Siedzę. Nuda. Przeszedłbym się na miasto. Ale leje jak cholera. Cztery ściany, drzwi i klamka,
której czasami lepiej nie dotykać. Za drzwiami korytarz i ludzie mający czasem różne odpały. Beznadzieja jednym słowem.
Siedząc tak w tych zaplutych czterech ścianach, różne dziwne myśli dopadają człowieka. Czasami takie, że najchętniej zażyłby coś i leżał w błogostanie do końca dnia. Zawsze jednak coś mnie
hamowało. Jakaś ukryta myśl, że jednak nie warto, że to może zniszczyć życie. Czasami brak kasy, czasami podejrzliwi rodzice. Wczoraj jednak poczułem, że wszystkie te przeszkody były wymysłem niedojrzałego dzieciaka. Wszak dla chcącego nic trudnego...
Do tej pory tylko wydawało mi się, że jestem czysty. Jakby nie było, alkohol to też silna używka, niszcząca organizm. Ostatnio nie ma tygodnia bez ostrej popijawy. Fajnie się bawię, tylko czasem wydaje mi się, że przesadzam i zaniedbuję inne rzeczy kosztem rozrywki. Czasem mam też wrażenie, że doświadczenia z alkoholem nie są już tak fajne jak kiedyś, gdy wystarczyły cztery piwa, żeby się zwyczajnie spić. Fakt, wcześnie się zaczynało. Martwiąca jest też sprawa, że najczęściej właśnie chodzi o spicie się, a nie smakowanie.
Ciekawość ludzka nie zna granic. Moja także. Bo nie powiesz mi czytelniku, że nigdy nie zastanawiałeś się, jakby było, gdybyś spróbował czegoś mocniejszego. Pewnie nie raz wyobrażałeś sobie tę sytuację w świetle całkowicie innym niż to, w jakim pokazują podobne sprawy w telewizji bądź gazetach. Pewnie nie raz miałeś uczucie "kurwa, a co mi wisi?". Być może nawet skusiłeś się na sięgnięcie po zakazany owoc. Być może nie. Ciekawi mnie jednak, co skłoniło cię do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Bo nie wierzę, że opowiadania doświadczonych kolegów, bądź programy w mediach. Nie, za inteligentny jesteś na podejmowanie takich kroków pod wpływem propagandy.
Ja jeszcze nie spróbowałem. Wczoraj jednak, gdybym chciał to bym się przełamał. Od zawsze byłem przeciwnikiem podobnych rzeczy, jednak przyszła chwila, która spowodowała, że byłbym skłonny się złamać. Mogłem wyjść na dwór, przejść dwieście metrów i kupić świeży towar. Ale dzisiaj już nie. Dzisiaj powiedziałbym zwyczajne "dziękuję" i poszedł przed siebie. Nastrój mam podobny do wczorajszego (wcale nie zły) i dlatego ciekawi mnie, dlaczego nagle moje myślenie się zmieniło. Świat ma wiele zagadek...
Ciekawi mnie też, kiedy po raz kolejny chwyci mnie na chwilę zmiana poglądów. Ciekawe, czy uda mi się wtedy zrealizować zamiar. W obecnej chwili bym tego nie chciał, ale po prostu nie potrafię przewidzieć przyszłości. Przyszłość zwyczajnie umie płatać figle.
Wczorajsze doświadczenie nauczyło mnie, że nie wolno mówić, że "nigdy" się czegoś nie zrobi. Bawi mnie obecnie takie stwierdzenie. Psychika ludzka jest tak pokręcona, że ani się obejrzysz, a zrobisz coś zupełnie wbrew sobie. Czasem może nawet ci się to spodobać. To chyba nic złego, jednak należy pamiętać, żeby we wszystkim mieć umiar. Bo "złoty strzał" można wykonać tylko jeden.