Listopad 2006      


|:  RECENZJA  :|

E.M. Remarque - Czas życia i czas śmierci
miekki

(Końcówka recenzji zawiera spojlery. Zanim zaczniesz czytać, spytaj rodziców o pozwolenie ;-) - Tux)

Ach, odwieczny problemie czytelników! Mam kupić książkę autora, którego uwielbiam, sięgnąć po któregoś z klasyków światowej literatury, czy kupić jedną pozycję z niewielkiej pułki z nowościami w okolicznej księgarni?

"-Kup coś Remarque`a! Kup coś Remarque`a! Ty przeklęty kretnynie. Kup coś Remarque`a!"

Ach, jak miło poznawać nowych autorów. Przecież na tym polega magia literatury. Poznawać cały czas nowe światy, nowe style, nowych wspaniałych mistrzów pióra.

"Kupisz coś wreszcie, czy sam mam ci włożyć tego Remarque`a do koszyka, hę?"

Często biorę z pułki pierwszą lepszą książkę. Mój wybór - jeśli już - zależy od ilości stron. Mało czasu, wiadomo. Wyciągam ją, patrzę na nazwisko autora, czytam z pięćdziesiąt stron i co? W większości książek które znajduję w biblioteczce to radosna, komercyjna grafomania. Ani nutki artyzmu. Suche ględzenie. Czyżby pisały to jakieś dzieciaki w gimnazjum? Czy naprawdę ktoś miał taką potrzebę zarobienia pieniędzy, zabłyśnięcia jako pisarz, artysta na salonach, że musiał pisać bzdury bez krzty polotu? Hę?

Nie lubię takich gości. Nie lubię gości, którzy piszą, że "ten dom jest wysoki. Koło niego stoi buda dla psa z dwuspadowym dachem, a za rogiem rośnie dwumetrowa brzoza. Jej szare liście leżą na ziemi. Koło psa. Szary kundel z białym wiecznie merdającym ogonem... itepe." Heh, widać, że sam to wymyśliłem, ale ile próbowałem się męczyć nad podobnymi okropieństwami ludzkiej wyobraźni. Och, zakup dzieła Remarque`a jest dla mnie idealnym rozwiązaniem. Spróbujmy wybrać po tytule. Może ten. "Czas życia i czas śmierci". Brzmi intrygująco, nieprawdaż?

Nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Książka czyta się sama, kartki przewracają się same, moje oczy chcą więcej i więcej, bez względu na porę. Czytam w każdym wolnym czasie. Nawet w drodze na kibelek. Na kibelku oczywiście też, bo to ma swój klimat. Tylko potem robią się dziwne odgniecenia tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.;/ Ale cóż.. Czego się nie robi dla kolejnej strony. Aż zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Rodzice przychodzą co dwie godziny i donoszą mi coś do jedzenia. Od razu na myśl przychodzą szpitale. Siostro, kroplóweczka!

Cenię Remarque`a. Naprawdę. Jest jednym z wielkiej trójki autorów (Heller, Grass i właśnie on), którzy zasiadają na moim prywatnym tronie literatury. Mają oni wspólną cechę - w ich największych hitach przewija się temat wojny. Każdy z nich potrafi jednak wykorzystać ów temat w zupełnie inny od reszty sposób. Remarque w "Czasie życia i czasie śmierci" ukazuje nam - po raz kolejny - okropieństwo wojny widziane oczyma zwykłego żołnierza liniowego. Znowu bije z tego malowana słowami groza śmierci. Ale tym razem nie głównego bohatera. Na tym właśnie aspekcie skupił się w swojej książce Remarque. Każdy z nas ma bowiem bliskich, przyjaciół, kolegów, niektórzy znaleźli też miłość i nagle, po wybuchu wojny to wszystko pryska niczym sen. Okropny obraz. Moment, w którym nasz główny bohater dostaje pierwszy od 2 lat urlop jest tu przełomem. Przed nim jest tylko wojna. Nie opisana w sposób znany choćby z "Na Zachodzie bez zmian", gdzie osobiście musiałem czytać po jednym rozdziale, bo więcej nie dawałem rady. Autor jest starszy - to daje się zauważyć na pierwszy rzut oka. Jego styl ewoluował bowiem na w dosyć sporych ramach czasowych. Od wydania "Na Zachodzie bez zmian" w 1933 roku do "Cieni w raju", które ukazały się w 1971 roku minęło - jak sami zauważyliście ;p - sporo czasu. Już wydana w niecałe dziesięć lat po "Zachodzie" powieść "Trzej Towarzysze" miała nieco lżejszy klimat niż poprzedniczka. Remarque przeżył bowiem wiele okropnych scen w swoim życiu, był żołnierzem, emigrantem, dziennikarzem czy nauczycielem. Tak jak po latach wojny nadszedł pokój, tak po "Na zachodzie bez zmian" nadeszła odwilż.

  Zeit zu leben und Zeit zu sterben
  literatura piękna
 

 

"Czas życia i czas śmierci" jest swoistym manifestem ludzi wykorzystanych przez system. Ernst Graeber, który po przyjeździe do domu na trzy tygodniowy urlop nie może odnaleźć swoich rodziców, ogląda ruiny dawnych zabudowań, kościoła, nie może odnaleźć się w rzeczywistości. Propaganda sprawiła, że na froncie odcięty był od wszelkich informacji. Według licznych frontowych komunikatów Niemcy wciąż podążali naprzód i nic nie było w stanie zagrozić ich hegemonii. Gdy Graeber staje na dworcu w rodzinnym mieście nie poznaje miejsca, w którym się wychował. Błądzi, szuka, pragnie odnaleźć rodziców, swój dom, niestety na próżno. W końcu odnajduje swoją przyjaciółkę z lat młodzieńczych. I to ratuje go przed całkowitym postradaniem zmysłów. Nie chciałbym opowiadać całej fabuły, ale ta jest naprawdę doskonała. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej sekundy, a zakończenie jest na tyle piorunujące, że po ostatnim zdaniu siedzi się ze wzrokiem wpatrzonym tępo w sufit i nie myśli o niczym. Czar Remarque`a spływa po nas jak zimny deszcz i po jakiś dziesięciu minutach dochodzimy do siebie.

Przyznam się, że książka mną wstrząsnęła. Świetnie napisana, z wartką akcją, z bardzo wyrazistymi bohaterami, ale ze skomplikowanymi osobowościami, z którymi Ernst musi współpracować, walczyć, żyć. Potem obserwujemy wielki wpływ miłości na człowieka. Bo czy właśnie miłość nie jest tym, co nas zmienia? Skłania do refleksji nad samym sobą i nad otaczającym światem. To właśnie ona sprawia, że nie patrzymy już na tylko na siebie i otwieramy się na problemy innych. Tak też przedstawił to Remarque. Gdyby tylko dobrze się to wszystko skończyło. Gdy dochodziłem do końca, gdy Graeber wrócił już na wschodni front, gdzie wszystko chyliło się ku upadkowi, powoli traciłem nadzieję na happy end. Ale czy czytelnicy niemieckiego pisarza liczą w ogóle na happy end? Gdy strzelał ostatnimi nabojami w stronę radzieckich żołnierzy mówiłem sobie w duchu - "wyciągnij tę cholerną białą flagę, trafisz do niewoli, może uda Ci się wrócić do żony. Już niedługo koniec wojny. Wyciągnij tę cholerną flagę.. Zrób ją z czegokolwiek, ale wystaw ją z tego schronu. O ile te resztki można nazwać schronem...". Nie zrobił tego. Niestety...

Cóż jednak począć, że Remarque ma już taki a nie inny styl. Pisze piękną prozą z elementami poetyckich opisów, tworzy świetne autentyczne postacie, cudownie nawiązuje akcje, tylko czemu do cholery, zawsze musi uśmiercić najważniejszą osobę? ;/ Ech, kupujcie, bez względu na cenę..

ps. Podczas pisania czytałem esemesy. ;o
 

(c) Copyright by AM Ksi+/-żki (R) Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!