Recenzje
» Co nieco o filmie

» Filmy z serii "Martwe zło" wyróżniają się specyficzną prawidłowością. Podobnie jak zakończenie "Martwego zła" wyklucza się z wydarzeniami części drugiej, tak i to, co stało się pod koniec dwójki, różni się od tego, co widzimy na początku "Armii Ciemności";

» Samochód Asha to prawdziwy samochód Sama Raimi. Z każdym filmem jest coraz bardziej obity. Rzeczy znajdujące się w bagażniku nie są podłożone. Akurat to miał reżyser zapakowane, gdy przyjeżdżał na plan;
» Magiczne słowa, które Ash musi wypowiedzieć przed zabraniem księgi ("Clatto Verata Nicto"), są nawiązaniem do słów "Klaatu, Barada, Nikto", które zostały użyte w filmie "Day the Earth Stood Still, The" (1951), aby wydać rozkaz robotowi Gortowi;
» Ted Raimi pojawia się w filmie jako sklepikarz (na końcu filmu) oraz brodaty facet, który mówi Ashowi "możesz liczyć na moją stal";

 

„Martwe Zło” chciałem obejrzeć już dawno temu. Jednak tylko część trzecią dane mi było obejrzeć w ostatni weekend. I nie żałuję, mimo że z początku nie mogłem filmu uruchomić (DVD dość mocno porysowany – świadczy tylko o popularności filmu w wypożyczalni) bo film jest świetny.

Najpierw ważna uwaga: „Armia Ciemności” nie jest horrorem. To bardziej parodia, czy film przygodowy. To jest ważne, bo często ludzie oczekują czegoś innego niż w rzeczywistości i potem psioczą że shit, nie warto oglądać, najgorszy film itd.

Film zaczyna się, gdy Ash (sprzedawca z supermarketu bez prawej dłoni) w wyniku działań Zła trafia do średniowieczna. Jego cel jest prosty – wrócić do swoich czasów. Ale Zło zagraża mieszkańcom pobliskiego zamku...

Film Sama Raimi jest zdecydowanie najlepszą parodią horroru. Nie ujrzymy tutaj niesamowitych efektów (chociaż jest parę bardzo dobrych), w większości piękne kobiety są stare i brzydkie :P a i muzyka też nie należy do najlepszych. Ale te wszystkie rzeczy schodzą na bardzo daleki plan, jak tylko zaczniemy oglądać „Armię Ciemności”. Wystarczy tylko wiedzieć, że to nie jest horror i nie oczekiwać stanu przedzawałowego. Ten film oferuje nam klimat tak specyficzny, że ma się ochotę na resztę serii „Martwe Zło”.

Raimi pokazał, że potrafi zrobić film nie będący horrorem ani komedią (jest kilka gagów charakterystycznych dla tej serii. Tutaj posłużyłem się Youtube.com oglądając fragmenty poprzednich części.). „Armia Ciemności” to bardzo dobre kino nadające się do obejrzenia wraz z rodzinką. Nie ma tutaj scen nie odpowiednich dla młodszych widzów, a jedyna scena miłosna to pocałunki na tle kominka (zupełnie niepotrzebna moim zdaniem).

Wszystkie sceny z nieumarłymi, demonami i innymi zwierzakami są... powiedzmy rozczulające :). Czy chodzi o kościaną orkiestrę (perkusja – czaszki, flet – piszczel itd.), szkieleta – mordercę bez połowy tułowia (czołga się na ziemi wrzeszcząc „poderżnę ci gardło!”) czy miniaturki Asha, widać wyraźnie, że nie jest to na poważnie. W tym filmie nie można się bać, można się tylko dobrze bawić, oglądając efekty animacji różnych stworów. Jak tylko ujrzałem animację poklatkową, wzruszyłem się. To jest wspaniała rzecz, w której widać włożone serce. Podejrzewam też, że w niektórych scenach, gdy widzimy szkielety od pasa w górę, lalkarz kieruje ich poczynaniami zza kadru (w tym wypadku kilka cm poniżej dolnej krawędzi ekranu).

Interesująca jest też scena stworzenia sztucznej ręki Asha. Przywodzi na myśl fragment pierwszej części „Terminatora” jak Arnie naprawia sobie rękę. Widać, jak przy pomocy pasków i kawałka stali wyklepanej przez kowala Ash może działać z „prawdziwą” ręką.

„Armia Ciemności” to film jednego aktora. Bruce Campbell nie gra Asha, on JEST Ashem. Nie wyobrażam sobie innego aktora, który mógłby zagrać kolesia z dubeltówką i piłą zamiast ręki. Niestety, ta rola zdecydowanie przyćmiła wszystkich innych grających w filmie. Bruce po prostu stał się Ashem na czas realizacji filmu, co doskonale widać w scenie, gdy decyduje się pomóc obrońcom zamku czy na samym końcu filmu (mówię o obu zakończeniach, z których to pesymistyczne bardziej mi się podoba. Po szczegóły odsyłam do sieci.). Żaden członek reszty obsady nie miał nawet możliwości swobodnej gry – Ash wypełnia praktycznie cały film. Nie uważam tego za jakąś znaczącą wadę, ale... jakoś brakuje mi kogoś wyrazistego na drugim planie. 

Film Sama Raimi jest naprawdę dobry. Polecam go wszystkim, ale przed obejrzeniem trzeba pamiętać, że to nie jest horror lub komedia i w związku z tym, nie należy od filmu oczekiwać niesamowitego ładunku strachu czy humoru. „Armia Ciemności” to zgrabny mix trzech gatunków: horroru (demony, szkielety itd.), komedii (akcja w opuszczonym młynie czy z księgami) i przygody (praktycznie cała reszta :P). Ale jeśli Czytelnicy chcą obejrzeć naprawdę dobry film, od którego czuć wspaniały klimat, niech sięgną po „Armię Ciemności”. Warto.

 

»Ocena: 8/10

 

»Autor: Raven