|
Piłka nożna
Ale karuzela!
Trenerska zawierucha to przypadłość nie tylko klubów ligowych. Także nasza reprezentacja nie ma ostatnio szczęścia do trenerów. Ci dzielą się u nas na dwie grupy. Pierwsza to totalni ignoranci, bez krzty pomysłu, jakiejkolwiek wizji gry reprezentacji; ewentualnie średniacy wiedzący o swym fachu tyle, co zobaczyli w telewizji i przeczytali w książkach na kursie trenerskim. Drugą grupę stanowią trenerzy ze sporą wiedzą i umiejętnościami, potrafiący je przekuć na konkretne wyniki. Na szczęście to właśnie oni w większości mieli okazję prowadzić reprę. W ich przypadku sprawdza się jednak przysłowie, że upadek z wysokiego konia boli najbardziej...
Występy naszej jedenastki pod wodzą Janusza Wójcika pamiętam jak przez mgłę. W dodatku takie to były czasy, że o oglądnięciu sobie wyjazdowych meczy (wyjąwszy tradycyjny "hicior" Anglia-Polska) w paśmie otwartym można było sobie pomarzyć. Z urywków wspomnień wykuwa się jednak obraz reprezentacji złożonej głównie z zawodników rodzimej ligi. Czasy, kiedy połowę wyjściowego składu stanowili gracze Widzewa, raczej już nie wrócą. Obecnie Orange Ekstraklasa ma 1,5 (słownie: półtora) piłkarza klasy reprezentacyjnej, w osobach Łukasza Fabiańskiego i Radka Sobolewskiego (o ile ten akurat nie dostaje czerwonej kartki, dlatego "0,5"). Jednak kiedy trenerem był Wójcik, próżno było szukać naszych kopaczy w klubach nawet nie czołówki europejskiej, ale nawet wśród średniaków z co lepszych lig. Jakim trenerem był "Wójt"? Z perspektywy czasu wydaje się, że mimo wszystko słabym. Sukcesy odniesione z reprezentacją olimpijską nie przełożyły się na wyniki kadry seniorskiej. Po IO w Barcelonie pojawiały się głosy, że tylko "zmieniamy szyld i jedziemy dalej". Rzeczywistość okazała się brutalna - brak awansu do Mistrzostw Europy, w dodatku drużyna w najważniejszych meczach ustawiana bardzo defensywnie, często z sześcioma, siedmioma zawodnikami nastawionymi na obronę. Tak światowa czołówka nie gra, zmiana treneiro wydawała się posunięciem oczywistym.
Na Raasundzie nas skopali,
Wójcik odszedł - i co dalej?
Właśnie - co dalej? Na stanowisku selekcjonera znajduje zatrudnienie Jerzy Engel, twórca (wespół z Darkiem Wdowczykiem) sukcesu Polonii Warszawa, która zupełnie nieoczekiwanie zostaje mistrzem Polski. To robi wrażenie, ale czy równie dobrze pójdzie z reprezentacją? Na początku wydaje się, że jednak nie. Przegrywamy wysoko kilka pierwszych meczów, ale szybko okazuje się, że sparingi z silnymi zespołami się po prostu sprawdzają. Efekty widać już w spotkaniu wyjazdowym z Francją, które przegrywamy dopiero w ostatnich minutach po golu Zidane'a. Tworzy się zupełnie nowy zespół, złożony w większości z zawodników grających w ligach zagranicznych. Gwiazdami stają się Dudek, Świerczewski, Olisadebe. Po raz pierwszy w historii, na Stade de France, w naszym składzie grają bliźniacy - Marcin i Michał Żewłakowowie (nawiasem mówiąc teraz, po kilku latach, wydaje się to być jakimś proroctwem :)). W świetnym stylu wygrywamy eliminacje do Mistrzostw Świata i wtedy rozpędzona maszyna po prostu... staje. Przyczyn właściwie do dziś nie możemy być tak do końca pewni. Jedni upatrują ich w ogłoszeniu przez trenera końca selekcji na grubo przed finałami, drudzy w kłótniach o pieniądze i przykładaniu większej wagi do kręcenia reklamówek niż treningów. Niezależnie od przyczyn pojawił się także skutek naszego fatalnego występu na mundialu - trener Engel został zwolniony, a na jego miejsce zatrudniono Zbigniewa Bońka.
|
|
Engel odszedł, Boniek przyjdzie
Nic nam z tego już nie wyjdzie
Kariera Bońka - selekcjonera nie trwała długo. Pierwszym sprawdzianem był mecz towarzyski z Belgią, zremisowany 1-1. W eliminacjach wymęczyliśmy zwycięstwo z San Marino, ale już Łotwa okazała się dla nas zbyt silnym przeciwnikiem. Gra reprezentacji nie napawała optymizmem, coś trzeba było zmienić. Coś, albo kogoś - naturalnym rozwiązaniem wydawała się zmiana selekcjonera. Ten, nie czekając nawet na jakiekolwiek decyzje, wziął i się zdymisjonował. Dość marny koniec, ale ambicji byłemu reprezentantowi Polski nie można odmówić. Być może warsztatu, zmysłu taktycznego, daru przewidywania - ale na pewno nie ambicji.
Kto na teraz uratuje?
Strzeż się: Janas już poluje
Michał Listkiewicz kolejny raz udowodnił, że lubi iść pod prąd i zupełnie niespodziewanie zatrudnił Pawła Janasa. Opinia publiczna od dawna już oczekiwała, że pracę z kadrą podejmą wreszcie Franciszek Smuda lub Henryk Kasperczak. Tak oczywiste rozwiązania nie są widocznie w stylu prezesa PZPN, który nie zawahał się powierzyć reprezentacji trenerowi, który od dobrych kilku lat nie prowadził żadnego zespołu. O dziwo, wybór okazał się trafny - wprawdzie eliminacji już przebrnąć nie zdołaliśmy, chociaż można dyskutować, czy na pewno musieliśmy ponieść ze Szwecją dwie porażki nie podejmując walki. Całe odium winy spadło jednak na Bońka, naród brakujące punkty widział właśnie w porażce z Łotwą, a nie w szwedzkich potopach. W każdym bądź razie Janas pozostał na stanowisku i rozpoczął budowanie kadry na kolejne eliminacje, tym razem Mistrzostw Świata. Te udało nam się przebrnąc już drugi raz z rzędu - szefostwo PZPNu niemal piało z zachwytu, w tym momencie trenerowi zaczęło się wydawać, że jest drugim Kazimierzem Górskim. Niestety, nie był. Zaskakujące roszady w składzie tuż przed turniejem odbiły się na naszej grze i kolejny raz smak awansu zatarła gorycz porażki.
Kto nastepny, może Leo?
On Trynidad zrobił wielkim
I choć stawiam dziś na niego
Jutro może ponieść klęski
O nominacji dla trenera zagranicznego Listkiewicz przebąkiwał już od dawna, jednak dopiero tym razem jego słowa nie okazały się kolejną zagrywką pod publiczkę. Pracę z kadrą rozpoczyna właśnie Leo Beenhakker, który wprowadził malutki Trynidad i Tobago do MŚ. Fakt, że jego zespół nie strzelił na tej imprezie żadnej bramki, w niczym przecież nie umniejsza jego zasług... Zagraniczny trener już od początku nie ma łatwej drogi - jako asystentów podsuwa mu się naszą kadrę szkoleniową, nie zezwalając na sprowadzenie rodaków. Pierwsza powołana kadra też wydaje się być raczej zasługą owej "kadry szkoleniowej" niż selekcjonera. Szkoda, bo oczekiwałem większych zmian niż brak powołania dla Rasiaka. Czy Beenhakkerowi się uda? Na pewno będzie ciężko, za chwilę eliminacje, w których będziemy walczyć z bardzo silnymi rywalami. Nie widać młodzieży, która byłaby w stanie zastąpić podstarzałego już Bąka, nierównego Jopa czy "magicznego" Żurawskiego, który swoją magię zwykł roztaczać jedynie w szkockiej ekstraklasie. Szkoda tym bardziej, że ewentualne niepowodzenie da krytykom wariantu z zagranicznym trenerem bardzo mocny argument, którym na pewno się posłużą przy kolejnej nominacji. A bukmacherzy już mogą przyjmować zakłady, kto za dwa lata obejmie reprezentację.
Autor: Daniel Markiewicz
Skomentuj
na forum >>
| |