Dom tylko z nazwy

Zwykli ludzie mają zwykłe problemy. Ja też jestem zwykłym człowiekiem, jednak czasami wydaje mi się, że moje problemy są mniej zwykłe od problemów podobnych mi ludzi. Skomplikowane to troszkę, jednak doskonale obrazuje sytuację, w jakiej się znajduję. Sytuację rozdarcia, wahania nastrojów i chęci do zrobienia czegoś nieodpowiedzialnego.

Historie innych ludzi mnie inspirują. Historie innych ludzi powodują, że często odnajduję w nich siebie. Niedawno gdzieś przeczytałem, że zbyt długie przebywanie z jakimiś osobami powoduje zniechęcenie do siebie nawzajem. Wtedy zgodziłem się z tymi słowami, jednak nie sądziłem, że problem ten znajdę aż tak blisko i tak szybko. Cóż, życie lubi zaskakiwać i płatać figle.

Problem ten odnalazłem we własnym domu. W domu rodziny z pozoru idealnej, ale jakby ktoś poobserwował nas z ukrycia to mógłby doznać szoku. Ostatnimi czasy nie mogę wytrzymać we własnym domu. Staram się jak najmniej w nim przebywać, gdyż każdy kontakt z rodzicami kończy się kłótnią. Żeby jeszcze było o co się kłócić, ale rozlana szklanka wody lub niezgaszone światło w łazience mogą być powodem godnym jedynie przemilczenia. Kłócimy się wszyscy nawzajem. Ja z ojcem, ja z matką, siostra z ojcem, siostra z matką i ojciec z matką. Właściwie tylko razem z siostrą się nie kłócimy. Bo po prostu nie mamy o co i oboje mamy dość jakichkolwiek kłótni. To, że mamy dość jednak gówno znaczy, gdyż sytuacja zamiast opadać, nasila się każdego dnia.

Niejeden na moim miejscu po prostu spakowałby manele i wyprowadził się do innego mieszkania. Niestety, ja nie mam takiego komfortu, ponieważ uczę się i zwyczajnie nie stać mnie na samodzielne mieszkanie. Marzę o jakiejś wygranej w totolotka, jednak są to tylko marzenia, gdyż trudno jest wygrać, nie wysyłając przez całe życie ani jednego kuponu.

Ludzie widzący się raz na jakiś czas nie mają podobnych problemów. Są zbyt zajęci zdawaniem sobie nawzajem relacji ze swoich żyć i dobrą zabawą, aby jeszcze się kłócić. Ludzie widzący się rzadko pałają przeważnie do siebie ogromną sympatią i wymieniają uśmiechy przy każdej okazji, zamiast wypominać sobie nawzajem drobne błędy i potknięcia. Ludzie widzący się sporadycznie nie mają do siebie żadnych pretensji, gdyż w takich układach każda osoba żyje na swój własny rachunek.

Ciekaw jestem jak za parę lat będą wyglądały moje relacje z byłymi już wtedy domownikami. Ciekaw jestem, czy będziemy z niecierpliwością czekać na spotkania, czy raczej modlić się, żeby druga strona nawaliła i nie mogła odwiedzić tej pierwszej. Ciekaw jestem, czy moja siostra będzie miała podobne jak dziś układy z rodzicami. Być może wszystko się zmieni... Może to ja jestem przyczyną tego całego chaosu?

Dzisiaj jednak mogę sobie tylko rozważać. Bezsensownie filozofować. Jest późno. Wszyscy śpią i dobrze mi z tym. Nikt nie zawraca mi dupy o byle gówno. Jutro jednak znowu będzie dzień. Znowu będzie trzeba oglądać te same twarze i przechodzić ten cały koszmar od nowa. Nie chcę, ale muszę...


zabójca /zabojca@buziaczek.pl/