|
Andrzej Ziemiański - Legenda
HODLUM
Kolejne opowiadanie Ziemiańskiego nie zaskoczyło. Nie powinna zaskoczyć też wystawiona ocena, choć zastanawiałem się nad 10, wyszło, że będzie 9. Te małe niedociągnięcia nie pozwalają nazwać "Legendy" opowiadaniem idealnym. A szkoda.
Fabuła wciąga jak spłuczka toaletowa!
Zaczyna się bardzo po polsku, Sepp i Pułkownik siedzą sobie w kawiarni i piją doskonale schłodzone piwo. Ni stąd, ni zowąd pojawia się Węgierka, która niewiele odbiega od standardu 60-90-60 i... i tu zaczyna się główny wątek. Irmina, bo tak ma na imię węgierska piękność, opowiada o swojej misji. Dalej jest już tylko ciekawiej - przybysz za południowej granicy oznajmił, iż potrafi szpiegować we śnie, ale potrzebuje pewnej aparatury. Oczywiście, "jak to w polskich dziełach bywa", nasi bohaterowie pracowali w instytucie zajmującym się tego typu sprawami. Później jeden z głównych bohaterów postanawia użyć tego sprzętu, w celu sprawdzenia jego działania. Co się dalej dzieje - nie napiszę. Przeczytanie tych kartek jest ekscytujące, że nieraz i nie dwa stanie wam na chwilę serducho, by potem z ulgą odetchnąć świeżym powietrzem stęchłego pokoju:).
Klimatycznie tu!
Kolosalne egipskie piramidy, Stare budowle Majów, czy niezbadane sekrety Inków, wszystkie te cuda emanują jakąś energią. Niekiedy nawet ta energia mówi do Ciebie, szepcze przekazując nauki starożytnych mistrzów. A i jeśli wczytasz się dokładnie w wersety księgi Ziemiańskiego, poczujesz tę moc. Tak, wędrowcze. Przestań błądzić, znajdź właściwą drogę! Szukasz czegoś Wspaniałego, rażącego doskonałością. Ale jeśli naprawdę, pragniesz znaleźć coś godnego Twojej tak cennej uwagi, zwróć się ku twórczości Andrzeja Ziemiańskiego. Ona jest bezcenna, to rozrywka na całe tygodnie.
Humorem Smugga przebije:)
"Jak się tak myślałam - kontynuowała dziewczyna - dlaczego Wy siedzicie na stoliku z parasolem. Przecież nie ma słońca. Nad nami paręnaście metrów betonu uzbrojonego po zęby. - No, może nie aż tyle - Uśmiechnął się Ivan.- Ale... Popatrz, dziecko, do góry, co widzisz?
Takie coś - Dziewczyna posłusznie podniosła głowę. - Takie coś. Takie... Belki?
-Dźwigary. A na nich co siedzi?
-No te... gołębie. I co?
-One srają jak snajperzy - wtrącił Gusiew.
No nie... Przecież parasol nie jest obsrany. Nie ma gówna na parasolu - Powiedziała dziewczyna z promiennym uśmiechem. Najwyraźniej języka polskiego uczył ją ktoś z dużym... talentem.
-Po co marnować amunicję? Patrz tam.
Dietrich wskazał jej niemieckiego turystę, obwieszonego aparatami, który właśnie skosztował piwa. Mościł sobie właśnie stanowisko na plastikowym krzesełku. Nie trzeba było długo czekać. Gołębie na górze już go namierzyły. Pac! Chlup! W piwie turysty wylądował ładunek, którego nikt nie chciał by tam mieć." To tylko jeden z bardzo licznych momentów, podczas których na twarzy rysuję się uśmiech wielkości mongolskiego banana. Śmiech to zdrowie - o tym wie każde dziecko, dlatego wszyscy lekarze sponsorowani przez kaczkę bliźniaczkę zalecają czytanie książek Ziemiańskiego dwa razy dziennie - codziennie:).
Writer Writerowi nie równy.
W zamierzchłych czasach, Gdy AMK liczyło sobie zaledwie 3 numerki Shlizer napisał recenzję "Zapachu Szkła" - potraktował on tę książkę raczej przedmiotowo, po około 200 znaków na jedno opowiadanie. Ja postanowiłem się trochę rozpisać i każde opowiadanie zostało osobno zrecenzowane. Jest jednak jeden akapit, z którym się zgadzam w 100%, oto on:
|
|
|
|
|
Legenda |
|
|
science fiction |
|
|
|
|
|
 |
|
|
|
"Książka Ziemiańskiego powinna znajdować się w biblioteczce każdego szanującego się czytelnika, a w szczególności takiego, który lubuje w powieściach sci-fi, a nawet przygodowych. "Zapach szkła" zmusza wręcz czytelników do refleksji. Czy ludzie rzeczywiście doprowadzą do wyniszczenia własnej planety i własnego gatunku (no i nie tylko własnego ;))? Jak mówił pewien mędrzec: "Albo ludzkość skończy z wojnami, albo wojny skończą z ludzkością?" - Tekst Shlizera.
Czarny pies Usiewa
Od samego początku opowiadania, przewija się motyw z czarnym psem. A to ten pies z podkulonym ogonem czmychnął gdzieś w kąt, a to czaił się gdzieś w pobliżu, wyczekując tylko dobrej okazji. Ale, na co? Czytelnikowi wielokrotni przyjdzie zastanowić się, jaką rolę odgrywa tu ten zwierzak. Odpowiedź na to pytanie jest banalna. Ale znajduje się dopiero na samym końcu książki.
Wrocławska legenda o Wrocławiu
"Legenda" może służyć za całkiem niezłą mapkę Wrocławia. Wielokrotnie, opisywane są tutaj zakamarki miasta Smugglera:), takie jak poligony wojskowe, na których znajdują się takie perełki, jak stare poniemieckie działa czy transportery opancerzone, miejsca z opuszczonymi fabrykami, czy rozmieszczenie najlepszych restauracji. Wszystko opatrzone jest dokładnymi nazwami ulic, co czyni opowiadania Ziemiańskiego istną skarbnicą wiedzy. Obiecuję, przy tysiącach czytelników, że kiedy będę we Wrocku, sprawdzę przynajmniej jedno miejsce opisane w opowiadaniach Andrzeja o-przyziemnym-nazwisku:).
PS. Pozdrawiam Michała Chmielewskiego, który drałuje na swojej jednostce w pocie czoła. Trzymajmy kciuki aby "Gardno" nie zatonęło. Razem z naszym Hydroakustykiem.
(W dwóch kolejnych "PeeSach" autor pozdrawia Jimmiego i Solara. Niestety treść pozdrowień przybrała formę demoralizującą, dlatego musiałem wyciąć ;-) - Tux)
|
|