|
Haruki Murakami - Przygoda z owcą
Tuxedo
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za sześcioma kontynentami... Leżała sobie Japonia, w niej Tokio zatłoczone. W owym Tokio żywot swój pędził nasz dzisiejszy bohater, którego imienia nie pomnę. I to nie dlatego, że rozwija się u mnie w najlepsze skleroza młodzieńcza. Po prostu Murakami zrezygnował z tak nieistotnych szczegółów, jak imiona postaci. Murakami... Tak, to nazwisko wiele tłumaczy. Po "Norwegian Wood" mam przyjemność recenzować kolejną z powieści tego autora wydaną w naszym pieknym kraju kwitnącej jabłoni (Polacy nie kaczory, swoje drzewo mają).
Główny bohater jest typowym przeciętniakiem - przeciętny dom, przeciętny samochód, przeciętne życie. Od tego przeciętniactwa może zawrócić się w głowie, na szczęście to tylko króciutki opis charakteryzujący. Tak naprawdę bohater przeciętny wcale nie jest, a już na pewno nie są takie przygody, jakie przyjdzie mu przeżyć po otrzymaniu od przyjaciela tajemniczego listu.
We wspomnianym liście znajduje się bowiem zdjęcie, które nadawca bardzo chciałby ujrzeć w jakiejś gazecie (lub czasopiśmie), biuletynie, ulotce - czymkolwiek. Tak się pięknie składa, że główny bohater ma akurat agencję reklamową (nic wielkiego, ale jednak) i prośbę spełnia. Zdjęcie owe ściąga na niego najpierw kłopoty, potem zaś już tylko fantastyczne przygody, choć widmo Sekretarza (taki "bad guy" w wersji soft) wisi nad nim niemal do końca.
"Przygoda z owcą" jest książką szalenie pomysłową, z każdej strony bije niewyczerpana fantazja autora, któremu pomysłów zabraknie pewnie gdzieś tak koło roku 2053. Dialogi, tradycyjnie juz, napisane są wyśmienicie i w mojej opinii stanowią główny atut powieści, ale przecież atut niejedyny. Mógłbym jeszcze przez kilka stron lać wodę na temat oryginalności bohaterów, mógłbym zaprezentować przykłady absurdalności niektórych zdarzeń, mógłbym wreszcie sięgnąć do przemyśleń wsytępujących tu bohaterów. Jak się pewnie domyslacie, nie zrobię tego. Dzieło Murakamiego zasługuje na to, by każdy czytelnik mógł samodzielnie rozsmakowywać się w kolejnych stronach, zatrzymywać się w szczególnie urzekających momentach (a tych nie jest wcale tak mało) i rozkoszować potęgą słowa, którą Murakami prezentuje w pełnej krasie.
|
|
|
|
|
Hitsuji-o meguru boken |
|
|
kryminalna/fantastyczna |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
Co może biedny recenzent w sytuacji, gdy zachęcić do przeczytania nie da się w konwencjonalne sposoby? Streścić fabułe owszem, można - ale co to da? Te kilka, kilkanaście zdań i tak w żaden sposób nie odda tego, jak owa fabuła jest opowiedziana. Rozłożenie na czynniki pierwsze bohaterów też raczej nic nie da, bo wszystkie te elementy zasługują na pochwałę dopiero wtedy, gdy są połączone wspomnianymi wcześniej dialogami. Gdy powieść goni, nie pozwala odłożyć książki na pułkę nawet na moment, nawet na czas potrzebny do zjedzenia kanapki. Tak, myślę, że "Przygoda z owcą" mogłaby byc doskonałym środkiem odchudzającym. Gdyby oczywiście miała nie czterysta, ale cztery miliony stron. I wiele, wiele więcej, bo prozę tego autora po prostu chce się czytać i za to mu dziękuję. I polecam, pachnąc jeszcze absurdalną, mechaniczną poma... o, przepraszam: wiśnią.
|
|