Varia

 

Minęło ponad 20 lat od rozpoczęcia zdjęć nad jednym z najbardziej znanych seriali telewizyjnych "Policjanci z Miami". Serial kręcony był aż 5 lat. Przewinęło się przez niego wielu reżyserów i scenarzystów. Na swoich posterunkach dwóch detektywów trwali jednak Don Johnson i Philip Michael Thomas, czyli filmowi detektywi Crockett i Tubbs. Co się stało takiego, że po dwóch dekadach zdecydowano się na powtórkę z rozrywki? Pieniądze, wymagania widzów, presja szefów? Czy może natchnienie, chęć spotkania się znowu z magicznym miastem Miami?

Powrót do Miami

Odpowiedzi szukać należy u pomysłodawcy come backu "Policjantów..." Michaela Manna. On wyjaśnia to krótko: "atrakcyjność tematu i odpowiedni czas”, po czym opowiada o filmie, który: "wyzwala to, co niebezpieczne i kuszące w pracy tajnego agenta... szczególnie wtedy, kiedy Crockett i Tubbs udają się tam, gdzie ich odznaki nie mają żadnego znaczenia".

"Miami Vice" nie jest dosłownym powrotem do Miami z lat '80. Nie zobaczymy niemodnych już ubrań, czy starszych samochodów. To nowy film bazujący na tych samych pomysłach. Opowieść o dwóch detektywach, którzy mają rozbić przemyt narkotyków. Aby tego dokonać, muszą inwigilować (takie typowo polskie określenie) gangi zajmujące się przemytem białego proszku. Mann zauważył tutaj szansę dla siebie. Opowiedzieć historię policjantów i nadać im moralne dylematy, czy opłaca się służyć w policji mając przed nosem ogromne bogactwo i władzę, oraz nadać całej sytuacji dramaturgii i niepokoju związanego z możliwością odkrycia przez narkobiznes, że Tubbs i Crocket to gliny, a nie przyjaciele lub współpracownicy.

Styl Manna

W udany powrót na ekrany kin Crocketa i Tubbsa nie wierzyło wielu. Podczas dyskusji powtarzały się opinie, że to odgrzewany kotlet, że to ciągłe stanie w miejscu, albo jeżdżenie w kółko i pokonywanie ciągle tych samych tras. Szanse filmowi dano dopiero wtedy, gdy wiadomo już było kto zagra w rolach głównych, a przede wszystkim kto zajmie się reżyserią i scenariuszem. Tym kimś był Michael Mann, u którego w filmografii trudno doszukać się kiepskich filmów.

Mann kojarzy się przede wszystkim z "Ostatnim Mohikaninem", "Gorączką", czy niedawnym "Zakładnikiem". Można zatem podejrzewać jaki będzie jego film. Rzuca się od razu, że będzie szybki, mocny, z pięknymi zdjęciami. "Zakładnika" chwalono po pierwsze za bardzo dobre kreacje aktorskie, po drugie za świetny pomysł, a po trzecie za nocne zdjęcia Los Angeles. Nie inaczej zapowiada się "Miami Vice". Ponad 80% zdjęć kręcono bowiem w nocy. Użyto w tym celu specjalnych kamer HD. Można było w ten sposób kręcić nie na standardowych 10 minutowych taśmach, a robić 50 minutowe ujęcia. Twórcy zachwalają dodatkowo wgniatające w fotel ujęcia z pędzących samochodów, czy motorówek.

Trudności i niepokoje

Film realizowany był nie tylko w USA w Miami, ale również na Karaibach, czy w Paragwaju. Podczas 10 miesięcy zdjęć ekipie filmowej przeszkadzało kilka rzeczy. Jedną z nich była natura ze swoimi trzema huraganami: Katriną, Wilmą i Ritą. Na szczęście dla producentów nie musiano przerywać zdjęć na długi okres. Z pewnością jednak widmo rozszalałej burzy nad głowami nie dawało poczucia bezpieczeństwa.

Podczas kręcenia zdjęć miał też miejsce incydent ze strzałami. Rozszalały w furii mężczyzna oddał sześć strzałów, jeden z ochroniarzy odpowiedział tym samym i postrzelił napastnika w tułów. Colin Farrel tak wcielił się w rolę, że myślał, iż to on jest celem do porwania i uwięzienia: "Kiedy to się stało, pomyślałem, że zamierzają nas porwać i będą nas trzymać w piwnicy z workami na głowach o wodzie i owsiance" - opowiadał Farrell. Bardziej strachliwy okazał się Jamie Foxx, który odmówił pracowania w takich warunkach.

Inne twarze Crocketta i Tubbsa

Nie jest łatwo wcielać się w postać znaną każdemu, rozpoznawalną i mającą swoich fanów. Do ról w "Miami Vice" nie można było jednak zatrudnić starych aktorów - Thomasa i Johnsona. Wybór padł na Farrella i Foxxa. Nie bez przyczyny.

Michael Mann spółpracował z Jamie Foxxem podczas kręcenia "Zakładnika". Wtedy to Foxx wcielił się w kierowcę taksówki wożącego płatnego mordercę. Duet Toma Cruise'a i Jamie Foxxa bardzo przyapdł do gustu Mannowi. Kto wie, pewnie przyznany Oskar dla tego czarnoskórego aktora za film "Ray" również przyczynił się do takiego wyboru

Colin Farrell ma w dorobku kilka tego typu filmów sensacyjnych. Zaczęło się głównie od "Raportu mniejszości", poprzez "S.W.A.T." i na "Rekrucie" kończąc. W porównaniach to jego właśnie wyznaczano na następcę Dona Johnsona, mieszkającego na łodzi wraz ze swoim wiernym krokodylem.

Nie zabraknie uroczych kobiet

Uroczymi kobietami w filmie są Isabella i Trudy Joplin. W tych rolach odpowiednio wcieliły się Li Gong, oraz Naomie Harris. Niech Was nie zmyli fakt, że na pierwszy rzut oka te nazwiska mogą niektórym niewiele mówić. Li Gong to bowiem aktorka znana bardzo dobrze na wschodzie w Azji. Jednak i polscy widzowie mogli ją oglądać w mającym niedawno premierę "Wyznaniach gejszy". Li Gong wcieliła się w rolę kochanki Sonny'ego Crocketta, będącą jednocześnie bardzo groźną kobietą wmieszaną w handel narkotykami.

Naomie Harris również znana jest z "28 dni później", czy "Po zachodzie słońca". Większą jednak kojarzy ją zapewne jako wiedźmę Tia Dalmę z "Piratów z Karaibów: Skrzyni umarlaka". Tym razem jednak charakteryzacja przebiegała inaczej niż poprzez wsawieniu koślawych, żółtych zębów ;) Naomie Harris mimo, iż statusu gwiazdy nie ma to jednak nie boi się odmawiać gry w scenach rozbieranych. W scenie pod prysznicem zastąpiła ją dublerka: "Nie wydaje mi się, aby takie obowiązki były częścią mojej pracy jako aktorki" - twierdzi Harris.

Realizm ponad wszystko

Twórcy przekonują, że wiele elementów w filmie jest prawdziwe. Wychodzili bowiem z założenia, że aktorzy mówiąc swoje kwestie o handlu narkotykami i dotyczących ich transakcjach muszą wiedzieć o czym mówią, aby to wiedzieć, muszą tego doświadczyć. W okresie dni zdjęciowych doszło zatem do spotkania się jednego z policjantów z handlarzem narkotyków, którym towarzyszył Farrell. Miano na nim przetestować jak zachowa się gdy coś zacznie iść nie tak. Cała akcja była jednak sfingowana i kontrolowana przez policję. Farrell miał wyjść przekonująco.

Taki realizm tyczył się również bardziej pospolitych zachowań aktorów. Mann twierdzi, że Farrell musiał sam jeździć Ferrari: "Wsadziliśmy go do samochodu Ferrari Challenge - wyścigowej wersji 360. Jeśli ma prowadzić samochód, chcę, żeby prowadził go jak wyszkolony kierowca. Identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku Foxxa i łodzi Mojo. Jamie prowadził łódź z zawrotną szybkością, co więcej załadował i wystartował małym samolotem".

Nie spodziewałbym się tu jednak takiego nacisku na autentyczność, jak choćby w "Krucjacie Bourne'a" z Mattem Damone w roli głównej.

Jak będzie naprawdę?

Z pierwszych recenzji i opinii zarówno zagranicznych, jak i krajowych wynika, że film niczym zaskakującym nie jest. Jest to solidny film Michaela Manna. Szybki, efektowny, ale dostatecznie realistyczny. Sam Mann wyznaje, że nie lubi pracować na niebieskim tle i podkładać później komputerowo obraz. Taki też jest zwiastun i myślę, że w sumie taki film chciał zrobić Mann. Jak jest naprawdę, należy się przekonać i wybrać do kina.

 

»Autor: Dishman

»Na podstawie: pressbooka