Polemika do "Boskich spraw"

Witam wszystkich. Ten tekst jest polemiką do artykułu napisanego przez Remember_The_Name o tytule Boskie Sprawy. W pewnym sensie nie jest to typowa polemika, a dołożenie moich spostrzeżeń i opinii. Z wieloma opiniami autora tekstu się zgadzam. Zwłaszcza tych dotyczących sakramentów i wieku ich przyjmowania.

Nie wiem jak się odmienia Remember_The_Name, więc zamiast odmienionej formy, będę używał mianownika. Mam nadzieję, że się nie obrazisz. Lepsze to niż utworzenie błędnej formy.

W Twoim tekście, a przynajmniej w pierwszych akapitach, widać, że chciałeś się doczepić wszystkiego w najbardziej możliwy sposób. Czasami też nie zastanowiłeś się dogłębniej nad znaczeniem i funkcjami poruszanych przez ciebie kwestii.

Nie umiem pisać wstępów, więc przejdźmy do treści właściwej. Taki tekst to cytat z tekstu Remember_The_Name, a taki to cytat z innych źródeł.

chodzi mi na przykład o wpajanie niezbyt jeszcze zorientowanym w wierze dzieciom frazesów, z których nie są w stanie pojąć nic, oprócz tego, że mają rymy
Nie wiem, gdzie ty widzisz rymy w takich modlitwach jak pozdrowienie anielskie, modlitwa pańska i skład apostolski? Jedyne wierszyki, jakie znam, to wspomniane przez Ciebie akty wiary, nadziei, miłości i żalu. Do nich mam, tak jak ty, stosunek negatywny. W pierwszych latach nauki religii wpajano nam te wierszyki jako materiał obowiązkowy. Każdy miał je znać. Jednak teraz nikt nie wymaga nawet pamiętania ich tytułów, tak jakby były w ogóle nieważne. I jeśli chodzi o te akty, to rzeczywiście masz rację. Są one może nie tyle śmieszne, co przeznaczone do odklepania.

Mówiąc o Modlitwie Pańskiej pytałeś się czy nie wydaje Wam się dziwne, że w Modlitwie Pańskiej ludzie proszą Boga o "przyjście królestwa Jego", tymczasem jakiekolwiek informacje o rychłej o śmierci naszej lub kogoś bliskiego nam kończą się paniką i już spontaniczną modlitwą o 100 lat? Wniosek z tego taki, że człowiekowi wcale się do Nieba nie spieszy, wręcz przeciwnie - chce pozostać jak najdłużej na Ziemi, boi się śmierci.
Właśnie. Człowiek boi się śmierci, boi się tego, co będzie potem. Ale jednak wiara chrześcijańska nakazuje się cieszyć z tego, że wreszcie opuścimy ten świat i staniemy przez Bogiem. Jednak uciecha z racji przyszłego przebywania z Bogiem i strach oraz niepewność przed tym, co będzie po śmierci, wzajemnie siebie nie wykluczają.

wypowiadając wyklepaną na pamięć "modlitwę" kłamiemy! Pewnie mimowolnie, bo tak naprawdę większość z wierzących nie zdaje sobie sprawy z tego, co mówi choćby właśnie w popularnym "Ojcze nasz...".
Być może większość z wierzących nie zdaje sprawy z tego co mówi, ale nie wszyscy. Ja zdaję sobie sprawę i z całą świadomością nie odklepuję po raz n-ty Ojcze nasz..., a przed wypowiedzeniem każdego zdania, zastanawiam się nad jego sensem i faktycznie o to proszę pana Boga. Nie odklepuję tego, a powtarzam i wypowiadam w moim imieniu modlitwę, której nauczył nas Jezus. A to dlatego, że modlitwa jest mądra i chcę tego, o co w niej Boga proszę.

dlaczego w tej samej modlitwie wystosowujemy apel do Boga o "nie wodzenie nas na pokuszenie"...? Przecież to nie Jego działka ;)
Nie odpowiem ci na to pytanie, ale zauważ, kto wymyślił tę modlitwę. Nie żadni księża czy inni duchowni, a sam Jezus czyli Bóg (jeden Bóg w osobie Syna Bożego). Uważasz, że Bóg by się mylił i niepotrzebnie wstawił tę prośbę? Dlaczego więc myślisz, że to nie jego działka, skoro sam Jezus go o to prosił?

Chciałbym tutaj poruszyć kwestię katechizmów (książek od religii) dla małych dzieci, które uczyły mądrych i, trzeba przyznać, pożytecznych rzeczy, które można śmiało wykorzystać przy np. przygotowywaniu się do bierzmowania. Jednak dziecko musi wykazywać dużo swoich chęci, aby te wszystkie wiadomości przyswoić i zrozumieć. A że dzieci w młodym wieku chętniej oddają się zabawie niż nauce, to nauka z katechizmów nie jest zbyt skuteczna.

Dziesięć przykazań

Wstęp. Jam jest Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. - Myślę, że to doskonała okazja do przeanalizowania wątku Bożych interwencji w życiu człowieka. Zauważyliście, że jeszcze kilka tysięcy lat temu robił to jakby chętniej? (...) A teraz - nic. (...) W taki razie, jak to wytłumaczyć...? Bo, rzeczywiście wierząc w okresowe Boskie odwiedziny wśród ludzi, można by dojść do wniosku, że kiedyś ludziom łatwiej wierzyło się w Boga, a nam zostało jedynie realizowanie Jezusowej maksymy "błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"...
No właśnie, można dojść do takiego wniosku. Zwłaszcza, gdy spojrzymy, w jakich okolicznościach Jezus wypowiedział te słowa. Było to po tym, gdy niewierny Tomasz nie uwierzył innym apostołom, że Jezus zmartwychwstał. Jednak Tomasz apostoł był w innej sytuacji, bo widział wcześniej Jezusa i był świadkiem cudów, których dokonywał i mimo to nie uwierzył w to, że zmartwychwstał.

Przykazanie pierwsze. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Tutaj kontynuowałeś wątek z poprzedniego akapitu, a na końcu spytałeś się:
A nam nie wolno wierzyć w nic innego, niż Jahwe! Ups... Czyżbym właśnie złamał nr 2.?
Nie, według mnie nie złamałeś drugiego przykazania, gdyż nie odniosłeś się do Boga bezpośrednio. Grzech miałbyś, gdybyś zawołał: Hej, jahwe... a nie, nic, tak sobie tylko myślę, czy istniejesz.

Ale to jest związane z przykazaniem drugim, przy którym napisałeś:
Mierzi mnie tylko jedno, mianowicie słowo "nadaremno". Kto ma oceniać, kiedy kiedy wezwę Boga z pożytkiem dla ludzkości, a kiedy nie? Teoretycznie więc lepiej jest w chwili zagrożenia powiedzieć, zamiast "O Boże!", poczciwe, stare "O kurwa!"
O boże to jest właśnie też wyuczona regułka, którą mówi się bezmyślnie. Wymawianie imienia Bożego bez czci. Jak powiesz o boże z myślami skierowanymi do niego, oczywiście w ważnej sprawie, grzechu nie masz. Bo gdy np. powiesz: o Boże, jaki on brzydki czy o Boże, założyć żółtą, czy czerwoną, to oczywiście jest to wzywanie jego imienia nadaremno. Ale nikt ci nie zabroni w chwili zagrożenia powiedzieć: o Boże, mój dom się pali, pomóż mi!.

Sam powiedziałeś, że Bóg nie dał prawa do rozważania przykazań jedynie Mojżeszowi, czy innej jednostce lub grupie, wręcz przeciwnie - myślę, że nad każdym z nich powinniśmy zastanowić się samodzielnie, zgodnie z warunkami dyktowanymi nam jedynie przez sumienie. Ewentualne błędy w interpretacji (...) powodowałyby spłynięcie winy tylko na nas i to byłoby sprawiedliwe. Tak więc dodam tutaj inną interpretację drugiego przykazania. Myślę, że też chodzi o takie słowa: przysięgam na Boga... blablabla Sam Jezus powiedział: Ja wam zaś powiadam, abyście zgoła nie przysięgali. (...) Lecz niech mowa wasza będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto więcej jest, od złego jest.

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. wciąż mogę próbować złapać Boga za słówko, w celu wyjaśnienia znaczenia słowa "święcić". Bo dla jednych święcenie to godzina spędzona w kościele, a dla drugich - 0,7 na dwóch. I wreszcie mam się gdzie czepić samego Kościoła - jakim prawem dyktujecie ludziom, w jaki sposób mają świętować? I kiedy? Bo dlaczego mam siedzieć w kościele akurat siódmego dnia tygodnia (...) O wiele bardziej logiczne wydawałoby się święcenie soboty, jako wyraz czci i podziękowań za stworzenie człowieka. I dlaczego tymże wyrazem ma być siedzenie i słuchanie co roku tych samych fragmentów z Pisma Świętego? Święcenie powinno sprawiać radość człowiekowi i Bogu! Niech wyjdzie na dwór, położy się na łące, powącha kwiatki. Niech pobawi się z dziećmi albo z psem, niech nakarmi świnie. Wtedy pokaże Bogu, że to, co stworzył rzeczywiście przynosi człowiekowi refleksję na Jego temat.
Bardzo trafne spostrzeżenia. Świętowanie dnia świętego powinno wyglądać tak, jak opisałeś. Człowiek powinien odpocząć i, jak same przykazania kościelne mówią, powstrzymać się od prac niekoniecznych. Poza tym jest to dzień przeznaczony do czczenia Boga. To, że dzień święty jest akurat w niedzielę, tego nie potrafię wyjaśnić, sam Bóg przy rozdawaniu przykazań powiedział: Pamiętaj, abyś dzień sobotni święcił. W bibli tysiąclecia zamiast soboty jest szabat, ale na jedno wychodzi.

Czcij ojca swego i matkę swoją. "Proszę Boga, a co jeśli ktoś nie ma za co kochać swoich rodziców? Jeśli matka leży pijana w progu i przez większość dnia nie daje oznak życia, a ojciec gwałci swoją sześcioletnią córeczkę czasem kilkanaście razy w tygodniu?" - "Wtedy dziecko musi wybaczyć swoim rodzicom za spierdolone dzieciństwo, za to, że powrót, a raczej droga do normalności może okazać się usłana milionem cierniowych koron."
Takie niestety jest chrześcijaństwo. Należy dziękować rodzicom, że żyjesz, nawet gdyby to była wpadka. Dekalog to tylko WSKAZÓWKI od boga, jak należy postępować. W czasach, w których Bóg dał przykazania, nie było takich promlemów - pijaństwo czy przemoc w rodzinie. Dlatego Bóg kazał surowo karać tych, którzy nie szanują swoich rodziców: Kto by uderzył ojca swego albo matkę, niech śmiercią umrze. (...) Kto by złorzeczył ojcu swemu albo matce, śmiercią niechaj umrze. Jednakże jeśli rodzice są tacy, że chętnie pozbyliby się potomka na wszelkie możliwe sposoby, trzeba ich jednak szanować przynajmniej tak, że nie życzyć im najgorszych rzeczy i poszanować to, że dzięki nim żyjesz.

Nie zabijaj. To znaczy zabijaj, ale w granicach szeroko rozumianego rozsądku. Zabijaj dla pożywienia, zabijaj w obronie własnej, zabijaj na wojnie.
Zastanówmy się głębiej nad tym przykazaniem. Nie chodzi tu tylko o morderstwo, czy choćby nieumyślne spowodowanie śmierci. Chodzi tu o niewyrządzanie krzywdy sobie, ani bliźniemu. To znaczy nie wolno ranić, bić, niszczyć np. młodych drzewek, męczyć zwierząt. Nie wolno też kaleczyć swojego ciała. Dlatego pod nie zabijaj można podpiąć palenie papierosów czy branie narkotyków.

O niektórych sprawach nie będę pisał, bo wyszedłby mi jakiś śmieć, którego nie warto czytać. Przy przykazaniach 6, 8, 9 i 10 widać było dobrze, że nie zgadzasz się z niektórymi rzeczami zapisanymi w piśmie świętym. Ja tutaj nie mam nic do dodania.

Nie kradnij. Kolejne, po "nie zabijaj", logiczne przykazanie. Kolejne jednak też, które ma charakter bardzo osobisty, daję na przykład moralne prawo do kradzieży osobom żyjącym w ubóstwie, z którym zresztą większość znanych mi duchownych się zgadza.
Nieważne czy chodzi o 4 miliony łapówki czy złotówkę na chleb, kradzież jest nie tylko grzechem, ale i przestępstwem. Nawet jeśli ukradniesz z piekarni chleb dla czekających na ciebie dzieci, możesz zostać wtrącony do więzienia. Według mnie nie chodzi o to czy kradzież jest zła czy nie. Bo człowiek, który nie ma co do garnka włożyć, zamiast kraść, może poprosić kogoś innego o pomoc. Niestety wielu ludzi nie chce słyszeć o dawaniu czegokolwiek biedniejszym od siebie i tamtym zostaje tylko kradzież. Wtedy będzie to głównie wina tych, którzy odmówią pomocy.

Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego tylko 10? Przecież o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby dokładne określenie, co człowiekowi wolno, a czego nie. Pozbawiłoby to wiarę wielu niedomówień oraz pozwoliłoby z większym przekonaniem żyć wedle prawa Bożego.
10 przykazać do tylko wskazówki dla ludzi, jak mają postępować. W czasach Mojżesza ludzie nie wiedzieli jakie zachowanie jest grzechem, a jakie nie, czyli co jest dobre, a co złe. Mimo podarowania przez Boga dekalogu, każdemu się przecież zdarza łamanie któregoś lub wszystkich ;) z przykazań, bo nikt nie jest bez grzechu.

Innym możliwym wyjaśnieniem byłoby to, o czym pisałem wcześniej - Bóg chciał, byśmy samodzielnie doszli do nie prawdziwego, ale zgodnego z naszym sumieniem znaczenia każdego z przykazań.
Według mnie nie chodzi o rozpatrywanie każdego nadanego przez Boga przykazania z osobna. Należy się zastanowić jak należy postępować z pożytkiem dla siebie i bliźniego. Jak spełniać dobre uczynki i kochać drugiego człowieka oraz Boga. W tym zawierają się wszystkie przykazania Boże, które jak już mówiłem, były wskazówką od naszego stwórcy, abyśmy wiedzieli, w którą stronę mamy iść.

Tymczasem Ty [do Boga] zdajesz się myśleć w następujący sposób - "Dam im możliwość robienia różnych ciekawych rzeczy, ale im ich zabronię, ciekawe co zrobią?
Uważasz, że Bóg, który jest wszystkowiedzący i zna przyszłość ciekawi się, co ludzie zrobią? Raczej nie, bo on to wie.

Innymi słowy - Dam im wolną wolę, z której nie będą mogli korzystać!"
Dlaczego nie można z niej korzystać? Po pierwsze jak ktoś nie chce, to nie musi przestrzegać przykazań. Będzie popełniał grzechy, ale to już jego sprawa. Tak samo przestrzegając przykazania nie trzeba rezygnować z wolnej woli. Bo np. zawsze możesz wybierać między np. dyskoteką a nauką.

7 sakramentów świętych

Chrzest. (..) ochrzczeni powinniśmy być świadomie, czytaj: jako osoby dorosłe. I tu ujawnia się zastrzeżenie nr 2 - dlaczego o tym, czy będę chrześcijaninem mają decydować osoby kompletnie mnie nie znające (zwane przez co poniektórych rodzicami)?
Zgadzam się z tą opinią. Chrzczenie nieświadomych niczego dzieci może co najwyżej zwiększyć liczbę osób, które mogą zostać heretykami zamiast powiększyć ilość wierzących.

(...) mnie rozterki religijne dotknęły dopiero w wieku mniej-więcej 17 lat i w 3 lata później wciąż nie wiem czy to, w co wierzę, jest tym, w co wierzyć powinienem... Myślę, że wyboru tego nie powinniśmy dokonywać wcześniej jak ok. 20 roku życia
Ja zacząłem się zastanawiać nad wiarą w wieku 14-15 lat. Od tego czasu wiele razy zmieniałem swoje poglądy co do niej i do tej pory nie wyrobiłem sobie jakiegoś stałego zdania. Według mnie człowiek jest świadomy tego, w co wierzy, gdzieś tak od 16 roku życia.

Najświętszy Sakrament. sakrament jest ogólnie w porządku, ale przyjmuje się go za wcześnie. Bo Komunia Święta to najpiękniejsze ze "świętych" wydarzeń, z którymi może mieć do czynienia człowiek.
Oczywiście, taki siedmiolatek nie ma pojęcia o tym, co za sakrament przyjmuje. Myśli tylko o tym, że podczas mszy świętej zje jakiś okrągły papierek od księdza, a po godzinie/dwóch wreszcie to się skończy i dostanie od rodziny prezenty. Siedem lat to zdecydowanie za mało, aby zrozumieć zasady wiary i mieć o nich jakiekolwiek pojęcie.

Pokuta. Nie uważam, by spowiadanie się osobie trzeciej (czytaj księdzu) miało jakikolwiek sens... Zdaję sobie sprawę, że takie rozwiązanie to znak ukorzenia, a nawet półpublicznego upokorzenia się, w końcu mówimy komuś "obcemu" o źle, które wyrządziliśmy, symbol zrzeknięcia się grzechu.
Spowiedź to wyznanie grzechów Bogu przez kapłana. Dobrze według mnie jest wyżalić się drugiemu człowiekowi. Najlepiej żeby ten człowiek był zupełnie obcy. Ma się wtedy tą świadomość, że spowiada się do tego samego Boga, a szczerze i bez żadnych przeciwstawień.

Ale co wy na to, że kiedyś jeden ksiądz nie chciał mnie rozgrzeszyć za opuszczenie jednej niedzielnej mszy, mało tego - wyzwał mnie od sług szatana i chyba zamierzał się do odprawiania egzorcyzmów!
Jeśli wyspowiadałeś się i żałowałeś za grzechy (lub przynajmniej tak powiedziałeś księdzu) kapłan musi cię rozgrzeszyć. Słyszałem kiedyś historię, że jakiś ksiądz nie chciał tego zrobić. Wtedy figurka Jezusa, która wisiała na ścianie zeszła z niej i rozgrzeszyła tego człowieka.

Kapłaństwo. Ja powiem o całkiem innej rzeczy. Powołanie. Nie każdy teoretycznie powołany ksiądz wywołuje się ze swojego zadania. Słyszałem kiedyś o księdzu, który w dziurawych butach chodzi, bo wszystko rozdał ubogim. Taki ksiądz to faktycznie ksiądz z powołania.

Teraz z innej beczki. Po mszy w dniu św. Krzysztofa było święcenie samochodów. Ofiarę zbierano dwa razy: na mszy i podczas święcenia. Przeznaczona ona była na... nowe wozy dla księży. Nie chodzi jednak o to, że proboszczowski jaguar ma już dwa miesiące i nie stać go na nowy, bo kupił sobie domek na Hawajach. Chodzi o samochody dla misjonarzy. A proboszcza mamy akurat takiego, że naszej świątyni niczego nie zabraknie, nawet wielkich żyrandoli i remontu wszystkiego, co tego potrzebuje (tylko ogrzewania na razie nie ma, bo zrezygnowano z wydawania 150 tysięcy złotych).

Pięć przykazań kościelnych. Ogólnie rzecz biorąc coś, z czym całkowicie się nie zgadzam i wcale nie z racji tego, że przykazania te nie zawsze są fajne - a dlatego, że nie ustanowił ich ten, komu mam obowiązek być posłusznym, a paru ludzi stylem mówienia wzorujących się na Mistrzu Yoda...
Również dlatego zawierają w sobie nieścisłości i według nich w dzisiejszych czasach nawet Maryja nie byłaby bez grzechu. Tak jest, jednym z przykazań kościelnych jest przynajmniej coroczne spowiadanie się ze swoich grzechów. Ciekawe z czego Matka Boska miałaby się spowiadać?

Tomasz Rabczewski
(tomasz.rabczewski@wp.pl)