|
Jerzy Pilch - Miasto utrapienia
Tuxedo
Zabierając się do najnowszej książki Jerzego Pilcha nie bardzo wiedziałem, czego oczekiwać. Po uhonorowanym nagrodą Nike "Pod Mocnym Aniołem" wiadomo było, że nowe dzieło autora będzie zupełnie inne, nie pójdzie tą samą drogą. Z drugiej strony w czasie między oboma tytułami zdążyłem już poznać Pilcha jako doskonałego, niestety teraz już byłego, felietonistę tygodnika "Polityka". I jeśli gdzieś tam, w podświadomości, chciałem zobaczyć go w formie właśnie z owych felietonów, to już teraz mogę uchylić rąbka tajemnicy: nie zawiodłem się.
Historia głównego bohatera, Patryka Wojewody, zaczyna się od małej retrospekcji. Poznajemy sporo szczegółów z jego dotychczasowego życia, a właściwie dowiadujemy się tyle, na ile autorowi starczyło pomysłu, by juz na początku wprowadzić właściwy sobie klimat. Dalej idzie już jak po maśle - mamy okazję przyjrzeć się bliżej dziadkowi, Janowi Nepomucenowi, postaci ze wszech miar niezwykłej. Niejako na deser dostajemy jeszcze aktualną partnerkę bohatera, Konstancję. Niestety, deser ów jest lekko niestrawny - fragmenty, w których ta postać występuję, zaliczyć musze do najsłabszych.
Język Pilcha zawsze cechowała lekkość, często podszyta dowcipem lub ironią. Nie inaczej jest teraz - bawiąc się słowem pisarz osiąga efekty, o jakich wielu innych może tylko pomarzyć. Wprowadza to czytelnika w świetny nastrój, pozwala na jeszcze lepsze przyswojenie sobie fabuły. I tu, niestety, pojawia się problem. Być może ja tej książki nie zrozumiałem, być może ma ona ukryte gdzieś drugie dno, którego ja dostrzec nie potrafiłem. W mojej jednak opinii "Miasto utrapienia" nie ma w sobie większej głębi, nie zawiera doktryn, nakazów, wskazówek. Jest po prostu znakomitą w czytaniu prozą, służącą raczej pokazaniu olbrzymich umiejętności autora niż jakiegokolwiek przesłania.
Ze mnie już taki leniwy czytelnik - jak nie dostanie wszystkiego na tacy, jeśli przynajmniej kawałeczek jakiejś większej myśli nie upadnie mu niby to przypadkiem pod nogi, jeśli nie zostanie mu postawiony przed nosem drogowskaz - nie zechce, nie zastanowi się, nie wydobędzie grama refleksji z połaci swojego mózgu, serca, duszy.
|
|
|
|
|
Miasto utrapienia |
|
|
literatura współczesna |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
A "Miasto utrapienia" nie sprawiło, że zacząłem patrzeć na świat inaczej, nie zrewidowało mojego systemu wartości i wreszcie nie zainteresowało historią większości z nakreślonych przez autora postaci.
Tu pojawia się pytanie - dobrze to czy źle? Na pewno przy tej książce można się bardzo dobrze bawić, nie zastanawiając się, nie skupiając, nie wyciągając wniosków. Delektując się formą można zapomnieć o sztampowym "książka uczy" i dać się po prostu ponieść fantazji autora, któremu pomysłów nadal nie brakuje. Dla mnie było to jednak trochę za mało i, zwłaszcza w zakończeniu, mocno odczułem, że warsztat to jednak nie wszystko. Dlatego oceniam na "sześć". A fani i tak kupią.
|
|