Bliżej ludzi
PiS wystartował. Zapowiadane od miesięcy przyspieszenie zdaje się, że wreszcie nabrało rozpędu i już nie ślimaczy się krokiem Przemysława Edgara, pisowskiego mistrza elokwencji. Podczas gdy większość posłów korzysta z zasłużonych (a jakże) urlopów, kilku z nich widzi w takiej sytuacji szansę dla siebie. I nie zważają na to, że większość Polaków życzy parlamentarzystom właściwie tylko jednego: by z tych urlopów nie wracali.
Jedna z torped PiSu okazała się jednak niewypałem. Oto minister Dorn, zastępujący akurat wczasującego premiera, udał się z wizytą do powodzian. Tak, właśnie z wizytą. Nie wiem, na co ów pan liczył, ale wysoce prawdopodobne, że na kawę i ciastka w jakiejś mniej zalanej miejscowości. Niestety, rządowy helikopter dowiózł go w sam środek tragedii. Pan minister zdążył wprawdzie rzucić kilka obietnic, ale ludowi to nie wystarczyło. Posypały się pytania, żale. Premier, wprawdzie tylko p.o., ale zawsze premier, chyba po raz pierwszy w swojej karierze politycznej naprawdę się przestraszył. Niepoważną, nieprzystającą człowiekowi na tym stanowisku rejteradę zarejestrowały kamery. Mnie jest jednak szkoda ministra. Oto człowiek, który nie wahał się porównać dziennikarza do burej suki i również bez mrugnięcia okiem straszył pracujących za głodowe stawki lekarzy wzięciem w kamasze, staje się nagle z łowcy zwierzyną łowną. Wprawdzie otoczony kilkoma ochroniarzami BORu, to jednak czujący respekt przed napierającym tłumem. Respekt wynikający raczej tylko z ich liczby, bo przecież pan Ludwik pospólstwem rączek nie zwykł sobie brudzić, a co dopiero uznawać ich racje. Nie tak chyba miała wyglądać realizacja wyborczego hasła "Bliżej ludzi"
Na ironię zakrawa fakt, że owo hasło w piękny sposób realizuje koalicjant, ale jednocześnie polityczny przeciwnik, starający się utrzymać poparcie dla swojej partii na wsi. Przenoszenie poparcia przez rolników z Samoobrony na PiS wydaje się tylko kwestią czasu, który Andrzej Lepper chce jak najbardziej oddalić. Najlepiej na czas po wyborach samorządowych. Niby zmiana ordynacji jest już zaklepana, ale wiceminister próbuje jeszcze ugrać korzystniejsze dla swojej partii przeliczanie głosów w blokach i, jeżeli tego rozwiązania nie przeforsuje, musi się liczyć z tym, że do wyborów jego partia przystąpi samodzielnie.
Wzruszająca jest postawa nie tak dawno mianowanego ministra rolnictwa. Lepper jest ostatnio wszędzie. Ja już nie obawiam się, że ujrzę go otwierając lodówkę. Ja po prostu zadaję sobie pytanie, na której półce będzie siedział i radośnie majtał nóżkami. Okazuje się bowiem, że dla ministra nie jest ważna pogoda, on się odnajduje w każdej aurze. Upał, susza? Jędruś już jest na miejscu, grzebie w ziemi, wyciąga z owej ziemi uschnięte zielsko i kiwa ze zrozumieniem głową. Przecież on też rolnik, sól tej ziemi. I nieważne, że zwykle to po prostu sól w oku. Po falach gorąca przyszły dni deszczowe. Powódź? Już, lecę, pędzę! Dzielnie przedzierając się przez niepodmoknięte drogi, przystaję i słucham biadoleń. Pomoc też obiecuję, a jak! Wystarczy rzucić mimochodem, że jeśli kasa na obiecaną pomoc się nie znajdzie, to może braknąć także ochoty do dalszego uczestnictwa w koalicji rządowej. I co? I pieniążki się zajdują, budżet swoją mechaniką zaczyna przypominać bajkę o stoliczku, co się sam nakrywał.
Hasło swego koalicjanta zdaje się przejmować również LPR. "Bliżej ludzi" w wersji patriotycznej objawia się w rozdawaniu świadectw maturalnych na lewo i prawo (lepiej, oczywiście, na prawo) oraz wpisywaniu się w oczekiwania społeczeństwa. A społeczeństwo w większości popiera karę śmierci. Cóż z tego, że Unia Europejska już dawno odrzuciła takie rozwiązania. I naprawdę nie jest to wyraz głupoty działaczy LPR, a jedynie kolejna ich gierka, chociaż w tym wypadku może się ona okazać naprawdę poważną, by nie powiedzieć ostateczna, rozgrywką. Może przypomnę: Liga jest formacją w zdecydowany sposób odrzucającą nasz udział w Unii. I to, że niektórzy zdążyli już o tym zapomnieć, świadczy właśnie o inteligencji szefów partii. Obecnie zdecydowana większość Polaków widzi realne korzyści z naszego przystąpienia do UE i nawet tak skrajna poglądowo partia jak LPR musiała, po prostu musiała zrezygnować z dalszego szkalowania i przekonywania ludu, że białe (a raczej niebieskie) jest czarne. Wprowadzenie kary śmierci nawet, jeżeli nie wykreśli nas automatycznie z Unii, to spowoduje głęboki rozdźwięk między Polską a pozostałymi krajami członkowskimi. Rozdźwięk, od którego będzie już naprawdę bardzo blisko do usunięcia nas z unijnych szeregów.
"Bliżej ludzi" to naprawdę zacne hasło. Wskazujące, tak by się przynajmniej zdawało, na choćby próby spojrzenia na problemy statystycznego Kowalskiego i milionów innych Kowalskich, Malinowskich, Polaków. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że dla rządzących to jedynie kolejny etap nieustającej kampanii wyborczej. A hasło - cóż, hasło jak hasło. Wystarczy, że ciemny lud uwierzy. Bilbordy reklamowe niedługo znikną, władza pozostanie, a przecież to o nią zawsze chodziło. Bliżej ludzi.