strona: 49        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Lekkoatletyka

Mistrzostwa Europy w Goeteborgu


W zakończonych w ostatnią niedzielę 19 ME w LA, bezapelacyjnie najlepszą okazała się ekipa Rosji. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyż akurat ekipa „Sbornej” to w tej chwili druga po USA lekkoatletyczna światowa potęga, ale przewaga jaką na tle innych krajów europejskich mają w tej dyscyplinie Rosjanie jest olbrzymia. Rosyjska ekipa zgarnęła niemal 1/3 wszystkich medali, bo aż 34, w tym 12 złotych. Polska w porównaniu do poprzednich ME w Monachium w 2002r, zrobiła niestety mały krok w... tył. Oko polskiego kibica razi przede wszystkim brak choćby jednego złotego krążka. W liczbie medali (siedem), nie jest już tak źle, choć wiele szans medalowych znowu zostało zaprzepaszczonych.

Do Goeteborga PZLA wysłał jedną z najliczniejszych w historii kadr na ME, bo liczącą aż 67 lekkoatletów. W składzie polskiej ekipy zabrakło jednak reprezentantów w niektórych dyscyplinach. Bolesny był na pewno brak choćby jednego skoczka wzwyż, ale ani Michał Bieniek, ani Aleksander Waleriańczyk, ani też weteran Grzegorz Sposób, nie zdołali uzyskać minimum PZLA przed ME, zazwyczaj kończąc skakanie na wysokości 2,20m. To zdecydowanie za mało, aby na imprezie takiej rangi zdołać choćby awansować do finału. Kolejną dużą stratą, z którą wiąże się na pewno brak niemal pewnego medalu w skoku o tyczce, była absencja brązowej medalistki z IO z Aten Anny Rogowskiej. Panią Annę zmogła w ostatniej chwili kontuzja i nie chciała ryzykować dużo poważniejszego urazu w trwającym przecież jeszcze sezonie. Do Szwecji nie poleciał też brązowy medalista ME z 2002r w biegu na 110m pp, Artur Kohutek, który także uległ kontuzji. Nieco dziwną decyzją PZLA, było też na pewno pozostawienie w domu, młodego, bardzo uzdolnionego chodziarza, mistrza Europy juniorów Beniamina Kucińskiego. Co prawda nie wypełnił on minimum krajowego związku, ale akurat w tej dyscyplinie czasy odgrywają drugorzędną rolę, a impreza taka jak ME obfituje w niespodzianki, co zresztą mogliśmy obserwować w Goeteborgu. Kto wie jak zaprezentowałby się młody, pozbawiony kompleksów Polak, na tle starych wyjadaczy?!

Dobrzy sprinterzy, klapa rzucających
Przed rozpoczęciem ME zaczęło się jak zwykle nerwowe obliczanie szans medalowych Polaków. Znowu „balonik” zaczął się niebezpiecznie napełniać. Fachowcy wyliczyli, że przy dobrym układzie mamy szanse nawet na 15-17 medali. Z czego powstaje taki hurraoptymizm?
| Szymon Ziółkowski zawiódł |
źródło: AFP
Ano z tego, że kilkoro naszych reprezentantów dobrze prezentuje się niemal przez cały sezon, startując w nienajmocniej obsadzonych mitingach, przesuwając się dzięki temu w górę europejskich tabel lekkoatletycznych, by na docelowej imprezie sezonu nagle stracić rezon. Mówię tutaj przede wszystkim o naszych reprezentantach w konkurencjach rzutowych. Honor obroniła Kamila Skolimowska, która jako pierwsza wywalczyła medal (brązowy) dla Polski na tych ME. Niestety styl w jakim to zrobiła też pozostawia dużo do życzenia, choć medalistów, podobno się nie sądzi. Nasza młociarka udaną miała tylko pierwszą próbę, w której uzyskała 72,58m, później spaliła cztery próby, i tylko szczęściu może tak naprawdę zawdzięczać miejsce na podium. Dużo lepiej od naszej reprezentantki rzucały Rosjanki. Mistrzynią Europy została aktualna rekordzistka świata, Rosjanka Tatiana Łysenko (76,67m). Srebrny medal wywalczyła była rekordzistka świata - Gulfija Chanafiejewa (74,50m).

Z kolei w męskim młocie liczyliśmy na udany występ Szymona Ziółkowskiego, który w tym sezonie przyzwyczaił nas do rzutów grubo ponad 80m. Znowu niepotrzebna próżność naszego zawodnika przed konkursem sprawiła, że w finale, wcale nie stojącym na rewelacyjnym poziomie Polak, podobnie jak Skolimowska tak naprawdę udanie rzucił tylko raz. W trzeciej serii posłał młot na odległość 78,97m, co dawało mu srebrny medal, ale dwie kolejne próby spalił i dał się zepchnąć z podium rywalom. W ostatniej próbie rzucił już zupełnie bez przekonania i ostatecznie zajął piąte miejsce. Zwyciężył Białorusin Iwan Tichon rezultatem 81,11m, Po "srebro" sięgnął Fin Olli-Pekka Karjalainen (80,84m), a "brąz" znalazł się w rękach drugiego Białorusina - Wadima Diewiatowskiego (80,76m).

W pchnięciu kulą w finałach mieliśmy zarówno: Tomasza Majewskiego, jak i Krystynę Zabawską - weterankę polskiej lekkoatletyki. Dla Majewskiego, który już od dawna narzeka na urazy, sam start w finale był już dużym sukcesem. Ostatecznie Polak zajął w nim ósme miejsce z wynikiem 19,85m. Wygrał trochę niespodziewanie Niemiec Ralf Bartels wynikiem 21,13m, a tylko dwa centymetry gorszy był od niego główny faworyt tej konkurencji Białorusin Michniewicz, brąz przypadł Duńczykowi Joachimowi Olsenowi, który tym razem od Białorusina rzucił także o dwa centymetry mniej. Wśród kobiet zupełnie nieudany start miała nasza Krystyna Zabawska, która nie zdołała awansować nawet do ścisłego finału, czyli do pierwszej „8”, zajmując 9 miejsce. Po zawodach zapłakana mówiła o zaprzepaszczonej szansie na dobrą lokatę w swoim ostatnim starcie na ME, podkreślała że na IO w Pekinie będzie chciała zakończyć swoją długoletnią karierę.

Od wielu lat na tych ME nie mieliśmy swojego reprezentanta w rzucie oszczepem, choć młody obiecujący Igor Janik wypełnił minimum PZLA, to musiał uznać wyższość kontuzji. W konkursie pań z dobrej strony chciała zaprezentować się już 30 letnia Barbara Madejczyk, która jednak rzucała bez przekonania, bez wiary, jakby od niechcenia. W najdalszej próbie uzyskała 59,92m, co dało jej zaledwie siódme miejsce. Zwyciężyła Niemka Steffi Nerius, uzyskując 65,82m, drugą lokatę zajęła Czeszka Barbara Spotakova (65,64m), a trzecią Hiszpanka Mercedes Chilla (61,98m).

Jedną z naszych medalowych konkurencji w Goeteborgu miał być dysk, zarówno w żeńskim, jak i w męskim wydaniu, bowiem przed ME z bardzo dobrej strony pokazywali się przede wszystkim: Wioletta Potępa, a także Piotr Małachowski, zajmujący miejsca w czubie tegorocznych światowych tabel, jak również Joanna Wiśniewska i Olgierd Stański.
| źródło: AFP |
W finałach wystartowało czworo naszych dyskoboli. W żeńskim finale najbliżej medalu, była właśnie Potępa, która w trzeciej próbie wspięła się nawet na trzecie miejsce, ale później została wyprzedzona jeszcze przez dwie rywalki. "Jestem zła tylko na siebie - mówiła zapłakana po konkursie Potępa. - To nie był mój dzień. Już podczas rozgrzewki czułam się niezbyt dobrze, a potem nie czułam swojego ciała. Jak dla mnie pogoda była idealna. Nie wiem, co spowodowało, że nie wykorzystałam tych warunków i dobrej formy, jaką mam w tegorocznym sezonie". Wiśniewska zaprezentowała się fatalnie zajmując dopiero 12 lokatę. Konkurs wygrała Rosjanka Daria Piszczalnikowa, srebro wywalczyła Niemka Franka Dietzsch, a brąz Rumunka Nicoleta Grasu.

Najmniej pretensji można mieć do postawy Piotra Małachowskiego, który w finale zaprezentował się naprawdę bardzo dobrze. W tym sezonie rzucał już ponad 66m, ale nawet gdyby na ME oddał taką próbę, to zająłby dopiero trzecie miejsce. Konkurs w Goeteborgu stał bowiem na niezwykle wysokim poziomie, o czym świadczą wyniki pierwszej trójki: Litwin Virgilius Alekna (68,67m), Estończycy: Kanter (68,03m) i Tammert (66,14m). Ostatecznie Polak z wynikiem 64,57m był szósty, a drugi z naszych reprezentantów Andrzej Krawczyk dziesiąty. Słabo zaprezentowali się świetni niegdyś, choć już przecież nie najmłodsi dyskobole niemieccy: Moelenbeck i przede wszystkim Lars Riedel- żywa legenda tej konkurencji. Riedel uplasował się nawet za naszym Małachowskim.

Słabą w przekroju całych mistrzostw postawę naszych specjalistów od rzutów, zrekompensowali nam biegacze. W Goeteborgu mieliśmy kilka miłych niespodzianek ze strony naszych zawodników, choć nie brakowało także spektakularnych wpadek.
| Skolimowska zdobyła brąz |
źródło: AFP
Już w pierwszym dniu zawodów objawieniem polskiej ekipy został młody sprinter Dariusz Kuć, który z debiutanta na ME, stał się podstawowym ogniwem polskiej wyrównanej przecież sztafety. Kuć jako jedyny z Polaków zdołał awansować do finału 100m, co ostatnio na imprezie tej rangi udało się Polakowi ponad 20 lat temu. Szóste miejsce w finale z czasem 10,21s przyjęto jako bardzo dobry prognostyk na przyszłość. Mistrzem Europy został Nigeryjczyk z portugalskim paszportem Francis Obikwelu, który przebiegł ten dystans w 9,99s. Wicemistrzem Europy został Rosjanin Andriej Jepiszin, zaś na najniższym stopniu podium stanął Słoweniec Matic Osovnikar. Obikwelu nie miał sobie równych także na dwukrotnie dłuższym dystansie.



Jakby tego było mało, to w finale 100m pań także mieliśmy swoją zawodniczkę. Daria Onyśko zupełnie niespodziewanie awansowała do czołowej „8” ME, zajmując w finale ostatnie miejsce, ale wyrównując swój rekord życiowy 11,41s. Zwyciężyła Belgijka Kim Gevaert, pozostałe medale w sprincie zdobyły Rosjanki: Jekaterina Grigoriewa i Irina Chabarowa. Na 200m ponownie zwyciężyła Gevaert, ale nas najbardziej interesował występ Moniki Bejnar. Polska sprinterka przygotowująca się głównie do sztafety 4x400m, swój występ w finale 200m potraktowała jednak bardzo serio i o mały włos nie zdobyłaby medalu. Zajęła w nim czwarte miejsce, a tak oceniła swój występ: "W gronie rywalek miałam piąty czas, a jestem czwarta, więc się bardzo cieszę. Ale absolutnie nie rezygnuję z 400 metrów. Aby odnosić sukcesy na tym dystansie, trzeba dobrze biegać 200 i dlatego w tym sezonie na tym się skupiłam. Natomiast w niedzielę pobiegnę 400 metrów w sztafecie" - powiedziała Bejnar.

Polską specjalnością są jednak najdłuższe sprinterskie dystanse czyli 400m i 400m pp. Na tym pierwszym dystansie od niepamiętnych czasów, mieliśmy w finale tak ważnej imprezy aż dwóch biegaczy. Przez eliminacje przeszli jak burza: Daniel Dąbrowski i Rafał Wieruszewski. W finale zacięty bój o pozycję medalową stoczył Dąbrowski, choć minimalnie uległ Francuzowi Lesliemu Djhone. Dąbrowski powiedział, że jest zadowolony z biegu, ale jednocześnie żal mu straconej szansy zdobycia medalu. Do brązowego dzieliło go 16 setnych sekundy. "Postawiłem wszystko va banque. Albo będzie medal, albo ostatnie miejsce. Na ostatniej prostej widziałem już medal. Teraz pozostaje mi tylko nadzieja, że wywalczę go z kolegami w sztafecie". Wieruszewski był siódmy, a tytuł mistrza Europy wywalczył Francuz Marc Raquil.

| Marek Plawgo - największy "szczęściarz"
w polskiej reprezentacji |


Świetny bieg i czwarte miejsce kolegi z reprezentacyjnej sztafety, wziął za dobrą monetę nasz świetny płotkarz Marek Plawgo. Po wielu perturbacjach zdrowotnych, kontuzjach i opuszczonych zawodach, wreszcie doczekał się on miejsca na podium ME. Plawgo uległ tylko w biegu finałowym na 400m pp Grekowi Periklisowi Iakovakisowi. Polak uzyskał czas 48,71, co jest jego najlepszym rezultatem w tym sezonie. Srebrny medal nasz zawodnik przyjął z nieukrywaną radością: „To co się stało było absolutną niespodzianką zarówno dla mnie jak i wszystkich dookoła. Po trzymiesięcznych przygotowaniach zdobyłem srebrny medal mistrzostw Europy. On leżał na ziemi, ale kandydatów było wielu. Za to, że ja się tutaj w ogóle znalazłem, bez minimum, dzięki przychylności Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, za eliminacje i finał mogę dziękować Bogu. Powinienem iść teraz do kościoła i trwać w wierze, żeby było tak dalej. To wielki cud - dodał Plawgo”. Czwartkowy finał był popisem waleczności i rozsądku polskiego płotkarza. Startował z szóstego toru, przed sobą miał mocnego Francuza Namana Keitę, za sobą faworyta z Grecji. Zaczął spokojnie, na ostatnią prostą wbiegł na piątym miejscu. Kiedy pozostali z trudem łapali oddech, on przyspieszył i kilkanaście sekund później miał już srebrny medal. Cieszył się jak nikt inny.

Bardziej niż na medal Plawgi w tej konkurencji, liczyliśmy na podium Anny Jesień, która chyba swoją najlepszą formę niestety zostawiła w tamtym roku na MŚ w Helsinkach. Polka w eliminacjach i półfinale spokojnie sobie poradziła, choć widać było, że biega nieco ociężale, nierówno, ciągle zmieniając rytm biegu. To nie mogło wróżyć niczego dobrego na finał. Dopiero szóste miejsce ze słabym czasem powyżej 55s, przyjęła podobnie jak i polscy kibice z rozczarowaniem: "Czuję bardzo duży niedosyt - mówiła zachrypniętym głosem. - Nie wiem jak się mam usprawiedliwiać. Uderzyłam w ósmy płotek, straciłam rytm i tego błędu nie dało się już naprawić. Przykro mi jest, bo wiem, że tyle osób liczyło na mnie. Miałam zdobyć medal i wszystko na to wskazywało". Ostatnią naszą szansą na kolejny medal w sprintach okazała się być płotkarka Aurelia Trywiańska. Piąte miejsce z niezłym czasem 12,90s przyjęła spokojnie, tym bardziej że powróciła na bieżnię po miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją.

Medalowe żniwo na końcu
W dwóch ostatnich dniach ME mieliśmy wreszcie swoje „pięć minut”. Najpierw Monika Pyrek zrobiła to co do niej należało. Pod nieobecność swojej największej konkurentki z reprezentacji Anny Rogowskiej, wywalczyła srebrny medal ME, przegrywając oczywiście tylko z Jeleną Isinbajewą, która skoczyła 4,80m, Polka o 15cm niżej. W finale dobrze zaprezentowały się nasze młode, dopiero wkraczające na wielkie areny tyczkarki: Róża Kasprzak była 8, a Joanna Piwowarska 12.

Najszybciej w tym roku biegająca na 3000m pp Wioletta Janowska w finale tej konkurencji nie wytrzymała jednak niesamowitego tempa narzuconego przez białoruską biegaczkę Alesię Turawą. Przez niemal cały dystans Polka starała się trzymać blisko Białorusinki, ale na ostatnim okrążeniu Turawa zaatakowała i zostawiła rywalki daleko z tyłu, a słabnąca Polka dała się jeszcze wyprzedzić Rosjance Tatianie Pietrowej. Janowska może się jednak cieszyć, gdyż ten brązowy medal to jej pierwszy krążek na tak poważnych zawodach.

Ostatnie konkurencje 19 ME czyli sztafety przyniosły naszej ekipie jeszcze trzy medale. Najpierw pasjonującą walkę z: Brytyjczykami i Francuzami stoczyli nasi stumetrowcy w składzie: Rogowski, Chyła, Jędrusiński, Kuć. Ten ostatni o 0,02s wyprzedził na ostatnich metrach Francuza Davida Alerte i mogliśmy cieszyć się ze srebrnego medalu. Najszybsi w tym biegu byli Brytyjczycy, którzy wyprzedzili nasza sztafetę o 0,14s. Sztafeta pań 4x400m w składzie: Prokopek, Sętowska, Bejnar, Jesień, także zdobyła medale, tym razem brązowe. Medal żeńskiej sztafety jest o tyle cenny, iż wywalczony w nieco eksperymentalnym składzie z Eweliną Sętowską - biegającą głównie dystans 800m, a także po wielu niepowodzeniach na imprezach mistrzowskich na otwartym stadionie. W ostatniej konkurencji mistrzostw, kropkę nad „i” postawili nasi czterystumetrowcy. Polacy, biegnący w składzie: Dąbrowski, Kędzia, Rysiukiewicz, Wieruszewski, zdobyli brązowe krążki. Mimo minimalnej przegranej z Francją i Wielką Brytanią, możemy być zadowoleni z postawy naszych zawodników, którzy niemal z każdej wielkiej imprezy przywożą medale. Dąbrowski i Wieruszewski to filary tej sztafety, wspierane przez najbardziej doświadczonego Piotra Rysiukiewicza. W razie konieczności w sztafecie może przecież także biegać Marek Plawgo. Ta konkurencja to jedna z naszych najpewniejszych nadziei na Pekin.

Brak gwiazdy
ME w Goeteborgu pokazały dobitnie w którym miejscu znajduje się teraz polska „królowa sportu”. 20 miejsce w klasyfikacji medalowej mogłoby wskazywać na naszą słabość, ale już piąte w klasyfikacji punktowej temu zaprzecza. Główną bolączką naszej rodzimej lekkoatletyki jest brak lidera, gwiazdy, zawodnika/czki, która pociągnełaby za sobą resztę ekipy. Przez lata taką osobą był Robert Korzeniowski, profesjonalista w każdym calu. Teraz mamy wprawdzie wielu niezłych lekkoatletów, jak: Plawgo, Pyrek, czy Janowska, ale czy są oni w stanie stać się w najbliższym czasie tak rozpoznawalni i popularni jak „Korzeń”? Na IO w Atenach, na ubiegłorocznych MŚ w Helsinkach i tegorocznych ME, nie udało się naszym lekkoatletom wywalczyć choćby jednego złotego medalu. Dobitnie to nas przekonuje o tym, jak wyrównuje się walka (za plecami Rosji) w tej dyscyplinie na starym kontynencie. Przed lekkoatletami pozostaje jeszcze jeden największy przystanek przed IO w Pekinie, a mianowicie przyszłoroczne MŚ w Osace. Jak zaprezentują się na niej Polacy, kto zdobędzie dla naszych barw medale i w jakich konkurencjach? Czas pokaże...

Klasyfikacja medalowa ME:

 1. Rosja 12 12 10
 2. Niemcy 4 4 2
 3. Białoruś 4 3 2
 4. Francja 4 1 3
 5. Hiszpania 3 3 5
 . . .      
 20. Polska 0 3 4


Klasyfikacja punktowa ME:
1. Rosja 354
2. Niemcy 153
3. Hiszpania 119
4. Wielka Brytania 113
5. Polska 99
6. Francja 98
7. Ukraina 90
8. Białoruś 88
9. Szwecja 71
10. Włochy 62

Nasi reprezentanci zgromadzili 21 punktów za trzy srebrne medale, 24 punkty za cztery brązowe krążki, 10 punktów za dwa czwarte miejsca, 20 punktów za pięć piątych lokat, 15 punktów za pięć szóstych pozycji, 6 punktów za trzy siódme miejsca i 3 punkty za trzy ósme.

Autor: Marek Mirek

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis treści | następna >>