» Film kręcono w Meksyku;
Julian Noble to płatny zabójca w średnim wieku. Ponad 20 lat w branży zrobiło swoje i Julian wykonuje wszystkie zadania wyborowo. W pewnym momencie w dniu swoich urodzin, odkrywa, że nie ma nikogo. Znajomi albo go sobie nie przypominają, albo nie chcą go znać. Julian za jedynych przyjaciół miał do tej pory tylko dobry alkohol i młodociane siksy, albo dziwki. Schodząc do hotelowego baru poznaje początkującego biznesmana Danny'ego Wrighta, który przyjechał do Mexico City w interesach. Ten gapowaty facet przypada do gustu Julianowi, bo jest normalny. Nie jest cwaniakiem, nie jest alfonsem, jest szarym obywatelem. Panowie zaprzyjaźniają się. Gdy po kilku miesiącach Julian odwiedza Danny'ego potrzebuje od niego pomocy. Patrząc na film i wiedząc, że grać będzie w nim Pierce Brosnan trudno się nie wyzbyć wrażenia, że ktoś tu leczy kaca po Bondzie. W gazetach są nawet zestawienia, że właściwie tylko Sean'owi Conery'emu udało się nie dać się zatopić po serii filmów z Bondem. Pierce Brosnan chce być chyba drugim, który tej sztuki dokona. Pytanie, czy doklejenie wąsów i pozawieszanie na szyi złotych łańcuchów coś zmieni? Moim zdaniem nie zmieni nic. Bo już kilka pierwszych scen wskazuje na to, że Brosnan od wizerunku Bonda uwolnić się nie umie i wszystkie jego gesty będę przypominać agenta Jej Królewskiej Mości. Jednak aby dokonać tej trudnej sztuki najpierw trzeba mieć dobry film, żeby się nim odbić jak na trampolinie. A "Kumple na zabój" swoim głupkowatym tytułem nie zaskakują mądrą i porywającą akcją, czy fabułą. Pomysł na film fajny i ciekawy. Płatny zabójca przeżywa kryzys, znajduje się w dołku i pomaga mu z tego wychodzić zwykły człowiek, który nie widział nigdy pistoletu i który nie umie zabić karpia na Boże Narodzenie. Trochę tu zalatuje "Depresją gangstera" i szczerze mówiąc film z Robertem De Niro broni się zdecydowanie lepiej. Żebym uwierzył w depresję czy słabość zabójcy Juliana najpierw chciałbym zobaczyć go w akcji, albo poczuć chociaż, że bije z niego specyfika starego wyjadacza. Noble to bardziej taki pijacki cwaniaczek. Bardziej aktor który udaje kogoś kim nie jest. Kilka scen z siedzącym na dachu Brosnanem to nieco za mało, żeby poczuć klimat branży w jakiej działa Julian. Jego depresja spowodowana brakiem bliskich osób też jest za bardzo naciągana. Wyobraźmy sobie płatnego zabójcę, który właśnie wykonał zadanie, który z powodu braku przyjaciół skamle u stóp zwykłego ciapowatego Danny'ego o koleżeństwo. Niechby panowie poznali się w bardziej dramatycznych okolicznościach, a nie późną porą w hotelowym barze prawiąc sobie kurtuazyjne komplementy.
Zresztą taki niski poziom jest już do samego końca. Poczynania bohaterów co najmniej dziwne i mocno naciągane. Brak motywu dlaczego Danny tak łatwo poddaje się wpływowi, jakby nie było bandziora. Wszystko pokazane powierzchownie i to jest zdecydowanie największa wada tego filmu. Technicznie film jest aż zbyt delikatny. W niektóre ujęcia wplecione są ładne i nastrojowe motywy muzyczne. Sceny przechodzą delikatnie jak w najsłodszych opowieściach. Zdjęcia nie zachwycają. Nawet te z bykami w rolach głównych po prostu są, a to za mało. Powinny zwracać uwagę, bo po godzinie widz zapomina, że oryginalny tytuł to "The Matador", a główni bohaterowie oglądali walki byków. Reżyser nie może się też zdecydować pomiędzy czarną komedią, a dramatem. Humorystyczne zapewne mają być wszystkie sceny kopulacji Juliana z przeszkadzającym mu pieskiem na czele. Dowcipy Noble'a są jednak tymi z drugiej ligi, raczej średnio śmieszne. W pewien sposób dramatycznie jest pod sam koniec. Ale znowu nie wszystkie sceny są pokazane tak do końca serio i na poważnie. Efektem jest lekkie zagubienie się widza. Film słaby. Może i pomysł był ciekawy, choć też powiedzmy sobie szczerze, że historia zabójcy, który ma problemy i potrzebuje pomocy to historia z tych, co to już kiedyś ktoś ją opowiadał. Obsada obiecująca, ale wykonanie złe. Przez co cały film, również słaby.
»Ocena: 3+/10
»Autor: Tomasz Mazurek
tytuł oryginalny: The Matador