|
Sporty motorowe
Asy Speedway'a: Greg Hancock
Hancock okiem fachowców...
Zabójca: Wielokrotny mistrz Stanów Zjednoczonych, Indywidualny Mistrz Świata z 1997r. Od lat jeździ w najwyższych klasach rozgrywkowych w Polsce, Anglii oraz Szwecji, gdzie niejednokrotnie wybierano go najlepszym zawodnikiem sezonu. Występy Hancocka pamiętam jeszcze z sezonu 1998, kiedy to reprezentował barwy Startu Gniezno. Zawsze świetnie dysponowany, rzadko zdarza mu się nie spełnić pokładanych w nim nadziei. Przynajmniej jeśli chodzi o występy klubowe...
Lill: Rzeczywiście, a w ostatnim czasie jego forma znacznie wzrosła i teraz obojętnie, gdzie jeździ, jeździ świetnie. To zaskakujące, bowiem pod koniec ubiegłego sezonu wielu "spisywało na straty" tego zawodnika. Tymczasem uczynił nam wielką niespodziankę - na chwilę obecną ma bardzo wysokie średnie we wszystkich ligach, w których jeździ, w klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix zajmuje drugą pozycję i z pewnością jest najmocniejszym punktem reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Zastanawiam się, czy jest to swoisty "wyskok" na krótko przed zakończeniem kariery (nie mówi się o tym oficjalnie, ale przecież wiadomo, że Hancock do najmłodszych nie należy), czy też ta dyspozycja utrzyma się przez dłuższy czas i Amerykanin jeszcze długo nie rozstanie się ze sportem żużlowym. Co Ty o tym sądzisz?
Zabójca: Co do średnich biegowych to te w wykonaniu Hancocka są po prostu imponujące. Greg już przed sezonem zapowiadał walkę na całego, gdyż marzył mu się powrót do formy z końca lat dziewięćdziesiątych, kiedy to brylował w GP. Co do wyskoku na koniec kariery to ja bym tego końca tak szybko nie prorokował. Wystarczy spojrzeć choćby na reprezentację USA, o której sile decydują sami wiekowi zawodnicy z 46-letnim Samem Ermolenko włącznie. Mnie się wydaje, że Hancock przeżywa taką drugą młodość - okres powtórnej fascynacji żużlem, która po tych wszystkich sukcesach gdzieś u niego zanikła. Z taką dyspozycją myślę, że stać go co najmniej na brązowy medal IMŚ, a i srebrny nie byłby zaskoczeniem.
Lill: To możliwe, tym bardziej, że najgroźniejsi rywale Grega do srebra IMŚ wydają się jakby słabsi, niż w początkowej części sezonu. Kto wie, może w przyszłym roku Amerykanin pokusi się nawet o drugi tytuł mistrzowski? Na chwilę obecną najbardziej ciekawi mnie postawa USA w Drużynowym Pucharze Świata. W półfinale w Malilli Greg pokazał, że jest znakomitym zawodnikiem - zdobył dwadzieścia punktów, raz jadąc jako Joker. Tylko w ostatnim starcie przegrał z Andreasem Jonssonem. Jednak żeby reprezentacja kraju liczyła się w DPŚ, wszyscy zawodnicy muszą jechać mniej więcej na równym poziomie - tymczasem u Amerykanów tego nie ma. W Malilli jechali praktycznie tylko Hancock i Hamill. Jak sądzisz, czy Amerykanie mją szansę przebrnąć przez baraż w Reading i po raz pierwszy od dłuższego czasu zaprezentować się w finale zawodów drużynowych?
Zabójca: Sznse zawsze są, ale w przypadku Amerykanów bardzo niewielkie, gdyż będą najsłabszą ekipą rywalizującą w owym barażu. W Reading zdecydowanymi faworytami będą Duńczycy, a zaraz za nimi gospodarze. W zespole USA jedynym pewnym punktem jest Hancock, od którego w tym przypadku zależy najmniej, gdyż kluczowa do osiągnięcia dobrego rezultatu będzie dyspozycja Hamilla i Ermolenki, którzy jednak lata świetności i młodości mają dawno za sobą, co widać choćby po tym, że żaden Ekstraligowy klub nie pokusił się w tym sezonie o zatrudnienie choćby jednego z tych panów. O wiele większe szanse Hancocka na sukces drużynowy upatruję w rozgrywkach ligowych...
Lill: Na przykład w zespole częstochowskim? Owszem, też sądzę, że Greg ma spore szanse na sukces w którejś z lig. Osobiście stawiałabym właśnie na polską Ekstraligę, bowiem Częstochowa to silny zespół, a oprócz Hancocka ma jeszcze dwóch liderów - Ułamka i Sullivana - choć oczywiście to Amerykanin wyraźnie wiedzie prym w zespole. Możliwe nawet, że drużynie spod Jasnej Góry uda się zdobyć Mistrzostwo Polski. Dla samego Amerykanina taka drużyna musi być miłą odmianą po Lotosie Gdańsk, który pomimo dość dobrego składu był po prostu słabym i mało profesjonalnym klubem...
Zabójca: Myślałem raczej o Elite League i zespole z Reading, który aktualnie przewodzi w tabeli. W polskiej Ekstralidze Hancock też ma jeszcze szanse na tytuł, jednak są one marne, gdyż prowadzący w tabeli WTS ma ogromną przewagę nad wiceliderem z Częstochowy. Co do poprzedniej "stacji" Grega zgadzam się w 100% - Gdańsk był mało profesjonalnym klubem, co potwierdziło jego bankructwo i degradacja do II ligi. A jakie wady widzisz u Hancocka? Bo przecież każdy mistrz takowe ma...
|
|
| GREG HANCOCK - METRYCZKA |
| data urodzenia: 03.06.1970r. |
| miejsce urodzenia: Kalifornia |
| obywatelstwo: amerykańskie |
| sukcesy: brązowy medalista IMŚ (1996, 2003); Indywidualny Mistrz Świata (1997); najlepszy zawodnik szwedzskiej Ekstraligi (1995, 1997, 2001, 2002); najlepszy zawodnik angielskiej Ekstraligi (1997) |
|
|
| Greg Hancock | |
Lill: Trudno powiedzieć. Jakichś "stałych wad" u niego nie widzę, jednak czasem po prostu nie umie pogodzić się z porażką. W tej chwili mogę przytoczyć sytuację z tegorocznego Grand Prix Europy, kiedy w piątym starcie Greg, próbując wyjść na czołową pozycję, podciął Bjarne Pedersena, powodując upadek Duńczyka. Został za to wykluczony. I wciąż mnie dziwi, czemu wtedy tak szarżował, skoro miał już zapewniony udział w półfinale (po czterech seriach zgromadził komplet 12 punktów). Zachował się trochę jak niedoświadczony młodzik, a przecież jest profesjonalistą. Innych sytuacji, które pokazują "ciemną stronę" Hancocka nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć.
Zabójca: Zgadzam się co do tego, że Hancock nie ma stałych (w sensie sportowym) wad, które ciągną się za nim przez całą karierę. Dla mnie jedyną jego wadą jest to, że mimo wielkich umiejętności ciągle pozostaje trochę w cieniu. Hancock jako obcokrajowiec w polskim klubie nigdy nie wzbudzał większych emocji, nawet jeśli przychodził do niego jako Mistrz Świata. Ta mała wada pozwala może jednak Hancockowi zachować wewnętrzny spokój i skupiać mu się na dobrej jeździe, a nie na spełnianiu zachcianek włodaży i kibiców.
Lill: Cóż, sądzę, że lepiej być - tak jak Hancock - sportowcem dobrym, choć zawsze w cieniu, niż pięciominutowym mistrzem, który zaraz potem jakby zapada się pod ziemię i nie jest w stanie już nigdy wrócić na szczyt. Sympatyczny Amerykanin to dobry i stabilny zawodnik, na którym zawsze można polegać. I oby takich zawodników było w świecie żużla jak najwięcej...
Zabójca: Tak, zgadzam się co do joty. Mam jednak nadzieję, że po zakończeniu kariery Greg zostanie należycie doceniony, i że będzie się o nim mówić jeszcze przez wiele lat, tak jak np. o Nielsenie, czy Rickardssonie. Bo choć Amerykanin nie był aż tak wielki jak ta dwójka to w historii speedway'a napisał wiele wspaniałych kart.
Autor: Lill
& Ziemowit Ochapski
Skomentuj
na forum >>
| |