Sąd ostateczny

Myślicie, że aniołowie stróże mają lekką pracę, tylko obserwują przydzielonego im człowieka i w trudnych chwilach pomagają mu? Myślicie, że rola takiego anioła ogranicza się do bycia przy człowieku? Jesteście w błędzie. Anioł stróż ma w niebie masę roboty. Nie tylko musi cały czas bacznie obserwować poczynania swojego podopiecznego, ale też zapisywać każdy jego czyn, każde słowo, każdą myśl. Wszystko to musi spisywać na specjalnej liście. Kiedyś, w czasach Noego, miała ona miejce na zapisanie 1000 lat. Jednak Bóg widząc, ile papieru zmarnowałby dla coraz to większej liczby ludzi, skrócił standardową długość listy do 120 lat. Te listy są potem przez Boga wykorzystywane po śmierci człowieka i w czasie sądu ostatecznego.

Swoją pracę przy kolejnym człowieku właśnie zaczynał pewien anioł. Zlecenie dostał w lutym roku 1920. Przez pierwsze dziewięć miesięcy obserwował tylko kilka komórek, które z czasem zmieniały się w coraz to większy płód, aby w końcu urodził się człowiek. Człowiek ten przyjął imię Franciszek. Miał udane dzieciństwo. Pył pilnym uczniem, choć nie zawsze mu wszystko dobrze wychodziło. W czasie wojny był przymusowym robotnikiem. Cały czas walczył o Polskę wszelkimi metodami. Zabił kilka osób, w tym jednego Polaka. Bardzo tego potem żałował. Po wojnie załamał się, zaczął pić, uważał, że już do niczego się nie nadaje. Żona go rzuciła, jednak cały czas ją kochał.

W międzyczasie, w roku 1981 zlecenie dostał inny anioł. Jego podopiecznym był Roman. Wywodził się z biednej rodziny, jednak rodzice starali mu się zapewnić wszystko, czego potrzebował. W podstawówce kompletnie nie szła mu nauka. W końcu stracił wiarę w siebie i zachowywał się źle. Olał zupełnie szkołę. Pewnego razu, gdy miał 21 lat, miał zamiar pojechać na dyskę. Umówił się ze swoim kolegą, który miał go podwieźć. Gdy przyszedł do niego, ten czekał już w swoim BMW. Był tam jeszcze facet, z wyglądu widać było, że brał, i dwie laski w wieku 19-20 lat. Jedna z nich była siostrą tego od BMW. Romek wsiadł na przednie siedzenie i ruszyli. Kierowca wyciskał z wozu co tylko się dało. Pruli 140 na godzinę, na prostej drodze licznik dochodził do 160. Było już dość późno, a że jesień, to ciemno. Za jednym z zakrętów niespodziewanie dla kierowcy, wyłonił się człowiek. Niestety było już za późno, aby zdążył zareagować.

Był to właśnie pan Franciszek, podeszłego już wtedy wieku. Kilka lat temu udało mu się podnieść z upadku. Po uwolnieniu się polski od komunizmu przestał pić, poprawił się i prowadził spokojne życie na przedmieściach. Czasami chodził na spacery. Podczas jednego z nich spotkał właśnie Romka z ekipą. Anioł Franciszka właśnie ujrzał obok siebie starą kostuchę w czarnym kapturze trzymającą w kościstej dłoni nożyczki. Wiedział, że już pora była na zakończenie listy tego człowieka. Dopisał tylko ostatnią myśl umierającego i pozwolił na odcięcie niewykorzystanej części listy. Kostucha po chwili poszła do innego anioła, tego od Romka i tak samo odcięła mu resztę listy. Samochód, w którym siedział Romek nieszczęśliwie uderzył w drzewo i, przy takiej prędkości, nie było co zbierać z przednich miejsc. Pasażerowie tylnich miejsc na szczęście przeżyli, choć nie bez obrażeń.

Po śmierci, zarówno Roman, jak i Franciszek stanęli przed Bogiem. Ten miał w swoich dłoniach ich listy zapisywane przez aniołów. Franek miał jakieś 80 kartek, Romek zaś 20. Bóg wziął nożyczki i uciął każdą z list, aby zostało 20 ostatnich linijek. Odezwał się do młodego:
-Przez ostatnie chwile tylko balangi, własne interesy, ani chwili czasu na modlitwę. Odejdź na wieczne potępienie.
-Ale panie! Wcześniej, to co odciąłeś, tam jest o moim chrzcie, pierwszej komunii, o bierzmowaniu, które szczerze przyjąłem, trzeba patrzeć na całe życie.
-Milcz! Sakrament zostawia niezmazywalny znak. Znak ten powinien być widoczny zawsze, na całej twojej ścieżce życa. Powinien być widoczny na końcu.

Teraz skierował głos do Franciszka:
-Ty wiodłeś spokojne życie, nikomu źle nie życzyłeś, znalazłeś czas na rozmowę ze mną, ale rzadko mnie odwiedzałeś.
-Nie mam na to usprawiedniwienia, głupi byłem, a że stary to i nie chciało mi się iść.
-Widzę, nawet w tych ostatnich zapiskach, że żyłeś dobrze i dochowałeś do końca wierności małżeńskiej. Masz cały czas ślad miłości do żony.
-Czy ja zasłużyłem na nagrodę, jeśli w młodości bardzo grzeszyłem, piłem, co było powodem do odejśca żony, nawet zdarzyło mi się zabić?
-W przeszłości miałeś przewinienia, ale to się nie liczy. Szczerze żałowałeś za swoje przewinienia. Nie załamałeś się i podniosłeś. Żyłeś do końca, do ostatnich chwil. Zasłużyłeś na nagrodę.

Tomasz Rabczewski
(tomasz.rabczewski@wp.pl)

Anioł do anioła:
-Ty, mówiłeś, że ten twój człowiek na dyskę jechał?
-No tak...
-A tu mój ogląda telewizję i mówią, że on z dyski wracał...

-Hej, aniele Roberta!
-No?
-Twój człowiek strasznie przeklina, a mój zaraz mu przywali.
-No to powstrzymaj go, bo nade mną już stoi kostucha i czeka na niego.