| Another stupid text by Hołek... |
"What can I do to be happy?" |
|
|
Leżąc w łóżku kolejny raz próbuję zasnąć. Cierpię na bezsenność przedpółnocną. Nie potrafię zasnąć przed wybiciem przez zegar godziny zerowej. Więc przed północą, a właściwie koło dwudziestej drugiej położyłem się spać i wziąłem do łóżka nowe CD-Action. Przeczytałem parę recenzji. Prawdopodobnie ostatnią z nich była recenzja remake'a gry OutRun. Skończyłem czytać około dwudziestej trzeciej, gdy oczy same kleiły się w sposób podobny do reklamowanego kleju firmy Poxipol czy innego Pateksu. Więc mimowolnie, lecz z podziękowaniem za kolejny przeżyty dzień, zamykam oczy i zaczynam kolejne reflekse na temat mojego życia. Godzina 0:30. Czuję głod, ale nie mam siły wstać. Żeby mi się jeszcze chciało doczołgać do lodówki, ale gdzie tam. Nawet gdybym zaczął się czołgać, musiałbym się podnieść, bo klamka jest na wysokości, której z pozycji leżącej nikt nie dotknie, nie mówiąc już o pociągnięciu w dół w sposób nie wybudzający z błogiego snu całego bloku. Godzina 0:45. Przemagam w sobie ochotę na suchy chleb i kawałek szynki z lodówki. Zjadłem, więc wracam do łóżka. Hmm... To ja zostawiłem światło włączone? Gasze światło w moim pokoju i... Właśnie to zgaszenie światła pobudziło mnie do stworzenia tego tekstu. Dlaczego? Co niby jest dziwnego lub ekscytującego w tym, jak żarówka gaśnie? Nic, gdyby nie to, jak moje oczy na to zareagowały. Obraz z biało-żółtawego światła żarówki zaczął migotliwie i powoli zamieniać się w czarną przestrzeń. Od razu uświadomiłem sobie, gdzie ostatni raz widziałem takie zjawisko. Było to tego samego dnia, niee... to było wczoraj. Przecież jest już po północy. Takie coś ostatnio widziałem na ekranie swojego komputera. To zdarzenie żywcem przypominało synchronizację pionową mojego monitora. Wtedy coś we mnie tknęło. Albo za dużo siedzę przy kompie, albo żyję w czymś na wzór wirtualnego świata, albo zwyczajnie oszalałem. Trzecią możliwość od razu odrzuciłem, gdyż nie widziałem w pokoju żadnych drzwi bez klamek, a nawet miałem dostęp do (prawie) broni białej, zwanej przez kuchmistrzów sztućcami. Tak więc zostały mi dwie możliwości, nad którymi zacząłem rozważać już po położeniu się z powrotem w łóżku. Większość argumentów ukazała, że bardziej prawdopodobna jest pierwsza możliwość. Lecz w sumie to chciałem opisać tą drugą opcję, bo o tej pierwszej już nie raz ludzie się wypowiadali. O tej drugiej mogę powiedzieć tylko ja, bo tylko ja wiem, co czuje moje ciało i rozum (tak, wiem, jak brzmi wyrażenie uczuciowy rozum). Postępująca digitalizacja mojego świata wiąże się ztym, że zbyt długi okres czasu spędzam przy komputerze. Wszystko zaczęło się pare lat temu. Nie potrafię dokładnie określić momentu, w którym po raz pierwszy określiłem coś według kryteriów cyfrowości (komputerowe, mniej komputerowe, niemożliwe dla komputera, itp.). Jednak dzisiaj czuję, że staję się coraz bardziej bezduszną maszyną siedząc przed tym siedemnastocalowym ekranie produkującym obraz o rozdzielczości 1280x1024. Czasem to dobrze, czasem źle, że staję się tym, przed czym sam siebie chcę uchronić. Z jednej strony tracę poczucie piękna na rzecz racjonalnego myślenia i oceniania konsekwencji swoich czynów, z drugiej potrafię komuś pomagać godzinami bez skinięcia głową, że gość zawraca mi dupę. Pomagam od "niechcenia", lecz nie na "odwal się". Jestem kompletnie szurnięty, lecz ludziakom, wśród których żyję (ludziaki z kanału IRC Wikipedii ;)) wcale to nie przeszkadza. Właściwie, to jestem uważany za jednego z najmniej konfliktowych administratorów polskiej Wikipedii. I rzeczywiście parafraza maksymy "born to be mild" na mojej stronie użytkownika znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistych posunięciach w projekcie tejże internetowej encyklopedii. Co to ma do cyfracji mojego świata? Ano to, że teraz jestem uzależniony od Wikipedii (nazywamy to Wikipedioholizmem). W teście na Wikipedioholika zajmuję 4(sic!) miejsce. Nie widzę właściwiego świata poza Wikipedią. Ba! Nie widzę nawet, że istnieją jakieś inne strony poza Wikipedią, jej projektami siostrzanymi i kilkoma ulubionymi stronami. W domu próbuję załatwić dostęp do Internetu tylko po to, aby mieć całodobową możliwość sprawdzania zmian na Wikipedii. Dalej nie rozumiesz, co ma moje uzależnienie od Wikipedii do cyfracji mojego świata? Ano podpowiem ci: wikipedia to twór cyfrowy, nie istnieje (jeszcze) w formie zmaterializowanej typu papierowego (chodzi mi o polską edycję; niemiecka już dorobiła się wydania DVD [w sumie to jednak dalej forma cyfrowa]). Dalej jest tylko zbiorem zer i jedynek oraz impulsów elektromagnetycznych znajdujących swoje ujście w komputerach jej użytkowników. Wszystkie informacje sprawdzam w Wikipedii, a tych, które tam nie ma szybko dopisuje i chyba tylko to trzyma mnie przy papierowych publikacjach (które wtedy są źródłami artykułów na Wikipedii). Coraz częściej także porównuje świat rzeczywisty do tego, co widzę na ekranie monitora. Przykładem są między innymi różne filmy, które chciałbym zobaczyć w wersji komputerowej, która zwyczajnie pozwala na więcej, niż nawet najlepsi kaskaderzy występujący w tychże filmach. Widzę dcyfrowego Ojca chrzestnego, cyfrowego brudnego Harry'ego czy w końcu cyfrową Alyx Vance, która może i filmu własnego nie ma, ale jej występ w Half-Life'ie 2 naprawdę jest znakomity. Od trzech lat nie byłem na wakacjach. To też wzmaga we mnie poczucie alienacji i chęć "odpoczynku" w wirtualnej rzeczywistości. Coraz więcej wiem i coraz bardziej uświadamiam sobie, jak mało wiem. Cały mój świat staje się coraz bardziej usystematyzowany. Co dzień wykonuje te same czynności. Nie użalam się nad własnym losem. Wcale nie jest mi źle. Mam dostęp codziennie do Internetu (ograniczony godzinowo, ale zawsze), mam co jeść, mam rodzinę, dziwną mamę, jeszcze dziwniejszego siebie i swoje 6578 edycji w Wikipedii. Taak, mam dla kogo i dla czego żyć. Żyję, żeby tworzyć w Wikipedii, nie wiem, co by się stało, gdyby nagle jakiś wirus skasował całą zawartość serwerów fundacji Wikimedia i wszystkie kopie zapasowe na milionach komputerów na całym świecie (teoretycznie ta opcja istnieje tylko jako wielomiejscowy deszcz meteorytów, które niszczą każdy napotkany komputer z backupami Wikipedii, więc właściwie taka opcja jest możliwa w 1 przypadku na liczbę bliższą nieskończoności). Gdyby coś takiego stało się np. jutro, oznaczałoby to dla mnie koniec mojego zdigitalizowanego świata i albo zacząłbym żyć normalnie, albo dopiero wtedy bym porządnie zwariował, z czego osobiście optuję za tą drugą opcją, gdyż znam swoją osobę. Ba! Nie dość, że nie użalam się nad swoim losem, to jestem z niego szczęśliwy. Tak, mam po co żyć. Jedyne, czego mi brak, to jakichkolwiek wakacji... Właśnie one powodują, że chociaż na moment odrywam się od tego uporządkowanego zgiełku cyfrowości mojego umysłu. Mój świat jest bardziej cyfrowy niż się komukolwiek wydaje. Może to, co za chwilę napiszę wyda się wam naprawdę nienormalne, lecz ten, kto uważnie czytał moją stronę użytkownika w Wikipedii wie, że "ten użytkownik jest szurnięty". Cyfracja mojego świata polega jeszcze na tym, że gdy bardzo mi brakuje Internetu, mój umysł sam się potrafi połączyć z tą wielką siecią... Właściwie to przeżyłem szok, gdy we śnie połączyłem się z siecią IRC, a później proszę kumpla o logi z tej nocy... Shit... Jest tam mój nick i wszystko to, co pisałem myśląc... Dobra, to było dziwne... (Szczerze mówiąc, nikomu jeszcze o tym nie mówiłem, nie ze wstydu, tylko z powodu tego, że raczej zwykli zjadacze chleba nie zrozumią, ile umysł człowieka potrafi). Na razie zdarzyło mi się to raz w życiu i dopiero wtedy zacząłem poznawać potęgę umysłu człowieka. Umysł człowieka jest bardziej rozbudowany i potrafi o wiele więcej, niż sobie wyobrażamy. Właściwie to IMHO nasz umysł jest naszym światem. Żadna Ziemia, żadne miasto czy podwórko czy nawet rodzina. Wszystko dzieje się w naszym umyśle. Cyfracja mojego świata powstała i postępuje w moim umyśle. I razem z nim prawdopodobnie zniknie. Wtedy ludzie mi bliscy będą wspominać, jaki ze mnie był dziwny, lecz kreatywny człowiek(sic!). (A moja kreatywność polega na stosowaniu się do reguł, zastrzeżeń stworzonych przez mój cyfrowy świat...) Lecz do tamtego czasu, mój digitalizowany świat pozostanie jedynie w mojej głowie i nikt o nim nawet nie wspomni... |
||
|
Wypocił się nad tekstem: Michał Połtyn |
||
[co to znaczy?] [schowaj] To, że udostępniłem ten tekst na licencji Creative Commons oznacza, że możesz ten tekst dowolnie rozprowadzać (włącznie z użyciem komercyjnym) pod warunkiem, że podasz, kto jest autorem (wariant -BY). Dodatkowo możesz wybrać, której licencji chcesz użyć: czy polskiej CC-BY 2.0 Polska, czy CC-BY 2.5.
Więcej o Creative Commons w artykule w Wikipedii: Creative Commons. |
||
| X: Wolę X-Boksa od PlayStation, więc tak będę podpisywał swoje post scriptumy. X360: Podczas pisania słuchałem całego albumu (poraz n-ty) Splurge w wykonaniu Puffy AmiYumi (więcej w poprzednim arcie z nr 79). |
||