeka na mnie druga połowa, która będzie tylko moja. Która ukradnie mi wolność a ja jej serce. Jestem tego pewien niemal na sto procent, tak samo jak tego, że jeszcze wiele przejdę, aby znaleźć taką osobę. Ludzie to stworzenia gromadne, które już od czasów prehistorycznych zbierały się w grupy, aby móc upolować mamuta lub obronić się przed groźnym drapieżnikiem. Mnie nie trzeba żadnych ogromnych grup ani Bóg wie czego. Mnie trzeba ciepłego i kochającego serca, z którym mógł bym się połączyć w jedną i doskonałą całość.

 

Wiecie co jest najlepsze w byciu samotnym? Człowiek samotny jest słaby, a przez to nie może nikogo zranić gdyż za każdym razem gdy się komuś robi krzywdę i samemu się cierpi ,a to człowieka samotnego prowadzi do unicestwienia lub emocjonalnej utylizacji jako odpadek od masowej produkcji. Niektórzy się upajają samotnością mówiąc, że im więcej goryczy doznają, tym więcej szacunku się im należy, ale to błąd, bo do ludzi trzeba wychodzić aby i oni cię dostrzegli. I tutaj wszystko sprowadza się do jednego hasła" Aby dostawać , trzeba i dawać". Lecz pamiętajcie, gdy już coś dacie nie żądajcie na siłę nic w zamian, bo to jest właśnie wskaźnikiem, na ile można zaufać takiej osobie. Pozwólcie, że teraz opowiem wam o osobach, które wraz ze mną tworzyły  coś niezwykłego i mistycznego.

 

***

 

Jestem człowiekiem bardzo delikatnym (mimo, że ważę 80 kg), nawet moja choroba mi uniemożliwia stanie się brutalem czy kibolem. Jeżdżę często do sanatorium, gdzie zwykle nie darzono mnie zbyt wielkim uczuciem bo ani nie wypiłem, ani nie wypaliłem nic aby mieć tak zwaną " młodzieńczą fazę". Ale na szczęście zawsze zdarzał się ktoś, kto mi pomagał znosić trudy dnia codziennego. Jedną z najlepiej wspominanych przeze mnie osób była pielęgniarka z mojego piętra. Może wyda Wam się to dziwne ale ona uczyła mnie oddychać. Po prostu gdy miałem jakiś atak duszności, zamiast faszerować mnie szybką dawką chemii, ona zawsze starała się załatwić to w inny sposób. Kładła mi rękę na klatce piersiowej i kazała oddychać. Głęboki wdech, a potem jak najdłuższy wydech. Po prostu takich osób nie da się nie kochać. Miała ona niezwykły dar uspokajania ludzi, była jak lek ziołowy który powoli prześwietla każdy zakamarek ciała.

 

***

 

Właśnie o to chodziło, gwiazdy na niebie błyszczały jak gwoździe wbite w świeże drewno. Mroźny wiatr hulał po mieszkaniu gasząc świece, lecz jednej rzeczy nie mógł wywiać. Narysowanego białą kredą pentagramu na podłodze. Godzina 00. 00 to odpowiednia pora, aby wziąć kogoś za dłoń w mroźną noc, aby wywoływać z nim duchy wedle ścisłych zasadm których Wam nie przytoczę gdyż już nie mam książki z której odczytywaliśmy czary i  zaklęcia. Jedną zasadę do tej pory pamiętam:" Nigdy nie wywołuj duchów samobójców, bo one nigdy nie odchodzą gdy już raz zostaną wezwane".Sam proces wygląda bardzo niepozornie: zapala się sztormówki i trzyma się za dłonie więc wszystko przypomina raczej randkę a nie seans, ale gdy się zaczyna odczytywać zaklęcia po łacinie, adrenalina uderza w żyły i tętnice. Nie wiem czy to przypadek, czy może siła magii ale podczas takiego seansu z moją koleżanką mój zegar, co to od dziesięciu lat stał nieruchomo na ścianie akuratnie o godzinie 00. 00 wystukał dźwięk  (Brr). Dane mi było przeżyć tak metafizyczne doświadczenie.

 

***

 

Hazard, zło, narkotyki oraz plastikowe kabzle. Kiedyś miałem bardzo bliskiego kolegę , z którym godzinami grałem w Doom 2 i oglądałem Dragon Balla po to, aby na ulicy na całe gardło krzyczeć" ka me ha me haaa" fala uderzeniowa w naszych wyobraźniach zwykle niszczyła cały świat lub aż całe podwórko. To razem z nim wybudowaliśmy z cegieł rozbiórkowych i kradzionych desek całkiem przyjemną melinę o wysokości 1 m i objętości 3 m kwadratowych. To tam po raz pierwszy posmakowałem hazardu. Obydwoje przynieśliśmy cukierki oraz parę kabzli a ja dodatkowo zawsze paczkę chipsów. Z lekarską dokładnością ocenialiśmy przedmioty, które stawialiśmy. Ja obserwowałem i oceniałem jego plastikowy diament, a on przeliczał kabzle, które przyniosłem. Zawsze to ja musiałem dorzucać coś, aby zrównoważyć jego wkład w grę. Ale plastikowe diamenty przecież nie chodzą drogą. Dlatego on zawsze był na wierzchu, nie wiem czy to jego spryt, czy też siła przekonywania, ale zawsze w takich hazardowych konfrontacjach byłem bezradny a przez to stratny. Cała zabawa się skończyła gdy ktoś podpalił naszą siedzibę. W nocy sypiał tam jakiś bezdomny, nie raz musieliśmy mu ustępować nawet za dnia gdy tam leżał pijany. Nigdy później nie odwiedzaliśmy tego miejsca po tej tragedii.

 

***

 

Wczoraj przyszedł do mnie anioł. Miał długie srebrne włosy i białe jak śnieg skrzydła. Powiedział mi że przez  całe swoje życie mnie bronił, po paru sekundach stwierdziłem, że to niedługo ale on nic na to mi nie odpowiedział, tylko zabrał mnie na spacer po całym świecie. Zwiedziliśmy Tychy, Tokio, Nowy Jork oraz Oławę (moje rodzinne miasto). W szczególności podobało mi się muzeum piwowarstwa w Tychach. Potem zabrał mnie na pustynię o białych ziarenkach piasku. Przez moment myślałem, że jestem na Antarktydzie, ale upewniłem się że to nieprawda, gdy poczułem błogie ciepło. Wtedy ten anioł nauczył mnie oddychać, zagraliśmy w karty, pośpiewaliśmy piosenki z pierwszych miejsc list przebojów sprzed 60 lat. Jedynie nie pozwolił mi wywoływać duchów gdyż stwierdził, że nikt nie ma prawa zakłócać im spokoju. Ale powiedział, że jak zapragnę, możemy się potrzymać za ręce.

No i tak zrobiliśmy. Ja się zamieniłem w drzewo a on w ptaka i tak trwamy po dzień dzisiejszy.

 

PS;Text dedykuję Sleeskee.

 

Pisał: Sato

sato50@poczta.onet.pl