Załadowałeś. Kolejny dzień z rzędu zaraz po przebudzeniu poszedłeś do pobliskiego sklepu i wróciłeś z jednorazową siateczką, w której znajdowały się dwie puszki piwa. Pierwszą otworzyłeś i opróżniłeś do połowy jeszcze na klatce schodowej - tak cię suszyło. Po chwili twoje ciało przeszedł euforyczny strumień i już byłeś gotowy do życia. Właściwie to wszystko było ci obojętne, ale byłeś tak pozytywnie naładowany, że zapomniałeś na raz o wszystkich swoich problemach.
Opróżniając resztę browca zrobiłeś sobie śniadanie oraz zaścieliłeś łóżko. Było dopiero wpół do jedenastej, a ty miałeś już lekkie mroczki przed oczami. W upał alkohol strasznie poniewiera. Nawet w małych ilościach. Będąc na lekkiej bani posprzątałeś jeszcze w mieszkaniu oraz obejrzałeś w telewizji ulubiony serial. Nie zwracając uwagi na to, że ktoś próbuje zrobić ci z mózgu papkę, poszedłeś w końcu się odlać.
Gdy podnosiłe klapę, zaczęło ci się cofać śniadaine - kibelek był dawno nie czyszczony...
Koło pierwszej ocknąłeś się z bolesnš mylš, że nie ma z czego zrobić obiadu. Poszedłeś więc znowu do sklepu. Mały market. Duży wybór, ale w większości spośród rzeczy średnio nadających się do jedzenia. Zapakowałeś do koszyka dwa gorące kubki. I trzy piwa. Stwierdziłeś, że i tak jest za gorąco na jakieś wytworne żarcie, więc postanowiłeś się chociaż orzeźwić. Ekspedientka skasowała dziesięć złotych, a ty byłeś szczęśliwy, że będziesz miał spokój do końca dnia.
W domu pierwsze piwo otworzyłeś już w progu. Potem było drugie i trzecie. Wcześniej zakładałeś, że wysączysz je spokojnie przed telewizorem, ale w rzeczywistości skończyło się na obaleniu jednego za drugim w kuchni, na stojąco. I znowu cię siekło. Tym razem mocniej. Na tyle, że nie byłeś nawet głodny. Na bani pooglądałeś trochę jakieś durne kanały oraz zaliczyłeś krótką dżemkę.
Po przebudzeniu okazało się, że jest grubo po dwudziestej, i że burczy ci w brzuchu. Nie mając pomysłu na kolację, wpieprzyłeś obydwa gorące kubki, które miały być na obiad. Ledwo przeszły ci przez gardło, ale przecież dzięki takiemu menu mogłeś tyle wypić...
To nie był jednorazowy wybryk. Podobny tryb życia prowadziłeś już od kilku miesięcy. Właściwie to od września, kiedy trafiłeś na zasiłek. Po pewnym czasie piwko przestało ci wystarczać i przerzuciłeś się na coś mocniejszego. Zacząłeś mieć luki w pamięci. Głód stawał się nie do zniesienia, a tobie zaczynało brakować kasy na zaspokajanie wszystkich potrzeb. Popadłeś w długi u przyjaciół. Któregoś dnia sąsiedzi zadzwonili na policję, bo poczuli smród w twoim mieszkaniu. To byłeś ty - od dwóch tygodni wisiałeś na klamce od drzwi do dużego pokoju. Alkohol okazał się zwykłym kolegą, a nie przyjacielem...