Akcentów modelarstwa w AM były dwa. Pierwszy popełnił Luke, a
drugi Le_Robaque. Czas na mnie - tym razem mowa o wszystkich modelach, które nie
są samolotami. He, he - moja specjalność.
W dziedzinie okrętów najłatwiej
jest oczywiście 1/72. A jakżeby inaczej. W statkach zazwyczaj na początku
połączyć obie strony tej części, którą się pływa. Najpierw połóż warstwę kleju
na krawędzie lewej strony, po czym ją usztywnij w jakiejś maszynie tak, aby się
nie ruszała i leżała poziomo. Teraz ostrożnie połóż prawą stronę na lewej, ale
nie dociskaj! Niech klej zwiąże się lekko z drugą stroną i po około minucie
lekko dociśnij i poczekaj, aż już będzie mocno sklejone. Dlaczego nie można było
dociskać na początku? Bo klej by się rozpłynął po zewnętrznej stronie niszcząc
warstwę farby - dzięki temu praca była by bardzo brzydka. Poza tym bardzo
popularne w okrętach są brudzenia - najczęściej na samym dole części pływającej.
I tu pomoże farba... plakatowa. Tak! Tylko taka. Ona się rozpływa po powierzchni
tworząc jeszcze realistyczniejsze obrazki. Weź na przykład czerwoną. Przechyl
statek pionowo, dziobem w górę. I teraz tylko leciutko dotykaj tych miejsc gdzie
ma być "brud". Nie ciągnij pędzlem, grawitacja ci pomoże sama ciągnąć farbę. Tak
uzyskany efekt na pewno uatrakcyjni twoją pracę.
Z modelami czołgów jest
zupełnie inna sprawa. Tutaj wszystko opiera się na dolnej części, której przy
prezentacji po prostu nie widać. Potem do tego dużego elementu należy podłączyć
koła lewej i prawej strony, następnie nałożyć na nie gąsienice. Teraz oddzielnie
zbuduj górną część i gdy będzie gotowa, możesz łączyć obie części - tak powstaje
czołg. Można też nie kleić obu części i po prostu położyć jedną na drugą. To
pozwoli na wgląd do środka. Tu różnego typu "bajery" się dodaje. Ja np. często
wybieram się po dokumentację takiego czołgu, po czym dokładnie przyglądam się co
i jak i czy jest na miejscu. Najczęściej kończy się to dorobieniem kilku włazów,
otwórów i karabinów. Tylko po to, aby taki efekt ponad tygodniowej pracy
zadowalał nie tylko mnie, ale i każdego kto to spotka.
Miało być nie o
samolotach, ale jednak będzie. O pasażerskich :). Moja ulubiona dziedzina -
uwielbiam patrzyć jak z dnia na dzień robi się coraz większy i piękniejszy
kolos, a dziennik pęka w szwach*. Zwykle takie pudełkowe do składania to tylko
kadłub, szkrzydła przednie i tylne oraz szybka przednia. I tyle. A wiecie
dlaczego to najbardziej lubię? To jest wspaniałe pole do popisu w dorabianiu
nowych części, poprawianiu czegoś, upiększaniu i "bajerowaniu". Wtedy mogą
dorobić antenki na kadłubie, siedzenia w jego środku, szybki przy siedzeniach,
otwierane drzwi, z tyłu zsuwane schodki, a na samym przodzie w kabinie panel dla
pilotów. To naprawdę wspaniałe pole do manewru. Polecam wszystkim, bo każdy
znajdzie tu coś do roboty dla siebie.
Jest jeszcze jeden typ pojazdów
latających - helikoptery. Niestety, nie mam z nimi za dużego doświadczenia.
Zrobiłem tylko jeden model niemieckiego helikopteru, które jakieś dzieciaki mi
zniszczyły :(. Pamiętam, że największym problemem było podłączenie śmigieł do
helikoptera. Już nawet nie wiem jak ja to rozwiązałem. Dobra, aby nie robić
kichy szybko ten temat zamykam.
Jak widać, modelarstwo nie tylko w
samolotach się kręci. A to bardzo ważne, bo taka różnorodność urozmaica nudną
półkę z modelami. Zachęcam Was do wstąpienia w krąg szalonego modelarstwa. Na
pewno nie pożałujecie (pieniędzy ;) ).
PS. Najbardziej ze swoich modeli cenię
Spitfire (samolot 1/72) oraz USS Navy (okręt 1/38).
* - do każdego modelu
prowadzę dziennik, który jest wspaniałą pomocą przy następnych. Tutaj zapisuję
uwagi, co gdzie i kiedy robiłem z tym modelem i inne takie
rzeczy.
Jak już coś robisz to rób to najlepiej.
07.07.2006-07:07-7:47 (ależ się tych siódemek
uzbierało...)
...siódemkował Kurczak_blady
(kurczak_blady@op.pl)