Niecodziennik
Caleb caleb@actionmag.net
Dzień szaleństw.
July 4th, 2006 by dawidszkola
Rosjanie, za pomocą strony internetowej BBC, mogli zadać prezydentowi Putinowi
pytania, z których ten sobie wybierze te, na które odpowie. Jak podaje portal
gazeta.pl trzy najczęściej zadawane pytania brzmią:
1”Czym był podyktowany pana pocałunek w brzuch chłopca Nikity?”.
2 “Czy w Rosji zostanie zalegalizowana marihuana?”.
3 “Kiedy skończy się dyskryminacja Rosjan?”.
Widać Rosjanie nie mają większych problemów na głowie, więc postanowili
swojego prezydenta nie przemęczać. Prezydent Kaczyński również postanowił
sam siebie nie przemęczać i z powodu problemów zdrowotnych nie pojechał na
szczyt Trójkąta Weimarskiego. Prawdopodobnie duży wpływ na pogorszenie się
zdrowia prezydenta miał artykuł w gazecie Tageszeitung - trybunie niemieckiej
skrajnej lewicy, zielonych. Jak wielce ważne było to spotkanie, chyba nikogo
nie trzeba do tego przekonywać, szczególnie kiedy to Berlin i Paryż nalegały,
aby się odbyło. Ciężko znaleźć jakąś śmieszną puentę do tego co się
stało. Cięzko nawet znaleźć jakąś dobrą puentę z tej okazji. Prezydent
Kaczyński po raz kolejny odowodnił, że nie jest najlepszą osobą na
zajmowanych przez siebie stanowisku. A wystarczy przypomnieć, gdy jego
poplecznicy w różnych debatach telewizyjnych, po wyeliminowaniu Cimoszewicza,
mówili, że prezydent RP, nawet IV, musi mieć skórę nosorożca.
Po Marszałku Jurku, który jeździł do Londynu oddawać hołd chilijskiemu
zbodniarzowi, Augusto Pinochetowi, przyszedł czas na Macieja Giertycha, który
złożył hołd generałowi Franco, innemu zbrodniarzowi, który przez 40
terroryzował Hiszpanię. Jeszczto wydarzenie mogło przejśc niezauważone,
gdyby nie fakt, że ojciec Romana Giertycha, wygłosił je w Parlamencie
Europejskiej. Polska robi sobie coraz lepszą reklamę u zachodnich sąsiadów.
Zresztą trudno oprzeć się wrażeniu, że styl rządzenia prawicowych dyktatorów,
jak Franco i Pinochet, jest bliski naszej koalicji. Na szczęście wiedzą co by
ich spotkało w Polsce, gdyby choć część z tych pomysłów chcieli u nas
wprowadzić. Tylko czemu muszą psuć naszą politykę zagraniczą.
Giuseppe Garibaldi, urodzony dokładnie 199 lat temu, 1863 roku zwrócił się
do państw europejskich stwierdzeniem “nie opuszczajcie Polski”. To same słowa
można powtórzyć dziś, aby nasi zachodni przyjaciele nas nie opuszczali i
zrozumieli, że niektórym polskim politykom brakuje umiejętności
politycznych, dyplomatycznych, a bardzo często wiedzy. A może też czas zapytać
się rządzących, jak Rosjanie Putina, czy nie mają ochotę nas pocałować,
bynajmniej w pępek, wziąć wszystkie swoje proszki i zająć się tym, co
wychodzi im najlepiej, czyli krytykowaniem.
W górach jest wszystko co kocham
July 6th, 2006 by dawidszkola
Jutro zakładam plecak, gitarę na ramię, wychodzę na drogę wylotową z
Rzeszowa i jadę stopem w Bieszczady. Nareszcie. Planuję przejść się z
Cisnej na zachód. Nie mogę się doczekać tych widoków, wszechobecnej
zieleni, drzew i gór. Zimnych nocy spędzanych w namiocie wysłuchując czy
gdzieś nie zbliżają się wilki. Gorących dni spędzonych z kilkoma
kilogramami na plecach. Tak, to jest urok gór. Raz się pojedzie, trzeba wracać.
Są jak narkoty.
W planach mam dodatkowo zahaczenie o Muszynę, zdobycie Turbacza i Babiej Góry.
Dużym plusem Beskidów jest mała ilość ludzi. W niektórych miejsach przez
cały dzień można nikogo nie spotkać. Nie to, co w Tatrach, gdzie trzeba uważać,
aby kogoś niechący nie potrącić. Zakopane to straszne miejsce. Jako dziecko
podobał mi się festiwalo-kramowy klimat Krupówek. Dziś nie wytrzymuję tam
nawet pięciu minut i muszę uciekać szybko w góry. Niestety tam też się
okazuje, że przed tym cyrkiem się nie można uchronić. Pizzeria na Kasprowym
to rzecz straszna, pokazująca, że nawet góry zostają zalane tandetą i
brzydotą. Dlatego wolę spokojne Bieskidy czy Bieszczady. Rozbijać namiot na
łąkach, zajadać zupkę chińską na obiad, spokojnie sobie wędrować.
Zapraszam wszystkich na górkie szlaki, na piwo do Siekierezady, na nocne wędrówki
szlakami, gdy spać nie można. Chodźcie po górach, kochajcie góry, grajcie
na gitarze, ciężko wędrujcie. Ku dobru!
Słysz wołanie!
July 12th, 2006 by dawidszkola
Temperatura powyżej 30 stopni, a mi ze zmęczenia się aż płakać chciało.
Przez pięć dni ciągłego codzenia zakawasy w nogach będę miał zapewne
jeszcze przez dwa dni spokojnie. Ale warto było, po stokroć warto było. W
Bieszczadach pierwszego dnia na szlaku nie spotkałem nikogo, drugiego dnia, w
drodze na Okraglik, może z pięc osób, a w okolicach Komańczy tylko dwóch
pijanych panów, którzy chcieli mnie przegonić z łąki, bo podobno się tam
nie można rozbijać:). Zaś w Siekierezadzie nadal najlepiej smakuje zupka chińska
i chleb z mielonką.
W Beskidy, a dokładnie do Rabki, dojechałem na godzinę 17, a to dzięki
bardzo miłym kierowcom, którzy nie kazali się długo prosić o zabranie mnie
z drogi. To nic, że w niskich Bieszczadach wpierw musiałem przejść z kilka
kilometrów serpentynami, aż w końcu jakiś samochód pojawił się na
horyzoncie:). W Rabce nie chciało mi się siedzieć i płakać nad kostką, która
powiększyła się dwukrotnie po ugryzieniu pszczoły, więc szybko poszedłem
na Turbacz, gdzie doszedłem już o 22:). Kiedy pan w recepcji zobaczył mnie,
to nawet nie kazał płacić za rozbicie namiotu, tylko powiedział rano - idź
pan. Cóż, mogłem wyglądać nie najlepiej w nocy, kiedy mnie widział, bo
plecak miałem dość spory, a zmęczenia dawało się po mnie poznać. Szczególnie,
że około 21 odmówiło mi posłuszeństwa prawe kolano, ale wokół latało
tylko much, że nie można się było zatrzymać.
Rano ze schroniska miałem okazję zjechać sobie dżepem z panem ze schroniska.
Fajne przeżycie jechać w dół rozmokłym szlakiem. Później odwiedziłem
kolegę Adama Stopę, aby wspólnie wypić kilka piw i następnego dnia poszedłem
na Babią Górę, z której fanastycznie było widać Tatry. Samą Babią zdobyłem
z jednym tylko postojem zaraz przy szczycie, dzięki czemu tego samego dnia mogłem
odwiedzić jeszcze Kraków, przywitać się z Adamem Mickiewiczem na Rynku i
ruszyłem do domu pociągiem, bo już stopa mi się łapać nie chciało, szczególnie
kiedy temperatura drogi sięgała prawie 50 stopni. Pociąg oczywiście się spóźnił
prawie dwie godziny, bo rano był jakiś wypadek na torach.
Dziękuje wszystkich, którzy pomogli mi dotrzeć tam, gdzie dotarłem!
Ich prezydent, ich premier.
July 12th, 2006 by dawidszkola
Kiedy premier Marcinkiewicz podał się do dymisji, ja sobie spokojnie chodziłem
po Bieszczadach. W Beskidach, dwa dni później, dowiedziałem się, że na
pewno nowym premierem będzie Jarosław Kaczyński, co oczywiście było pewne
od kilku miesięcy. Andrzej Lepper mówiąc o reaorganizacji rządu, tak naprawdę
potwierdził, iż Kazimierz Marcinkiewicz długo nie utrzyma się na stanowisku.
A prezes PiS już również dłużej nie mógł tolerować coraz bardziej
spuszczającego się ze smyczy knąbrnego premiera. Nie mógł też tolerować
kolejnych żądań Leppera, a wiedział, że Marcinkiewicz nie może za długo
walczyć z ministrem rolnictwa. Dlatego brat prezydenta już pewnie od dawna
szykował tajemniczą grę wyrzucenia Marcinkiewicza ze stanowiska i samemu
zostania szefem rady ministrów. Nadarzyła się ku temu okazja w momencie,
kiedy były premier przedśmiertnie jeszcze podrygiwał i postanowił się
spotkać potajemnie z Donaldem Tuskiem, w ten sposób chcąc trochę jeszcze
ugrać czasu dla siebie. Niestety chyba nie spodziewał się tak radykalnej
decyzji Kaczyńskiego, który natychmiast zmusił go do dymisji.
Żałuję, że dłużej nie zostałem w górach, gdyż nie musiałbym oglądać
tej prostej gierki politycznej. Mógłbym sobie spokojnie siedzieć na szczycie
Babiej Góry, rozbijać namiot gdzieś na łące, aby zostać z niej prawie
wyrzuconym o 4 rano przez dwóch pijanych panów. A tak muszę wysłuchiwać
pochwał pod adresem Marcinkiewicza, jakim był to dobrym premierem, ale chcąc,
nie chcąc, odejść musiał. Teraz będziemy mieli dwa ośrodki władzy:
premiera i prezydenta. Lech Kaczyński zapewne nadal będzie sobie cicho siedział
w pałacu czytając wycinki z zachodnich gazet na swój temat. A Jarosław również
ciągle będzie śledził układy, układziki i rugał opozycję, a całą winę
za swoje niepowodzenia zwali na łże-elitę i KPP oddział Wyborczej. Czyli
wiele się nie zmieni, poza tym, że już nie będziemy tak czesto widywać uśmieszku
Marcinkiewicza w telewizji, aż do czasu, gdy zacznie startować na prezydenta
Warszawy.
O kurduplim tańcu
July 13th, 2006 by dawidszkola
Roman Giertych chce wyjść ze swojego politykierstwa, aby nareszcie stać się
poważnym politykiem, więc pojechał do Jedwabnego, odciął się od antyżydowskich
zachowań Młodzieży Wszechpolskiej. Czyli kolejny zwykły hucpiarz uwierzył,
że gdy został ministrem, ma szansę być traktowanym z szacunkiem i powagą w
Polsce, jak i za granicą. Po Andrzeju Leppere, który jakby trochę zbladł,
poprawił swoją polszczyznę i wszędzie nawołuje do wspólnych konsensusów,
teraz Giertych marzy o zdobyciu kilku dodatkowych punktów procentowych. Polacy
i tak się pewnie nie dadzą nabrać na tę pozorną zmianę ministra edukacji,
podobnie jak nie dali się nabrać na ewolucję ministra rolnictwa. Ja, w
przeciwieństwie do nich, nadal nie wierzę, że są oni poważymi politykami.
Nie wierzę w ich ewolucję, a Giertychowskie nawoływania przeciwko Unii nadal
brzmią mi w uszach, podobnie jak rolnicze i sejmowe blokady nadal mam przed
oczami.
Angela Merkel sili się, aby znaleźć wspólny język z polskimi władzami, ale
bracia się głusi na jej wyczyny. Tak, jak w Polsce mało kto traktuje Leppera
i Giertycha poważnie, tak również na zachodzie już prawie wszyscy zapewne
uważają braci Kaczyńskich za jakieś dziwne monstra zapatrzone w siebie. Po
wszystkich bredniach wygłoszonych po artykule w Tazie zachód pewnie tylko
czeka na szybkie wybory w Polsce, aby w końcu było z kim sensownie pogadać.
Bracia Kaczyńscy wszędzie widzą wrogów, więc to tylko pogłebia alienację
Polski na zachodzie. Zamiast mocnej postawy wobec zachodnich i wschodnich sąsiadów
- jak to obiecywali bracia - mamy imbecylny taniec głuchoniemych kurdupli. Poza
bredniami nie zgłaszamy żadnych poważnych propozycji, zamiast ciekawych pomysłow
mających powiększych znaczenie Polski na arenie międzynarodowej, chcemy ścigać
niemieckiego dziennikarza.
A w Polsce wcale lepiej się nie dzieje, ale to już pomysł na inną dyskusję.
Nowy stary premier
July 14th, 2006 by dawidszkola
14 lipca 1789 roku zdobyto Bastylię, co było początkiem rewolucji
francuskiej. 14 lipca 2006 roku Lech Kaczyński zaprzysiągł swojego brata na
stanowisko premiera, ale Przemysław Gosiewski w radiu TOK FM powiedział, że
wdrażanie IV RP rozpocznie się dopiero jesienią, czyli zapewne rewolucja
moralna też rozpocznie się w momencie, kiedy z drzew zaczną lecieć liście.
Zobaczymy wtedy Lecha Kaczyńskieo otwartego na świat, świetnie sprawującego
się na swoim stanowisku, a nie takiego jak teraz - miotającego się od jednej
klęski do kolejnej. Jarosław Kaczyński zamiat śledzić jakieś enigmatyczne
układy, zacznie reformować gospodarkę i finanse. Andrzej Lepper nie będzie
się bawił w forsowanie swoich harpii na ważne stanowiska w kraju, lecz
zacznie coś, cokolwiek choć, byle mądrego, robić w swoim ministerstwie.
Roman Giertych zmieni polską szkołę na lepsze, a nie będzie grał na
zdobycie elektoratu. A Wojciech Wierzejski w końcu wytrzeźwieje i zacznie mówić
do rzeczy. Byle wytrzymać do jesieni.
Dzisiaj Lech Kaczyński stwierdził, że “zmiany są konieczne, ale jednocześnie
budzić będą pewnie w przyszłości silny opór”. Panie prezydencie, Wasze
zmieny już budzą opór, który niedługo się pewnie jeszcze wmocni. Po Waszym
odzyskaniu MSZ i konsruktywnym, całkiem niezłym psuciu naszej polityki międzynarodowej,
boję się, że możecie odzyskiwać całe państwo szczebel po szczeblu. Wtedy
będziecie mogli całkowicie Polskę rozłożyć na łopatki, zniszczyć
wszystko co powstało w III RP - gospodarkę, edukację, rolnictwo etc. Wtedy,
na tych zgliszczach, będziecie mogli wybudować swoją wymarzoną IV RP. Tylko
uważajcie byście nie skończyli, jak twórcy rewolucji francuskiej.
Polityka śmieszności.
July 15th, 2006 by dawidszkola
Zastanawiam się czy na pewno germańskie gazety muszą pisać satyryczne artykuły
na temat naszych polityków, skoro co rusz oni się sami ośmieszają. Pomińmy
już prezydenta, którego politykę zagraniczną kształtują sekretarki. Nie
wspominajmy też, że rozpoczeło się śledztwo w sprawie artykułu w “Tazie”.
Macierewicz tworzący nowe WSI - szkoda gadać. Dzisiejszy wywiad z Giertychem w
Wyborczej to szczyt śmieszności tego polityka. Gdyby żył dziadek ministra
edukacji to niechybnie sprałby Romana na kwaśne jabłko. Niedługo się okaże,
że Giertych jest gorącym zwolennikiem Unii, za ogólną tolerancją seksualną
i w ogóle LPR miało w swym zamiarze zająć miejsce Unii Wolności na polskiej
scenie politycznej.
Nasza scena polityczna ginie w oparach absurdu. Bananowa koalicja, jakaś
niejasna opozycja. Wszystko to składa się na IV RP i ową rewolucję moralną.
Pierwszą jej ofiarą stał się Giertych, który chce teraz grać męża stanu
oraz edukatora narodu. Wczoraj zapowiedział amnestię dla uczniów, którzy
najlepiej nie zdali nowej matury i wyda im świadectwa maturalne. Aż strach
teraz wychodzić z domu, aby nie okazało się, że mieszkam w domu z piernika,
księżyć jest na dotknięcie ręki, a cały świat, w którym żyjemy jest
jednym wielkim absurdem. Fantazją z dużą dawką irracjonalizmu niczym z Monty
Pythona, Mrożka i braci Grimm.
Lepper musi odejść
July 17th, 2006 by dawidszkola
Siedzę sobie przy biurku, palę fajkę, planuję jutrzejszą podróż i słucham
sobie bardzo dobrej poezji śpiewanej w wykonaniu zespołu “Gościniec”. Nie
mogę jednak powstrzymać się przez zobaczeniem nowych wiadomości z kraju. I
już od początku dnia humor mi się psuje, bo słyszę, że Lepper żąda, aby
Wildstein odszedł z telewizji. “Młot na łże-elity” nie jest bohaterem
mojej bajki, choć doceniam fakt, że w końcu ktoś znający się na mediach i
dziennikarstwie został prezesem telewizji. Wybory wygrała prawica, więc mamy
prawicowego prezesa - jestem to w stanie zrozumieć. Natomiast nie jestem w
stanie zrozumieć jak człowiek pokroju Andrzeja Leppera mógł zostać
wicepremierem i ministrem rolnictwa. Pomijając fakt, że prezes Samoobrony jest
człowiekiem karanym, co prawda w III RP, ale zawsze karanym. Skoro prawnikom i
sprawiedliwcom z PiS to nie przeszkadza, to widocznie nowe czasy, które
zwiastuje rewolucja moralna, tak właśnie mają wyglądać. W porządku -
rozumiemy panie premierze, że nastaje relatywizm moralny i z takiego człowieka
można zrobić jedną z najważniejszych osób w państwie.Nie rozumiem
natomiast czemu pozwalacie temu panu tak kłapać dziobem. Dostał co chciał;
chce więcej - niech nawet nie marzy. Skoro umiecie trzymać tak twardą postawę
wobec zachodu (:)), to czemu nie potraficie uciszyć tego hucpiarza?
Jutro ruszam na północ Polski, bo południe schodziłem moimi biednymi
stopami. Co prawda raczej w celach wypoczynkowych bardziej, niż takich, jakie
zwykle sobie funduje w górach, po których chodzę z całym domem na plecach od
6 rano do 22 czasem. Przez dwa tygodnie, które spędze na zwiedzaniu północy
Polski, mam zamiart nawet patykiem nie tknąć żadnej gazety. Już mi się nie
chce słuchać tych politykierów, którzy nie znają Polski i nigdy nie spali
na dworcu w Gdynii, w parku w Zakopanem. Nigdy nie widzieli małej wioski w
Bieszczadach czy niedzielnego południa w Wejherowie. Nie znają tej Polski,
politykami też są nie najlepszymi, bo nic zbudować nie potrafią, a
najmocniejsi są w gębie i krytykowaniu.
Trwajcie cierpliwie w blogu, ja wrócę na początku sierpnia do tego naszego małego
cyrku rzeczywistości. A może akurat przez te dwa tygodnie coś się zmieni na
lepsze i będzie można w końcu za coś ten rząd czy prezydenta pochwalić.
Miejmy nadzieję, albo nie. Miejmy taką wiarę. Do zobaczenia 1 sierpnia.
Trzymajcie się ciepło i mocno. Nie dajcie się pognębić. Jak to powiedział
kiedyś Edward Stachura - zgoda buduje, niezgoda rujnuje.
Powroty
August 2nd, 2006 by dawidszkola
Wróciłem z kilkunastodniowej wyprawy, a w kraju, choć mimo sezonu ogórkowego
wiele się dzieje, tak naprawdę nic się nie zmienia. Wszystko co można było
przewidzieć miesiąc temu, dziś się dzieje. Problemy z ustawą lustracyjną,
nagłe olśnienie nowego premiera w tej sprawie - nie jest to porażająca
informacja. Kłamstwa w esbeckich teczkach i historia kreowana przez służby
PRL, to fakty znane wszystkim ludziom, ale nie do przyjęcia dla szalonych
inkwizytatorów. Najlepszym tego przykładem jest sprawa TW “Beata”. Prof.
Zyta Gilowska nie nalezy do moich ulubieńców, ale jak broniłem Jarosława
Kaczyńskiego w sprawie jego teczki, tak i postanowiłem samą byłą minister
bronić. Ciekawe kiedy zapaleni lustratorzy oraz medialni historycy zrozumieją,
że nie można wszystkich ludzi osądzać według jednej miary, a domniemanie
niewinności zmieniać na pewną winę bez procesu.
Widziałem ostatnio z bliska Tadeusza Rydzyka, Jurka Owsiaka oraz Monikę
Olejnik. Wszyscy stali nie dalej ode mnie, jak z pięc metrów, a najbliżej byłem
Ojca Dyrektora. Jestem zdania, że czasem facet powinien dać w pysk drugiemu
facetowi, kiedy ten działa mu na nerwy. Niestety Rydzykowi po pysku nie dałem,
co będę sobie wyrzucał do końca życia. Za to spore wrażenie zrobił na
mnie przystanek Woodstock, gdzie po raz kolejny bawiłem się bardzo dobrze, choć
kilka rzeczy mnie denerwowało, ale o tym może kiedy indziej. Jeszcze lepsze
wrażenie zrobiła na mnie Monika Olejnik, która na Woodstocku wykazała się
sporym poczuciem humoru i szkoda, że nie została na dłużej.
Szkoda, że na festiwalu nie pojawił się minister edukacji. Ostatnio zresztą,
poza ogłaszaniem amniestii wszystkim, którzy nie zdal matury, mało go w
mediach. Im mniej punktów procentowych ma LPR, tym mniej Giertycha. Po sławnym
wywiadzie dla Gazety i pogłoskach, że możliwe jest jego przejście do PiS mam
nadzieję, że LPR całkowicie zniknie z naszej sceny politycznej. No chyba, że
wyjdą z koalicji, zaczną się radykalizować, opowiadać o rozkradaniu majątku
państwowego, o wyjściu z Unii, karze śmierci, zamknięciu redaktorów Gazety.
Jeśli Giertych i jego przyboczni w postaci klonów z Młodziezy Wszechpolskiej
będą bredzić o “Bolkach”, zamykaniu gejów, a Wojciech Wierzejski
rozpocznie żarliwą mowę o lewicowych pedofilach należących do mafii
paliwowej, to może w końcu LPR-owi zacznie rosnąć poparcie. Ale chyba na to
już jest za późno i żaden inteligentny endek na krętacza Giertycha głosu
nie odda. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że minister edukacji
jest cynicznym graczem, ale cienkim politykiem.
A, mam dla wszystkich nową informacje - opozycji nadal nie widać.
Jestem ofiarą politycznych szykan!
August 4th, 2006 by dawidszkola
Wczoraj w nocy dostałem mandat od siepaczy ministra Dorna. Stałem się ofiarą
politycznego terroru. Jestem niewygodny dla IV RP, więc ta postanowiła mnie
szykanować za pomocą swojego zbrojnego ramienia. Dlatego wczoraj, niczego się
nie spodziewając, dostałem mandat w wysokości 100 złotych. Za co? Za picie w
niedozwolonym miejscu!
Zastanawiam się czy aby na pewno popełniłem tak ciężkie przewinienie, abym
został ukaranym tak bardzo wysokim mandatem. Piłem sobie spokojnie piąte
piwo, przyjechała policja i w szalenie obcesowy sposób wypisała mi
“druczek”. Na nic zdały się tłumaczenia, gdyż w społeczeństwie, gdzie
istnieje domniemanie winy, a nie na odwrót, żadne tłumaczenia się na nic nie
zdają. Przez chwilę czułem się może nie jak Józek K., bo to za mocno
powiedziane, ale jak ofiara chorego systemu, w którym za picie w ustronnym
miejscu dostaje się tak wysokie mandaty. Ja - student, młody człowiek, całkiem
porządny i nawet nie bardzo głupi - zostałem zmuszony do płacenia na tę
hydrę nienasyconą. Moje 100 złotych zostanie przetracone, przemarnotrawione.
Równie dobrze mógłbym je zainwestować w firanki dla posła Pęczaka. A teraz
pójdą na nowy garnitur Leppera, na wódkę dla funkcjonariuszy prawa, na
opuchnięte pyski opozycji, na durne pomysły koalicji. Moje 100 złotych
zostanie oddane na walkę z aferą “kartoflaną”, na poprawianie wizerunku
Polski w UE. A przecież to nie ja niszczę dobre imię naszego kraju, lecz
politycy rządzący, bo to oni chlapią głupoty na lewo i na prawo. Może
jednak moja kasa pójdzie na nowy buynek dla ZUS-u, na utrzymywanie do niczego
nie nadającego się wojska poborowego, na wymianę pracowników TVP. Istnieje
także możliwość, że państwo moje pieniądze rozdzieli między sobą. 20 złotych
dostanie minister Dorn, aby wysyłał policję do pałowania młodzieży
protestującej przeciwko ministrowi edukacji. 15 złotych dostanie poseł Cymański
- na Radio Maryja niech Pan wpłaci, na Radio Maryja. 5 złotych dla ministra
Macierewicza, aby się mu lepiej nowe służby tworzyło albo na psychiatrę. 20
złotych dostanie minister rolnictwa, aby nie czuł się poniżany w koalicji.
Po 10 złotych dostanie minister Wiechecki i pan Farfał - na nowe szaliki, na
neonazistowskie wydawnictwa. Kolejne 10 złotych dostanie cała koalicja, aby
mogła debatować na ustawą lustracyjną, karą śmierci i innymi szalenie ważnymi
sprawami dla Polski. Ostatnie 10 złotych dostanie opozycja w nagrodę, że
siedzi cicho.
Jestem ofiarą tego systemu, jestem szykowany przez IV RP, choć ta jeszcze nie
powstała, a tylko siedzi w głowach Kaczyńskich, Śpiewaków, Staniszkis,
Giertychów i innych mędrców politycznych. Podpisałem kwit, muszę oddać
swoje pieniądze socjałom, aby moglije przetrwonić na swoje etatystyczne rządy.
Dlatego przyjaciele, przyjaciółki, moi drodzy, uważajcie na siebie, wróg z
paskudną mordą IV RP czai się wszędzie. Czy jest to chamski urzędnik, czy
chamski policjant, czy opasły generał, czy ideologiczny dziennikarz, czy durny
polityk. Trzymajcie się!
Krótko, weekendowo i nie na temat
August 5th, 2006 by dawidszkola
Po raz kolejny przymierzałem się do napisania tekstu o Powstaniu Warszawskim i
po raz kolejny nie udało mi się napisać ani zdania na ten temat. Choć temat
ten nurtuje mnie, zadziwia, a podejście większości Polaków do niego mnie całkowicie
zaskakuje. Jesteśmy narodem dziwnym. Okrągły Stół, bezkrawą rewolucję
utartą na drodze wspólnego konsensusu negujemy co sił w gębie. Powstanie
Warszawskie, choć przegrane z kretesem, pociągające za sobą dziesiątki tysięcy
ofiar, powstanie przegrane już z założenia, dziś jest świętością narodową.
Ludzie, którzy wydali wyrok śmierci na tysiące istnień ludzkich, są
gloryfikowani, choć wykazali się kompletnymi nieumiejętnościami wojskowymi
czy politycznymi. Szaleństwo, w skutku którego Polska została jeszcze
bardziej osłabiona, dziś jest nazywane powodem do dumy. Z wypowiedzi
telewizyjnych wielu polityków nie słyszymy nawet słowa, że przegraliśmy.
Przeraziłem się kiedy przeczytałem wypowiedź jednego z polskich filmowców,
który zadzwonił do kolegi i powiedział - słuchaj, my im w końcu musimy
powiedzieć, że przegraliśmy.
Okrągły Stół zaś przez nadmuchanych patriotów nazywany jest nową Targowicą,
zdradą, hańbą. Powód do dumy zostaje zmieniony na coś, czego powinniśmy się
wstydzić. Dziwna jest ta Polska mentalność, ta chęć martyrologii,
cierpienia, roztkliwiania się nad sobą. Im więcej szaleństwa w tych
wspomnieniach, tym bardziej czujemy się dumni. Kiedy zaś dojdziemy do czegoś
wielkiego, natychmiast to demonizujemy, przyklejamy tym wydarzeniom nową maskę.
Kolejna rocznica początku jednej z największych klęsk w historii - staje się
dla nas powodem do dumy. Rocznica Okragłego Stołu - pomijana lub opisywana
jako początek narodowej klęski, kiedy tak naprawdę był to początek naszej
drogi ku Europie i wolnemu światu. Śmierć Miłosza - przez wielu powód by
oczerniać tę wielką postać. Wystąpienie Wałęsy - dla narodowców i
lustratorów moment wspominania kłamstw o “Bolkach” i zdaradach. Przykładów
podobnych przypominać można wiele.
Ta Polska chęć do robienia z siebie mocarstwa, na którego czyhają wszędzie
ukryci wrogowie dla mnie jest przerażająca. Jeśli ktoś wspomni, że to w dużej
mierze z naszej winy doszło do rozbiorów - oskarżany jest o hańbienie
polskiej historii. Napomknięcie, że Powstanie Warszawskie, choć niesamowicie
bohaterskie, było błędem, dla wielu stanowi obrazę i niszczenie narodowego
mitu. A przecież nie chodzi o utrzymywanie mitów, lecz o prawdę, może i
bolesną, ale zarazem dla nas bardzo ważną. Może Muzeum Powstania
Warszawskiego powinno się nazywać Muzeum Bohaterstwa i Przestrogi? Czcić
swoich bohaterów możemy jak najbardziej, ale czy musimy też utrzymywać się
w kłamliwym przekonaniu, że każde wydarzenie, w którym umierali Polacy
setkami jest dla powodem do dumy?
K.O. specjalnej troski
August 7th, 2006 by dawidszkola
Kim mógł być kontakt operacyjny “Delegat”? - na to pytanie starają się
znaleźć odpowiedź dziennikarze przez ostatnie dwa dni. Prymas Glemp, Lech Wałęsa
mówią, że co prawda znają prawdę, na ponad 90% wiedzą o kogo chodzi, lecz
nazwiska podać nie chcą. Dziennikarze Rzeczpy również nie puszczają pary z
ust. Zastanawiająca jest ta troska o człowieka w IV RP, szczególnie gdy pamiętamy
wydarzenia związane z nazwiskami Andrzeja Przewoźnika czy pani Niezabitowskiej.
Co prawda byli to ludzie uczciwi, ale nie liczący się na salonie piewców
nowej ideologii, więc można było bez problemu zniszczyć ich nazwisko. Żaden
dziennikarz wcześniej do nich nie zadzwonił, politycy nie prosili, aby się
sami ujawnili. A tu nagle nikt nic powiedzieć nie chce, co pozwala nam sądzić,
że zapewne chodzi o jakąś wysoko postawioną postać, może księdza, może
księdza z Gdańska. Jest taki jeden, ale on sądzi, że to nie on. Za to Lech
Wałęsą twierdzi, że on i tak by się nie przyznał, że to on, bo taki już
jest.
Zaiste, ciekawa to telenowela. Akurat w sam raz na sezon ogórkowy, który właśnie
zaczyna mnie już szalenie nudzić. Brakuje mi ministra Gosiewskiego, premiera i
panów wicepremierów. Wyczekuję z tęsknotą kolejnej bredni posła
Wierzejskiego. A tu muszę pisać o jakimś kontakcie operacyjnym. Co ta
lustracja robi z nami.
Koniec Fidela?
August 8th, 2006 by dawidszkola
W mediach trwają spekulacje na temat stanu zdrowia Fidela Castro. Wszyscy zadają
sobie pytanie czy kubański dyktator umiera, a może jego reżim zmierza ku
upadkowi?
Po obaleniu Batisty, Castro obiecywał wiele Kubańczykom, ale skończyło się
na obietnicach. Hawana spod mafijnego dyktatora, trafiła na czerwonego
brodacza. Ja w podobny sposób gardzę brunatną, czarną oraz czerwoną
rewolucją. Wierzę w szarą demokrację budowaną w trudach. Nie jest mi bliski
ani Castro, ani inni czerwoni rewolucjoniści, którzy zmienili się w opraców
i ciemiężycieli. Uważam, że mordowanie ludzi zawsze będzie podobną zbrodnią,
nie ważne pod jakim sztandarem. Pinochet, Franco, Salazar, dla mnie nie różnią
się od Fidela, Kim Ir Sena, Lwa Trockiego czy innych. Każdy z nich zasługuje
na potępienie nie tylko ze środowisk prawicy czy lewicy, lecz wszystkich
ludzi. Każdy z nich zniewalał ludzi, mordował i niszczył. Castro wpisuje się
w ten paradygmat zbrodniarzy. Dlatego wierzę, że Kuba w końcu będzie naprawdę
wolna. Że w końcu wybuchnie tam pokojowa rewolucja, która przyniesie wolność
Kubańczykom.
W szafie
August 8th, 2006 by dawidszkola
Wakacje to dobry czas na przeglądanie dawno nie otwieranych szaf. W jednej z
takich znalazłem mnóstwo gazet. Wśród nich 2500 numer Polityki, stare
wydania Gazety Wyborczej, jakiś Newsweek, pierwszy numer świętej pamięci
Ozonu i kilka innych tytułów. Wystarczy powiedzieć, że ta cała prasa waży
zapewne z kilka dobrych kilogramów. A z okładek bije jeszcze cięższymi
informacjami. Pomarańczowa rewolucja, afera Orlenu i komisja badająca tę
sprawę, śmierć Papieża, wspomnienia o Jacku Kuroniu, wybory parlamentarne -
to tylka kilka tytułów. Nie chciało mi się już nawet czytać tych tekstów,
newsików, artykułów czy sporych raportów. Wszystko to pamiętamy bardzo
dobrze. Brakuje mi zaś tekstów o najważniejszym temacie.
Czytam artykuł o nędzy i nie mogę się odpędzić o różnych myśli. Nędza
w erze globalizacji nie zanika, przechodzi na inny poziom, tworzy większe
frustracje wśród biedniejszych. Dawniej bieda zwykłego człowieka, to była
tylko jego bieda. Ludzi bogatych nie widywał prawie nigdy, obracał się wokół
swoich, wokół podobnych sobie. Dziś widzi, jak żyją bogatsi. Bogaci są wszędzie,
opanowali każdy kawałek ziemi. Zresztą nie tylko ziemi, bo zdominowali media,
w których widzimy tylko seriale z high-lifem, podobne filmy czy reklamy. Biedni
ludzie zaczynają się zastanawiać czemu oni tak nie mogą, skoro pracują równie
ciężko, a nawet ciężej. Co innego, gdy dzieje się to w sferze jednego państwa,
tu nie dochodzi już do przewrotów, bo władze w Europie czy innych bogatych państwach
jest w miarę silna. Jednak kiedy dochodzi do przewrotów w biedniejszych
krajach, doprowadza to do destabilizacji w regionie. Doprowadza to nie tylko do
niszczenia państwa, ale i do ataków terrorystycznych na inne kraje. Terroryzm
nie bierze się tylko z fanatyzmu, ale również z biedy, bo ludzie nie wiedzą
co zrobić ze swoim życiem. Czują się wyklęci poza współczesny świat. Są
odrzutami. Nie myślą o sobie, że mogą być komuś potrzebni, więc łatwo
wpadają w sidła fanatyków, którzy obiecują im sens życia, czyli możliwość
bycia przydatnym. Jak przedmiot. Liczba wyklętych się powiększa, a bogaci
stają sie coraz bogatsi. Nie dochodzi do zjawiska, gdzie z wyżyn społecznych
skapują na dół dobra dla innych, wszystko pozostaje na szczytach. Dlatego rośnie
liczba ludzi odrzuconych, którzy mogą stać się początkiem nowej rewolucji,
ale globalnej - dosięgającej nas wszystkich. Terroryzm już jest zjawiskiem
globalnym, co udowodnili ekstremiści w Nowym Jorku, Londynie czy Madrycie.
Wojny domowe wpływają na nasze codzienne życie - ceny paliwa, turystyka. A może
być jeszcze gorzej - Iran, Korea Północna produkujące bomby atomowe, a więc
istnieje możliwość nielegalnego sprzedawania arsenału zagłady. Nowego
terroryzmu. Dlatego walka z nędzą powinna być podstawą rządów europejskich
czy Stanów Zjednoczonych. Walka z nędzą, edukowanie społeczeństw
biedniejszych, pomaganie im w wyjściu z dołka.
Do zobaczenia na szlaku.
August 9th, 2006 by dawidszkola
Jutro wyruszam w Bieszczady na festiwal Bieszczadzkie Anioły. Mam nadzieję, że
wielu z Was, też się wybiera na tę imprezę, że się nawet anonimowo
rozminiemy na szlaku. A Wam, którzy zostaniecie w domach, życzę spokoju i również
małego oderwania się od rzeczywistości. Cieszę się z Waszych komentarzy, bo
widzę, że tego bloga czytają ludzie mądrzy, znający się na polityce i
rozumiejący to, co się dzieje na naszym podwórku. Nie dajecie się mitom, które
wytwarzają na swoje potrzeby politycy, nie dajecie się im oszukiwać. Mam
nadzieję, że z dnia na dzień będzie nas coraz więcej. Że nie będzie dla
nas czymś normalnym, gdy wicepremierem jest człowiek skazany prawomocnym
wyrokiem, w Sejmie siedzą posłowie, którzy podrabiali podpisy pod listami
wyborczymi. Obojętnie nie będziemy przechodzić obok innego wicepremiera, którego
partyjni koledzy jawnie odnoszą się do antysemityzmu oraz ksenofobii.
Góry są idealną odskocznią od tej codziennej hucpy, która serwują nam
politycy. Sierpniowe Bieszczady zaś to wyjątkowe miejsce - pełne spokoju, miłych
ludzi, wspaniałej przyrody. Dlatego namawiam wszystkich do spakowanie plecaka i
ruszenie na bieszczadzki szlak, jeśli nie jutro, to pojutrze.
Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w następnym tygodniu.
Bieszczadzkie Anioły
August 15th, 2006 by dawidszkola
Własnie wczoraj wróciłem z Bieszczad. Ciężka to była podróż, bo pogoda
nie dopisała - deszczem góry mnie przywitały, a ulewą pożegnały. Dlatego
wczoraj po powrocie, przemarznięty od stóp do głowy, spałem pół dnia i całą
noc. Jednak warto było tam pojechać, przejść przez błoto i głód, aby wyjść
na Okrąglik. Fajnie było posłuchać dobrej muzyki, napić się piwa w
Siekierezadzie (lub dziesięciu) czy pospać w przemoczonym namiocie. Zresztą
sam dojazd był nie mniej ciekawy niż podróż, bo łapiąc stopa udało mi się
natrafić na pana, który miast potrzyć się na jezdnię czytał Pismo Święte,
grał miedzią na giełdzie i słuchał Radia Maryja. Dziwny jest ten świat i
dlatego warto go przewędrować.
Po raz pierwszy trafiłem na tak deszczową pogodę w Bieszczadach. Namiot,
nawet przykryty folią, przemoczony był kompletnie, a dodatkowo w ostatnią noc
się lekko popsuł. Na szczęście wytrzymał taki nadmiar wilgoci i - jak
zwykle - przemoczone były tylko ścianki. Choć śpiąc w trzy osoby w mojej
malutkiej dwójce nie sposób było się nie zmoczyć. Plecaki, buty, ubrania -
wszystko nie dość, że mokre, to jeszcze zimne. Na szczęście to była
ostatnia noc i rano już można było wrócić do domu autobusem.
Kto nie był jeszcze, niec jedzie w Bieszczady, póki sierpień jeszcze jest, bo
warto zobaczyć te góry, przesiedzieć cały dzień i całą noc w
Siekierezadzie grając na gitarze i pijąc piwo. Ja jeszcze może we wrześniu
się wybiorę, aby przejść się Połoniną Wetlińską i wyjść na Tarnicą.
A póki co pojutrze wybieram się do Szczecinka i nad morze
To nie Kościół ponosi winę…
August 16th, 2006 by dawidszkola
Kardynał Glemp odniósł się w dzisiejszym kazaniu na Jasnej Górze do słów
młodej dziewczyny, która na Woodstocku odpowiedziała “nic” na pytanie
“co dla niej oznasza Polska?”. Dokładnie powiedział “To nie Woodstock
ponosi winę za taką odpowiedź, on tylko ułatwia jej upublicznienie. Tu nie
chodzi tylko o Polskę. To także negacja, która może dosięgnąć wielu
innych wartości: życia, pracy, prawdy, sprawiedliwości, małżeństwa, miłości,
rodziny“.
Ja sądzę, że to nie Kościół ponosi winę za dyskryminację homoseksualistów,
lecz ułatwia jej upublicznanie.
To nie Kościół ponosi winę za antysemityzm, lecz ułatwia niektórym księżom
jego szerzenie.
To nie Kościół ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje w Polsce, lecz
wspomagał czasami obecnie rządzące partie.
Tu nie chodzi tylko o wyżej wymienione sprawy. Tu chodzi także o brak
poszanowania dla prawdy wśród wielu księży, o zero moralnej legitymizacji do
moralizowania ludzi przez niektórych purpuratów. A przecież nie muszę
wymieniać z nazwiska tych księży, którzy zachowują się jak wyrocznie, w
rzeczywistości będąc głosicielami inkwizycyjnych kłamstw. Czy jednak
oceniam cały polski Kościół na podstawie tych postaci? Czy prałacina z Trójmiasta
jest dla mnie głosem Kościoła. Albo arcybiskup z Poznania stanowi dla mnie wzór
moralności i polskości. A może pewien ksiądz redaktor ma być wyznacznikiem
tego czym jest Polska i Kościół? Może sam prymas Glemp jest znawcą tego co
Polskie, a co nie?
Zastanówmy się czy słowa tej dziewczyny były naprawdę tak ciężkie do
strawienia dla prymasa Glempa, aby się na nie powoływać i aby wymieniać nazwę
“Woodstock” - od razu stawiając ten festiwal w negatywnym świetle. Boję
się tego wszechwiedzącego tonu kleru, podobnie jak boję się podobnej pogardy
dla Kościoła wśród antyklerykałów. Czy słowa jednej dziewczyny są
stanowiskiem tysięcy ludzi na Woodstocku? A może słowa księży obwieszonych
medalami i sygnującymi swoją twarzą wino są głosem całego Kościoła?
Jeśli ktoś jest świnią, zawsze będzie się bronił patriotyzmem i wmawiał
innym czym jest polskość. Będzie negował słowa innych, ukazywał swoją wyższość
swoich myśli nad resztą. Prymas Glemp na pewno wie czym jest Polska i jak ma
wyglądać Polska, ale ja w tej jego Polsce mieszkać nie chce. Bo to Polska mała,
zamknięta, podła, nie wiedząca w którą iść strona i pełna
pseudointeligentnych przywódców.
Gaduły
August 16th, 2006 by dawidszkola
Wczoraj niepotrzebnym gadulstwem wykazał się prymas Glemp oraz Lech Wałęsa,
który przemówił jednym głosem z Jackiem Kurskim w sprawie odebrania
Gunterowi Grassowi miana honorowego obywatela Gdańska za to, że nalezał do
Waffen SS. Trzeba przyznać szacunek Grassowi, że po tylu latach przyznał się
do winy, będąc nieprzymuszanym przez żadnych lustratorów. Nie musiał w
takim wieku robić tego, a jednak przyznał się, znając wszystkie
konsekwencje. Nam zaś brakuje wyobraźni, aby zrozumieć co się działo w
Niemczech 1945 roku i jak to wpływało na piętnastoletniego chłopca. Gdyby
Grass miał wtedy trzydzieści lat i podejmował świadomy wybór, ale nie - on
miał wtedy 15 lat i nie wiedział, że wstępuje do Waffen SS. Dziś zaś Grass
przyznaje, że tamtą “winę odczuwałem jako hańbę”. Inny Niemiec, który
został papieżem, a należał do hitlerjugend powiedział, że odczuwał pewien
rodzaj patriotycznej satysfakcji w 1940 roku, gdy jego kraj odnosił militarne
sukcesy. Czy więc Benedykt XVI też powinien się zrzec papiestwa za to, że
walczył po złej stronie i czuł “patriotyczną satysfakcję”, gdy kilkaset
kilometrów dalej Niemcy mordowali Żydów i Polaków.
Nie wiem po co Lech Wałęsa, człowiek wielki, dołączył do grona naganiaczy
i ludzi małych. Gunter Grass zrobił wiele dla pojednania polsko-niemieckiego,
dla miasta Gdańsk i dla pamięci Niemców oraz Polaków. Zaś dziś, kiedy
przyznaje się do winy - mówi, że była to dla niego hańba - zostaje
obszczekany przez sforę gończych psów, które na jego nieszczęściu chcą
zbić polityczny kapitał. Smutne to i jakże polskie. Lustratorzy po raz
kolejny biorą się za dobrego człowieka, obrzucają go błotem, a nie wnikają
w ludzki dramat, w fakty i prawdę. Szukają taniego poklasku, liczą na kilka
minut w debacie publicznej tracąc przy tym poczucie przyzwoitości i mijają się
z prawdą.
Ja wybaczam 15-letniemu Grassowi, iż należał do Waffen SS, zaś dziś, prawie
80-letniego Grassa podziwiam za odwagę, że się przyznał i sam rozliczył z błędów
młodości.
www.dawidszkola.wordpress.com