Terry Pratchett, Ian Stewart, Jack Cohen - Nauka Świata Dysku II: Glob
Solar
Uwaga: Mogą się trafić czubki!
Świat Dysku jest bez wątpienia miejscem niezwykłym. Wiedzą o tym wszyscy ci, którzy czytali kiedykolwiek jakąś książkę Terry'ego Pratchetta. Jest miejscem niezwykłym, interesującym, tak bajkowym i nieprawdziwym, jak to tylko możliwe. No bo w końcu jaki może być świat który leży na grzbietach czterech gigantycznych słoni (które jakimś cudem nie są poobcierane na skutek ruchu obrotowego dysku), które to stoją na gigantycznym żółwiu A'tuinie, powoli przemierzającym kosmos? A co by było gdyby podejść do Świata Dysku z innej strony, strony naukowej. Że niby głupota? Otóż wcale nie. Dwaj angielscy naukowcy Ian Stewart i Jack Cohen po raz drugi połączyli siły z Terrym Pratchettem tworząc kontynuacje "Nauki Świata Dysku" (której to niestety nie miałem okazji przeczytać, co nie jest przeszkodą, ponieważ nawiązania między tymi dwoma publikacjami są nikłe). Na razie powiem tylko tyle: eksperyment się udał.
Zanim zacznę tradycyjnie opisywać fabułę, opowiem wam o Świecie Kuli. Czym jest ów świat? Jest dokładnie takim światem w jakim żyjemy, światem bez magii* i dziwnych stworzeń**, światem okrągłym i ogrzewanym przez wielką kulę płonącego gazu, zwaną Słońcem. Tyle, że ów świat Kuli znajdują się w szklanej bańce w gabinecie Rincewinda Profesora Niezwykłej i Okrutnej Geografii (oraz jeszcze paru innych spraw). Jest to jedyna przestrzeń na dysku która jest wolna od wpływu energii magicznej. No, skoro już wszyscy wszystko wiedzą to przechodzimy dalej ;)
Otóż pewnego pięknego dnia Rincewind znajduje w swoim gabinecie list w butelce, jak się okazuje: od magów. Otóż znaleźli się oni jakimś cudem w Świecie Kuli i proszą o ściągnięcie ich do domu. Rincewind, chcąc nie chcąc, wyrusza razem z Myślakiem Stibbonsem i Bibliotekarzem (oraz pod duchową opieką HEX'a), by wyciągnąć magów z tarapatów. Gdy już bohaterowie są razem, odkrywają, że Elfy wtargnęły do tego świata i zaczynają majstrować...
Schemat książki wygląda w ten sposób: najpierw mamy rozdział historii z Rincewindem i spółką, napisanej przez Pratchetta, następnie pojawia się wywód naukowców (zwykle dużo dłuższy od rozdziału) w jakiś sposób do niego nawiązujący, potem znowu pojawia się historia i tak dalej... Czytającemu te recenzje taki układ książki może wydawać się nieprzystępny, ale "w praniu" sprawdza się to naprawdę dobrze.
Zacznijmy może od ocenienia tego, co napisał pan Pratchett. Mówiąc szczerze miałem trochę niedosytu jego twórczości. Historia z Rincewindem jest dużo krótsza, od tego, co napisali naukowcy. Mogę zrozumieć, że taki był układ książki, ale mimo wszystko ciężko mi się z tym pogodzić. Jeżeli więc macie ochotę typowo na twórczość Pratchetta, kupcie sobie jedną z książek Świata Dysku. A co z jakością tego co napisał? Cóż Pratchett nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a Rincewind czy Ridcully to postacie, które naprawdę potrafią wywołać uśmiech na twarzy. I tak też się dzieje. Kłótnie magów odnośnie ewolucji i tego jak ten świat powinien wyglądać są naprawdę fantastyczne, a ich pomysły zadziwiająco słuszne. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że król angielskiej fantastyki*** ma się bardzo dobrze.
|
|
|
|
|
|
The science of Discworld II: The Globe |
|
|
fantastyka/naukowa |
|
| |
|
|
 |
|
|
Co do dwóch naukowców, którzy zapełnili lwią część książki swoją twórczością, muszę przyznać, że spisali się naprawdę nieźle. Ich teksty są napisane z głową i ciekawie, chociaż duże nagromadzenie trudnych słów i małą satyryczność publikacji (nie jest to jednak strasznie poważne, czasem trafi się jakiś żarcik w rodzaju przypisu) mogą odrzucić młodszych czytelników. A czego konkretnie one dotyczą? Najprzeróżniejszych rzeczy: sztuki, muzyki, ewolucji, Narrativum (pierwiastka narracyjnego), memów, genów, różnic między Światem Kuli (czyli naszym) a Światem Dysku i jeszcze wieloma innymi rzeczami. Zwykle te rozdziały nawiązują dość luźno do tego, co napisał Pratchett. Ogólnie jednak panowie spisali się dobrze. Bardzo podobały mi się ich teksty o Narrativum i porównywanie obu naszych światów. Nie było tam tekstu złego, każdy w jakiś sposób zwrócił moją uwagę. Zaintrygował mnie sposób w jaki pisali, robili to tak jakbyśmy żyli naprawdę w świecie stojącym na biurku Rincewinda, a Discworld był czymś rzeczywistym. Co ciekawe pokazali oni logikę działania Świata Dysku. Owa mało logiczna logika ("A'tuin niesie Świat Dysku, ponieważ właśnie po to zostały stworzone żółwie noszące światy") jest czymś, co zaciekawia czytelnika i w jakiś sposób przyciąga do książki.
Książka tych trzech autorów jest niewątpliwie udaną publikacją. Jest bardzo niecodzienna i ciekawa, momentami naprawdę intrygująca. Panowie wykonali bardzo dobrą robotę i pokazali Świat Dysku pod innym kątem i w dość niecodzienny sposób. Warto przeczytać.
*w Dyskowym wydaniu oczywiście, bo z inną magią to nigdy nie wiadomo.
**chociaż jakby spojrzeć na takiego słonia morskiego, to można mieć co do tego wątpliwości
*** i nie mówcie mi tu nic o pani Rowling ;) Pratchett jest od niej o niebo lepszy.
|