A JA ZNOWU SWOJE

 

Znudziło mi się singlem być.

A na taką przypadłość jedna tylko rada jest. Dziewoję znaleźć sobie trzeba. Korzystając z licznych, mniej lub bardziej autoryzowanych źródeł informacji takową znaleźć postanowiłem.

Rady mądrzejszych ode mnie przyswoiłem i z bananem na twarzy w miasto wyruszyłem.

Wpierw o „ogródki” zahaczyłem. Dobre to miejsca są. Wiele dziewoj tam siedzi, w mniejszych lub większych grupach. Mnie interesowały te jednoosobowe grupy. Co prawa w kupie raźniej, ale jak później wytłumaczyć dziewoi, że kochasz także tabun jej koleżanek? Not so easy as it’s supposed to be. Fuck it.

Ale jak to samiec, wybredny jestem. Do tego menda straszna i na wygląd uwagę zwracam. Jak ktoś powie, że nie zwraca to mu się w twarz zaśmieję i pokażę taką jedną z mojej byłej już szkoły. Niech do niej startuje, odnajdzie w niej ten bjutiful majnd czy co ona tam niby ma do zaoferowania. Whatever.

Ja szukam, podobnie jak Tuxedo fajnej dziewczyny. Takiej miłej, w miarę mądrej, żeby można z nią było także pogadać. No i z miłą buzią. Koniecznie. Za gruba być tez nie może, choć figura a’la Paris Hilton mi nie pasuje.

Zadanie trudne przed sobą postawiłem. Mówi się, że tyle kobiet jest na świecie. Ja  rym dokończę: tylko znaleźć nie mogę przecie.

Tak więc trudno mi było. Bardzo. A i kasy trochę popłynęło.

Bo to jest tak, że podryw to jak schemat. Dosiadasz się do takiej samotnej sztuki i musisz nawijać. Nawijka jest najważniejsza, na nią  możesz wszystko załatwić. Poza tym dla niektórych to jest jedyna broń. Trudno.

No więc dosiadasz się do dziewoi i uśmiechasz się pięknie. O ile za chwilę na twojej gębie nie wyląduje cios karate w wersji dla ubogich zwany siarczystym policzkiem, to jest dobrze. Oferujesz lasce browara/piccolo/Kubusia w zależności od tego, na jaką ci wygląda.

I gadasz. Czaisz laskę, bawicie się w swoim towarzystwie, jest dobrze, itd.

Tu wkracza możliwość kosza. Ale nie w tym konkretnym momencie. Odkąd tylko się dosiadasz, takowa możliwość istnieje. Jedno złe słowo i odpadasz jak w MTV. Nawet słowo niekoniecznie. W końcu możesz być po prostu brzydki. Trudno.

Cóż, takie wyjście też pasować nie może. Za duże ryzyko. Zmniejszamy jego stopień. Pomyślmy: najlepiej, żeby było ciemno, a dziewczyna w pogodnym nastroju. Jest takie miejsce, gdzie możesz kontynuować swoje polowanie. Dyskoteka!

Parę schematów już ci kiedyś opisałem. Wbijasz się i bansujesz, a jakby co, t parę AMów temu co nieco było na te tematy. Sprawdź to.

Ale ale, ryzyko nie znika wcale. Otóż okazać się może, że pomimo sukcesu w dniu imprezy, następnego możesz dostać kosza. Albo tego samego, jak się jej chłopak przyspawa. Albo kandydat mocniejszy od ciebie nie tylko w gębie. Albo ochroniarz, bo to jego dajka jest. W ogóle to wszystko cholernie ryzykowne.

Znowu trzeba zmniejszyć stopień.

Podbijasz do biblioteki. Albo na kółko zainteresowań fizyką stosowaną. Albo na kółko różańcowe. Nieważne. Ważne, żeby tam laski były odpowiednie. Otóż takie laski charakteryzują się tym, że są z natury bardziej łagodne i rozmiękczone. Nie patrzą tak bardzo na wygląd, choć i tak są jedną bandą hipokrytek, które skrycie marzą o księciu z bajki, a raczej greckich mitów, ucieleśnieniem ówczesnego ideału : piękny i mądry.

Cóż, znalazły ciebie. Tu też jest ryzyko kosza. Co prawda nie z powodu wyglądu, no chyba, że naprawdę kawał potwora z ciebie. Otóż może się okazać, że jesteś za głupi. Bywa. Nie znasz się na fizyce stosowanej, nie umiesz odmówić różańca. Dostajesz kosza. Cóż, tego nie chcesz.

Trzeba znów zmniejszyć stopień ryzyka.

Mam! Mam! Mam!

Rozwiązanie w sam raz. Idealne po prostu.

Podbijasz na czata, albo GG. Wchodzisz na kanał regionalny, albo wpisujesz w katalogu gjegje odpowiednie pierdoły. Teraz rozpoczynasz rozmowę bez żadnego napięcia. Jeżeli się nie klei, to ją przerywasz i rozpoczynasz następną. Full wypas! Szukasz w ten sposób miłości swojego zycia. Powodzenia.

Ale żeby nie było tak gejowsko, różowo i zajebiście to tu też są problemy. Otóż może się okazać, że rozmówca jest facetem, podstarzałym gejem po pięćdziesiątce. Albo jakimś głupim małolatem robiącym sobie wała z cudzych nadziei.

Mogą cię też o zdjęcie poprosić. Kosz dla potwora pewny. No chyba, że na drugiego potwora trafisz. Każda zmora znajdzie swego amatora, jak mówi polskie przysłowie. Nie pękaj.

Albo najtrudniejsze: ze swoją miłością się w Realu musisz spotkać. Co by się poznać, pościskać, poprzytulać. I tu twoja nie(śmiałość/zdarność/kompatybilność/moc) wyjdzie na jaw w trymiga. I po Ptokach. Znowu kosz.

 

Tak więc widzisz, czytelnik. Nie ma lekko. Musisz szukać, którąś z tych metod wykorzystując. Najlepiej wszystkie. Bo widzisz, nie ma tak, że jedna jest lepsza od drugiej. Wszystko do tego samego prowadzą. To coś jak obwodnice wokół miasta, które ci mają pomóc dotrzeć do tego samego punktu. W końcu do niego trafisz, więc się nie ociągaj. Każda z tych metod jest trudna, serio. Zależnie od ciebie mniej lub bardziej, ale liczy się efekt. Staraj się czytelnik i nie faworyzuj żadnej z nich.

 

                        ZoltaR

            ballinboy@o2.pl

            5639913

a.k.a JaCeN