M G N I E N I E  4

(zawiera fragmenty poematu Twarz odnaleziona)

 

że pod władztwem twym kędy dnie duszom się tracą

ten który umiał skonać skonać nie miał za co

 

  1. Między nami nic nie było

 

są w ojczyźnie rachunki krzywd – dzisiaj ją oddzielimy grubą kreską – wieczny pakt o nieagresji będzie ważny przez następne dwanaście miesięcy – możemy przysiąc na co chcecie nam i tak już na niczym nie zależy – i tak nikt nie weźmie tego na serio – ale co tam najważniejsza jest ojczyzna niech tam – cała przyjemność po naszej stronie – …tylko jednego wciąż się boję – byś nie wypadła z mego serca

 

  1. Załóż się

 

pokocham ją siłą woli – pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj a to już prawie dwa lata – wtedy jej to niby w żartach obiecałem uśmiechnęła się tylko – gdzieś głęboko czułem że nigdy nie zapomni tego uśmiechu – pokocham ją siłą woli – przekonać ją będzie względnie łatwo gorzej z moją deklaracją podległości – można ją przecież sztucznie zapłodnić i narodzi się miłość – może hipnoza - sam w to gram i sam nabieram się na swoje aktorstwo potem sam siebie oklaskuję – finita la commedia

 

  1. Uwaga siekiera!

 

kroplą deszczu namaluję cię – zanim się narodziłaś umarłaś – dawno – dla ludzi byłaś nikim dla mnie spojrzeniem wstecz – chciałabyś mnie: dotknąć tętniącą gwiazdą w piersi wszechświata ogarnąć jakby cieniem – krzyżują się spójrz w okno polne ścieżyny tęcza tylko łabędzia nie ma jest brzemię łez krwi snów o potędze brzemię rutyny – zostało kilka niegrzecznych myśli gestów za wszelką cenę zagranych…wszystko za mało – za mało starałem się być – deszczu jakby kropelką


 

  1. Amused to death

 

przestrzeń była gwałcona przez wielkiego fallusa – powoli dochodzę do wniosku że na początku jednak była chuć – od tego czasu niewiele się zmieniło – każda kolejna kadencja przynosiła co prawda jakieś zmiany ale główna idea pozostała taka sama – wszystkie bez wyjątku nowe bóstwa powtarzały błędy poprzedników – najgorsze że to wszystko przeszło na nas porządnych obywateli – jacyś bliżej niezidentyfikowani bogowie zaczęli się pierdolić – tak powstał świat – wtedy jeszcze nie było prezerwatyw a szkoda – jakie to wszystko jest piękne (w porównaniu)

 

 

  1. Opowieść o cudownym zniknięciu ozdób choinkowych

 

hej weź się w garść i zacznij wszystko od nowa – powiedział jeden detektyw: jeśli odrzucimy to co niemożliwe wtedy to co zostanie choćby nieprawdopodobne jest prawdą – trzeba sprawdzić wszędzie nawet w najbardziej niedorzecznych miejscach diabli wiedzą gdzie się schowała – moja małpa wie jak dokładnie ze mną jest

 

  1. Złodzieje sztachet

 

nic naprawdę nic nie pomoże jeśli ty… – wystraszeni łoskotem ostatniej z bram ukrywamy się za ścianą ogni bengalskich – lęk metafizyczny przed transwestytą który zarabia więcej niż cały parlament wpędza nas w alkoholizm i wrzody żołądka – utuleni kocią muzyką w końcu zasypiamy z musztardówką w dłoni – uśmiech krainy czarów wskazuje jedyną właściwą drogę – in manus tuas commendo spiritum meum

 

  1. Zupełnie inna robota

 

bo ja lubię budzić się jutro – jutro może to lepsze przyjść – rozpoczyna się nowe życie – nowe problemy nowe sytuacje – nowe wzloty i upadki nowe miłości – starej miłości wyprawię pogrzeb – taki z lampionami i czarnymi chorągwiami – po przedwojennym bruku sześciokonna bryka pociągnie nadpsuty zewłok – a w środku kulawy grabarz pije wódkę ze śmiercią – toasty więzną w gardle – nigdzie tak nie kochałem ludzi i kamieni i nigdzie mi nie było tak żal martwych ptaków

 

Mark Kewlar

(wiecmsb@wp.pl)