|
"Manichejski" punkt widzenia
Boginka
Na wstępie...obrażę zapewne część czytelników, ale mimo wszystko pozwolę sobie na następujące wyjaśnienie: jednym z kluczowych założenie manicheizmu (jednej z wczesnośredniowiecznych herezji chrześcijańskich), było to, że zło istniało zawsze i że będzie istniało zawsze, a stan "raju" nie polega na jego eliminacji, a jedynie na całkowitym oddzieleniu dobra i zła, na współistnieniu bez punktów stycznych.
Co to ma wspólnego z literaturą? Ano, na tym poletku też jest zło i dobro. I zapewne niektórzy chcieliby to literackie "zło" zwalczyć i zmarginalizować (tak by widoczna pozostała jedynie "dobra" literatura) - taki odpowiednik raju w powszechnym rozumieniu. Ja natomiast nieco przekornie i z manichejska stwierdzam, że "zła" literatura też jest potrzebna. Nie tylko ze względu na gusta innych, ale i moje własne. Mało tego - bardzo dobrze, że taka literatura jest i mam z nią styczność (co już nie jest stwierdzeniem manichejskim).
Książka jest przedmiotem wielofunkcyjnym. Może służyć jako źródło wiedzy, może dostarczać rozrywki, a może być impulsem do refleksji, czy do własnych wysiłków twórczych. Zaś jako impuls najlepiej nadają się albo dzieła szczególnie dobre, albo te szczególnie złe. Bo o ile literaturę powiedzmy "średnią" można czytać dla przyjemności, to po przetrawieniu dziesiątek książek, obraz przez nią wywoływany zaczyna się zamazywać, ustępować pod naporem nowych i silniejszych bodźców i uciekać w te rzadziej odkurzane zakątki mózgu. Taka sytuacja nie ma zaś prawa wystąpić, jeśli książkę pamięta się naprawdę dobrze, a jak wiadomo, najlepiej pamięta się swoich przyjaciół...i wrogów.
Żeby była absolutna jasność, mówiąc o literaturze złej, nie mam na myśli czegoś, co można wyznaczyć bezwzględnie. Autorzy, którzy powodują u mnie odruch buntu i niewyraźną chęć rzucenia książką w ścianę, mogą tak poza tym mieć nagrodę Bookera i setki tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Nie jest to specjalnie prawdopodobne, ale możliwe. Mogą też należeć do kanonu danego gatunku, a nawet trafić na tapetę w systemie edukacji (na dowolnym szczeblu i w dowolnym czasie). Zdaje się zresztą, że ta ostatnia możliwość ma nader często miejsce, jeśli chodzi ogólnie o gusta literackie.
|
|
A jaki ja mam pożytek z takiego czegoś, co ewidentnie nie sprawia mi przyjemności? Nie chodzi o to, że potem doceniam powrót we własne strony - asceza nie jest w tym wypadku specjalnie dobrym motywem. Rzecz jest znacznie bardziej przyziemna - bunt jest jednym z najmocniejszych impulsów, jeśli tylko potrafi się go rozłożyć na części składowe i przeanalizować. Swój styl człowiek kształtuje nie tylko poprzez myślenie o tym do kogo może chciałby się upodobnić, ale też, kogo nigdy w życiu nie chciałby naśladować. Z bardziej znanych przykładów - "Władca Much" Goldinga powstał, bo Golding się wkurzył na napisaną przez Roberta Ballantyne'a powieść dla młodzieży pod wdzięcznym tytułem "Koralowa wyspa". Oczywiście nie twierdzę, że dajmy na to, mój bunt i niechęć może mieć równie kolosalne skutki, ale z pewnością będą to skutki większe, niż przy cichym zadowoleniu z książki "niezłej". A że nie uważam, żebym była specjalnie różna od reszty ludzkości, to skoro mnie zła literatura w małych dawkach wychodzi na zdrowie, to tobie Czytelniku być może też.
Oczywiście rzeczą niezwykle istotną jest dawkowanie sobie tej złej literatury i nabycie do niej odpowiedniego dystansu. Niemniej w tej kwestii, jak sądzę, możemy się spokojnie zdać na nasz literacki instynkt przetrwania. Więc szczerze i zupełnie serio zachęcam do sporadycznego wychodzenia ze swojej wygodnie wymoszczonej szuflady w kierunku czegoś zupełnie innego, czy to w formie w pełni dobrowolnego włażenia do jaskini lwa, czy na przykład poprzez czytanie lektur w szkole (opcja dla młodszej części z Was). Zysk może być duży, jeśli eksperyment się uda, zyskamy nowy zakres na radarze. Jeśli nie - będzie się można konstruktywnie powkurzać. A jak się już człowiek dostatecznie na wkurza, będzie mógł spokojnie sięgnąć do biblioteczki po antidotum. Zaś po odpowiedniej dawce zbawiennego specyfiku, człowiek ten może nawet podpisze się pod tym ostatnim zdaniem:
Dzięki niech będą tradycji literackiej i rynkowi wydawniczemu za złą literaturę.
|