De Konfession
Niniejszym witam ojca prowadzącego, jaśnie wielmożnego i wszechwiedzącego, srebrnoustego i złotogrzywiastego ojca GK. Dzisiaj postanowiłem zrzucić z siebie brzemię grzechu mego przerażającego i nieczystego. Jeśli więc ojciec GK pozwoli, udajmy się w jakieś ustronne miejsce, w którym zwykł stać taki mały drewniany budek i w którym przewaznie siedzi sobie taka ojca, która wysłuchuje biadolenia starszych pań. Znaczy się o konfesjonał mi chodzi. No to chodźmy i zróbmy to w końcu, abym mógł otrzymac błogosławieństwo i wieczystą łaskę dla mnie tudziez dla pokoleń przyszłych z mej krwi na wieki wieków amen.
-Psz psz psz. Ble ble ble!
- Bla, bla, bla. Pszyt!!!!
Argh!? Jak to mam o tym opowiedzieć wszystkim? Całemu kościołowi AM?? No nie, ja się nie zgadzam, przecież to intymne sprawy są, no!
- Bla! Bla, bla, bla! Bla!!
No, dobra, już dobra, niech ojciec nie krzyczy. Skoro taka jest
wola twa, niech się tak stanie. Heil GK. Ech...
Dobra, słuchać tam, bo nie będę powtarzać. I bez komentowania, dopóki nie
skończę, bo mi to przeszkadza i powoduje siwienie mojego psa, kapiszi? Dobra,
to lecim. Otóż drodzy bracia i siostry, ja oto zgrzeszyłem, grzech mój ciężki
jest i przy nim to nawet wyczyn prababci Ewki to wymięka jak papierek lakmusowy
na szarym mydle. Otóż muszę wam powiedzieć, że Action Mag do niedawna był
dla mnie tylko niewiele znaczącym śmieciem niepotrzebnie zajmującym miejsce
na płytce CDA, które to z przyjemnością zagospodarowałbym czymś bardziej użytecznym,
choćby na przykład poradnikiem jak otworzyć puszkę z piwem i jednocześnie
się z niej napić... Dobra, koniec. Zadowolony ojciec? Dawaj rozgrzeszenie
i ide pograć w co bo mi się już...
-BLA!!!
No, dobra dobra, żartuję. Widzę przecież złowrogi błysk w oczach kilku tysięcy
czytelników, z czego wnioskuję że mają ochotę mnie zadźgać anteną satelitarną,
co jak się przekonałem jest bardzo bolesne, a poza tym konwerter wystaje z...
ucha, więc się wytłumaczę do końca. Gwoli ścisłości i z założenia, że jak
już coś jest to można zajrzeć, co miesiąc przeglądałem "na luzie"
:). Jak widzicie coś sprawiło, że jednak się nawróciłem na właściwą wiarę.
Wiem, wiem, nie ma właściwej wiary, kazda jest dobra. Mieliście nie przerywać!
Nie sprawił tego mój jasnie oświecony przyjaciel, który namówiłby mnie do
czytania AM, bo z wszystkich moich przyjaciół, znam tylko bodaj ze trzech
którzy czytają coś więcej poza rachunkiem za telefon i gaz. Nie miałem również
wizji w której to kary arab biegnąc po soczyście zielonej łące rżałby radośnie
w mym kierunku "Czytaj AM, czytaj AM". Szkoda bo to byłby ciekawy
widok jak sądzę. Ale dobra, odgalopowałem nieco od tematu. Tak więc pewnego
dnia przeraźliwieokrutnieniewypowiedzianie mi się nudziło. Wiecie jakie to
uczucie? Pod ręką żadnej książki, na kompie nic godnego uwagi, telewizji nie
oglądam, a o necie to słyszałem tylko opowieści zamorskich turystów. No to
właczyłem sobie tego śmiecia... ups, no wicie, rozumicie, wtedy tak myślałem,
nie zgrzytać mi tu zębami o podłogę, bo potraktuję to jako przerywanie mi
i pójdę do domu. Więc jak już mówiłem odpaliłem sobie AM coby sobie przelecieć
wzrokiem po kącikach i poszukać jakichś dżouków. Potem jakoś tak od niechcenia
przeczytałem wstępniak napisany jakby nie było przez redaktora CDA. No a potem
krańcowo zdesperowany odpałiłem jakiś tekst, żeby jakoś zabić tę jęczącą mi
nad uchem i piszczącą po oknie mokrym styropianem nudę. Doszedłem do końca,
odpaliłem następny z brzegu, potem przyszedł czas na teksty okładkowe. Po
godzinie nuda dogorywała w kałuży własnych wymiocin w kącie a ja rozpakowywałem
starsze części. Pamiętam, to był numer 67 a ja miałem wtedy 216 miesięcy,
18 dni i cztery godziny, a ja czułem się jak ktos wyjątkowy. W tym momencie
kończę czytać numer 79 i nachodzi mnie pewna refleksja którą chyba nie godzien
jestem, jako gołowąs i początkujący pisacz wygłaszać, ale wybacz ojcze,
nie mogę się powstrzymać. A mianowicie 104 teksty w numerze 53 i podobna ich
liczba w okolicach 50 - 60 nr, oraz 35 tekstów w numerze 79. Jej. Oukej, ale
teraz, skoro już poznaliście mój straszliwy i mrożący krew w żylakach sekret,
muszę wymyślić jakieś zadośćczynienie, jak to się przyjęło po spowiedzi. Niestety
ojciec GK jak mi się zdaje oddalił się w jeszcze bardziej ustronne miejsce,
więc muszę sobie sam radzić. A zatem przed całym zgromadzeniem AM obiecuję
zasilać wasz... znaczy nasz wspaniały mag wszystkim co tylko zrodzi mi się
w moim zakręconym umyśle i uda mi się to przenieść na język zrozumiały człowiekowi,
dopóty, dopóki nie wypadnie mi ostatni wciskacz na klawiaturze. Amen.
No chyba że ktoś ma coś przeciwko. W takim wypadku pisać na maila, ewentualnie
podesłać na mój adres kopertę z białym proszkiem z dopiskiem "życzliwy".
Ewentualnie, jako ze maila sprawdzam raz na długi czas, podam zakodowany numer
komóry, tak aby tylko inteligentni ludzie którzy wiedzą przez jakie "h"
pisze się *uj mogli mi słać inteligentne bluzgi. Oto on 8n8u8m6e4r0k6o0m8a
;]
P.S. Growlował mi do ucha Bloodbath.
P.S.S. Pozdro dla imć Jędrzeja IV którego teksty bezbłędnie trafiają w mój
dziki, narowisty, gust, oby żył wiecznie. (Jędrzej, nie gust :P)