(zawiera fragmenty poematu Twarz odnaleziona)
że pod
władztwem twym kędy dnie duszom się tracą
ten
który umiał skonać skonać nie miał za co
są w ojczyźnie rachunki krzywd – dzisiaj ją oddzielimy grubą kreską – wieczny
pakt o nieagresji będzie ważny przez następne dwanaście miesięcy – możemy
przysiąc na co chcecie nam i tak już na niczym nie zależy – i tak nikt nie
weźmie tego na serio – ale co tam najważniejsza jest ojczyzna niech tam – cała
przyjemność po naszej stronie – …tylko jednego wciąż się boję – byś nie
wypadła z mego serca
pokocham ją siłą woli – pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj a to
już prawie dwa lata – wtedy jej to niby w żartach obiecałem uśmiechnęła się
tylko – gdzieś głęboko czułem że nigdy nie zapomni tego uśmiechu – pokocham ją
siłą woli – przekonać ją będzie względnie łatwo gorzej z moją deklaracją
podległości – można ją przecież sztucznie zapłodnić i narodzi się miłość – może
hipnoza - sam w to gram i sam nabieram się na swoje aktorstwo potem sam siebie
oklaskuję – finita la commedia
kroplą deszczu namaluję cię – zanim się narodziłaś umarłaś – dawno – dla ludzi
byłaś nikim dla mnie spojrzeniem wstecz – chciałabyś mnie: dotknąć tętniącą
gwiazdą w piersi wszechświata ogarnąć jakby cieniem – krzyżują się spójrz w
okno polne ścieżyny tęcza tylko łabędzia nie ma jest brzemię łez krwi snów o
potędze brzemię rutyny – zostało kilka niegrzecznych myśli gestów za wszelką
cenę zagranych…wszystko za mało – za mało starałem się być – deszczu jakby
kropelką
hej weź się w garść i zacznij wszystko od nowa – powiedział jeden detektyw: jeśli odrzucimy to co
niemożliwe wtedy to co zostanie choćby nieprawdopodobne jest prawdą – trzeba
sprawdzić wszędzie nawet w najbardziej niedorzecznych miejscach diabli wiedzą
gdzie się schowała – moja małpa wie jak dokładnie ze mną jest
nic naprawdę nic nie pomoże jeśli ty… – wystraszeni łoskotem ostatniej z bram ukrywamy
się za ścianą ogni bengalskich – lęk metafizyczny przed transwestytą który
zarabia więcej niż cały parlament wpędza nas w alkoholizm i wrzody żołądka –
utuleni kocią muzyką w końcu zasypiamy z musztardówką w dłoni – uśmiech krainy
czarów wskazuje jedyną właściwą drogę – in manus tuas commendo spiritum meum
bo ja lubię budzić się jutro – jutro może to lepsze
przyjść – rozpoczyna się nowe
życie – nowe problemy nowe sytuacje – nowe wzloty i upadki nowe miłości –
starej miłości wyprawię pogrzeb – taki z lampionami i czarnymi chorągwiami – po
przedwojennym bruku sześciokonna bryka pociągnie nadpsuty zewłok – a w środku
kulawy grabarz pije wódkę ze śmiercią – toasty więzną w gardle – nigdzie tak
nie kochałem ludzi i kamieni i nigdzie mi nie było tak żal martwych ptaków