Wybudowali pomnik.
W domu, w którym mieszkam, żyła kiedyś moja prababcia z pradziadkiem. Nie wiem, jacy byli. Pradziadek zmarł na kilka lat przed moimi urodzinami. Dziwne, nie
pamiętam, żebym widziała go na jakimś zdjęciu, podczas gdy prababcię 'znam' właśnie z fotek. Podczas łuskania fasoli z moimi starszymi braćmi, przy budzie
psa, którego jak zwykle potem przejechał samochód.
Z prababcią wiąże się jedno moje wspomnienie. Staruszka zmarła, gdy miałam jakieś trzy latka. Pamiętam dziwnie pusty dom, zabawę w chowanego (czy na pewno?),
pokój, do którego zajrzałam i wycofałam się z jakimś dziwnym uczuciem. Pokój z trumną pośrodku.
Wiele lat później to wspomnienie ożyło, gdy ujrzałam to wydarzenie z trochę innej perspektywy, na zdjęciu. Rodzina stoi otaczając półkolem otwartą trumnę, w
której spoczywa 'baba', jak ją ponoć nazywałam. Ja, mała, słodka siedzę mamie na rękach i patrzę się szeroko otwartymi oczyma w stronę obiektywu. Tak,
odkrycie tego zdjęcia wywołało we mnie lekki szok.
W domu, w którym mieszkam, żyli kiedyś moi pradziadowie. Wybudowali go własnymi rękami. Teraz, po wielu remontach, ten dom wygląda zupełnie inaczej. To, co
się nie zmieniło, to piwnica oraz staroświecka małomiasteczkowa weranda. Na Boże Ciało tradycyjnie przygotowujemy w niej ołtarzyk z kwiatami i starym,
brzydkim, pozłacanym świętym obrazem. Jest pięknie. Procesja przystaje, starsze panie w kwiecistych chustach rzucają się na biedne brzózki i ogałacają je z
gałązek.
Tak było zawsze, odkąd pamiętam. Moja prababcia pewnie robiła to samo, ale jakoś nigdy o tym nie pomyślałam.
Działka, na której stoi dom jest dosyć pofałdowana. Obfituje w górki i zagłębienia. Kiedy pada obfity letni deszcz, tworzą się kałuże. Dokładnie pośrodku
podwórka jest miejsce wybrukowane płaskimi kamieniami. Jako dziecko spędzałam tam całe dnie wymyślając najbardziej absurdalne samotne zabawy. Mój pradziadek
musiał kiedyś na kolanach układać te kamienia, aby po deszczu nie stała tam woda.
To po pradziadkach odziedziczyliśmy budynki gospodarcze, obecnie w trakcie smutnego rozkładu. Pradziadek miał konia, króliki, pewnie kury i inne zwierzęta,
które hodował razem z babcią. W stodole, na poddaszu o zapachu wyschniętego na wiór siana, kołacze się echo dziecięcych zabaw mojego rodzeństwa.
Lecz ja nigdy nie zastanawiałam się, jak żyli moi przodkowie.
W tych wszystkich miejscach nigdy nie naszła mnie myśl, jak Mereditha z "Achai", kto tu, w tym samym miejscu znajdował się 20, 50, 100 lat temu...?
A ja? Czy też zostanę tak samo zapomniana?
Nieśmiertelność...Temat rzeka, może na inna okazję.
Wołają mnie rodzice. Jadą na cmentarz. Czy chcę jechać z nimi? Kiedyś odmówiłabym, lecz mama przekonałaby mnie, przypominając z wyrzutem, że to prababcia
opiekowała się mną w pierwszych latach mojego życia.
Teraz ja milczę, a mama nie mówi nic. Myślę, o pradziadku, którego nie dane mi było poznać. Myślę o pokoju z moich wspomnień i opalonej głowie w kwiecistej
chuście ze starych fotek. Jadę.
W domu, w którym mieszkam, żyła kiedyś moja prababcia z pradziadkiem. Nie wiem, jacy byli. Nie zapytam o to mojej mamy, dla której duch babci po dziś dzień
czasem się śni. Ale pomyślę czasem o nich.
mushroomsamba
mushroomsamba@o2.pl
Słuchałam Republiki.