|
Piłka nożna
Zapowiedź sezonu 2006 w Premiership
W 13- letniej historii Premiership tylko Manchester United zdobył trzy razy pod rząd mistrzostwo Anglii (1999- 2001). Czy Chelsea Londyn pójdzie śladami Czerwonych Diabłów?
Postawione na wstępie pytanie oczywiście zalicza się do tych z gatunku retorycznych. Tylko kompletny idiota może pomyśleć, że menedżer The Blues, Jose Mourinho zadowoli się dotychczasowymi sukcesami i odpuści walkę o trzeci tytuł najlepszej drużyny Premiership. Zwłaszcza, że tym, który z MU dokonał tej niebywałej sztuki jest sir Alex Ferguson czyli jeden z "ulubionych" kolegów po fachu Portugalczyka. Poza tym nie po to już w maju sprowadzano na Stamford Brigde Michaela Ballacka i Andrija Szewczenkę, a w czerwcu uzupełniono skład o Hilaro, John Obi Mikela i Salomona Kalou.
Liga Mistrzów, Bóg i Mourinho
Jest jednak coś, co Frankowi Lampardowi i spółce może w sukcesie w tym sezonie przeszkodzić. To małe "ale" to Champions League, której wygranie jest wielkim marzeniem Romana Abramowicza, od kiedy ten objął stery w Chelsea. W ostatnich trzech sezonach 3-krotny mistrz Anglii dwa razy grał w półfinale (porażki z Monaco w sezonie 2003/2004 i Liverpoolem w sezonie 2004/2005) oraz w poprzednim sezonie w 1/8 finału. Mourinho ma fioła na punkcie tych rozgrywek, po tym jak już raz je wygrał. W tym samym sezonie co Chelsea odpadała z LM po dramatycznych bojach z ASM (w tym czasie z ławki tym zespołem kierował Claudio Ranieri), Jose wraz z FC Porto dzielnie kroczył do triumfu w Champions League.
|
| Czy Mourinho zdobędzie w tym roku z Chelsea Champions League? | |
W końcu się udało, a sukces uwieczniło 3-0 z drużyną Didiera Deschampsa na Arena Auf Schalke. Wtajemniczeni twierdzą, że jeśli Chelsea sztuka wygrania LM znów się nie uda, w kolejnym sezonie zespołem z ławki kierował będzie ktoś inny. Mourinho od swoich pierwszych dni w Londynie piłkarzom The Blues narzuca
wyznanie wiary w porządku malejącym: Lidze Mistrzów, Bogu i jemu. Dwa ostatnie postulaty
wyznania zostały spełnione, pozostał ten pierwszy - w teorii najtrudniejszy do zrealizowania. Były
spektakularne transfery, ale również nie obyło się bez ubytków. Największa strata Chelsea to niewątpliwie odejście Damiena Duffa, który wzmocnił Newcastle United. Odeszło również trzech napastników: niedoceniani Eidur Gudhjonsen i Hernan Crespo zasilili kolejno Barcelonę i Inter, zaś młody Carlton Cole przeniósł się do rywala zza miedzy czyli West Ham United. Pierwsze ostrzeżenie mistrz Anglii już otrzymał
- w minioną niedzielę, w meczu o Community Shield przegrał 1-2 z FC Liverpool.
A może ktoś inny
Chelsea bardzo ciężko będzie o pogodzenie gry na dwóch frontach, zresztą w ostatnich sezonach jest to wielka bolączką angielskich klubów (patrz FC Liverpool- sezon 2004/2005 i Arsenal Londyn- sezon 2005/2006). Jeśli The Blues faktycznie skupią się tylko na LM, wówczas przed resztą stawki otworzy się wspaniała szansa na detronizację ekipy Mourinho. Hasło "bij mistrza" szczególnie przyświeca poczynaniom Arsenalu, Liverpoolu i MU. Kanonierzy byli ostatnim zespołem, który wygrał ligę przed Chelsea. Kibice finalisty ostatniej edycji LM mają również nadzieję, że pierwszym, który również
przerwie jej dwuletnią hegemonię. Nowy stadion (The Emirates), pozostanie w klubie Thierry`ego Henry`ego, mimo ofert Barcy i Realu sięgających ponad 50 mln funtów i sprowadzenie z Borussi Dortmund, jednego z najlepszych środkowych pomocników świata
- Thomasa Rosickiego. Czegóż chcieć więcej? Mimo wszystko, aż tak różowo Arsene Wenger nie ma, bo chociaż może posiada najlepszą drugą linię świata (uważamy, że Kanonierzy mają troszeczkę lepszych pomocników niż Chelsea) i świetnego bramkarza- Jensa Lehmanna, który jest jak wino, im
starszy tym lepszy, ale już tak wspaniale nie prezentuje się sytuacja z atakiem i obroną. W napadzie jest właściwie tylko boski Henry, karierę zakończył Dennis Bergkamp, lada dzień do Realu przejdzie Jose Antonio Reyes, zaś Emmanuel Adebayor i Robin van Persie prześcigają się w...samolubstwie. Kupno drugiego klasowego napastnika wydaje się potrzebą chwili. Wiele mówiło się o sprowadzeniu króla strzelców MŚ i Bundesligi, Miroslava Klose bądź Davida Trezegueta ze zdegradowanego karnie do Serie B, Juventusu Turyn. Obu jednak w tej chwili znacznie dalej niż bliżej do Londynu. Kłopot to także obrona. Odszedł charyzmatyczny Sol Cambell, taka sama przyszłość czeka Ashley`a Cole`a, kontuzje leczą Abou Diaby, Philip Senderos i Geael Clichy, zaś jedyni zdrowi defensorzy to Kolo Toure, Pascal Cygan, Emmanuel Eboue i Lauren. Jose Mourinho wśród zespołów, które mogą w zdobyciu mistrzostwa przeszkodzić jego Chelsea to obok Arsenalu, także MU. Ciekawe co sprawiło, że Portugalczyk w tym jakże zacnym gronie napomknął o ekipie ostatniego
mistrza Anglii nie z Londynu? Póki co klub z Old Trafford zakupił za spore pieniądze
Michaela Carricka, który jednak i tak prawdopodobnie nie zagra w pierwszych meczach sezonu z powodu kontuzji i Tomasza Kuszczaka, który jednak póki co będzie dublerem Edvina van der
Saara.
|
|
Nici wyszły ze sprowadzenia Patricka Vieiry, Gennaro Gatusso, Adriano, Carlosa Teveza, Michaela Ballacka czy Juana Romana Riquelme. Teraz na celowniku MU znajduje się Marcos Senna z CF Villarreal. Wzmocnienia w ofensywie z pewnością nie powalają na kolana, zaś kibicom Red Devils pozostaje wiara w starych wyjadaczy, ostatnich graczy, którzy pamiętają wielki United z 1999 r., który w dramatycznych okolicznościach wygrywał na Camp Nou LM z Bayernem Monachium. Wielka odpowiedzialność będzie spoczywać na Garym Nevillu, Rayanie Giggsie, Ole Gunnarze Solskjarze i Paulu Scholesie. To będzie również sezon prawdy dla napastników, bo przecież klub opuścił Ruud van Nisterlooy, który jako jeden z 8 piłkarzy MU zdobył dla tego klubu aż 150 bramek! Liverpoolu w gronie faworytów do mistrzostwa Mourinho nie wymienił i nie ma się co temu dziwić. Wszak, w ostatnim czasie The Reds niemal na każdym polu (poza Premiership) okazywali się lepsi od The Blues. Chelsea najbardziej boli oczywiście porażka w półfinale LM dwa sezony wstecz i gol, którego nie było, autorstwa Luisa Garcii. Z pewnością olbrzymią zazdrość w portugalskim szkoleniowcu wzbudził fakt, że "jajogłowy" (jak Mourinho lubi nazywać Rafę Beniteza) wyrównał jego
osiągnięcie, zdobywając rok po roku Puchar UEFA i Puchar Mistrzów, tyle, że z dwoma innymi klubami. Ale patrząc
obiektywnie Mourinho w swoich wywodach dotyczących nowego sezonu nie ma racji, kierując się antypatiami. Liverpool z Fabio Aurelio na lewej obronie (pierwszy Canarinhos na Anfield, ponoć zagrywa prostopadłe piłki lepiej niż Xabi Alonso), Mark Gonzalez (wspaniały prawoskrzydłowy, kandydat na nową gwiazdę The Reds) czy Craig Bellamy (wspaniały strzelec, przy okazji mogący grać również w pomocy) to team, który może w tym sezonie naprawdę zwojować Premiership. A dla kibiców z The Kop sprawa mistrzostwa jest bardzo ważna, bo LFC ostatni raz wygrał ligę...16 lat temu!
Czeski film nie tylko o Barosu, i cała reszta
Mimo wszystko najciekawsze lato mieli kibice na Villa Park. I nie z tego powodu, że po spadku West Bromwich Albion i Birmingham City, Aston Villa to jedyny przedstawiciel Birmingham w Premiership, ale z powodu wybryków dwóch panów od których w klubie naprawdę wiele zależy. Najpierw smutki w alkoholu leczył Milan Baros, który nie dość, że zawiódł w swoim pierwszym sezonie w The Villans, to jeszcze nie popisał się w barwach reprezentacji Czech na MŚ. A potem już zaczęły się libacje, balety i potupanki. Szkoda, że w tym samym czasie, kiedy należało już poważnie myśleć o przygotowaniach do nowego sezonu i z...prezerwatywą we włosach. Zaszalał także prezydent AV, Dough Ellis, który przestał wydawać pieniądze na klub, co doprowadziło do ostrego konfliktu z piłkarzami. Najbardziej stracił na tym najmniej winny, czyli szkoleniowiec David O`Leary. Wydawało się, że to nie osoba szkoleniowca to główny problem lecz
skąpego prezesa. Tymczasem wolne miejsce na ławce AV zajął sam Martin O`Neil i nagle wszystko obróciło się o 360 stopni. Ci, którzy deklarowali chęć odejścia (Baros, Lee Hendrie, Gareth Barry) nagle zmienili zdanie i postanowili zostać w klubie. Ba, do zespołu zaczęli pukać piłkarze tej klasy, po których by się tego nie spodziewano czyli Thomas Gravesen i Owen Heargreaves. Spokorniał też Ellis, który postanowił sprzedać akcję klubu. I z tym były nie małe przeboje, ale ostatecznie klub, za ponad 60 mln funtów przejął Reny Lerner, zaś Villa z kandydata na spadkowicza przemieniła się w ekipę mogącą w Premiership naprawdę namieszać. Do tej grupy należy zaliczyć również Newcastle United (gdyby Sroki grał w całym sezonie, tak jak wiosną, na pewno graliby w LM), Everton (wspaniali napastnicy, sytuacja analogiczna jak w przypadku NUFC), FC Middlesbrough (jak zawsze) czy Manchester City (ileż razy można zawodzić). Na przeciwległym biegunie beniaminkowie. Jak wskazuje historia, zawsze 2/3 "nowych" w lidze angielskiej wracała tam skąd przybyła. Oj ciężkie zadanie czekać Reading FC (zwłaszcza jeśli odejdzie prezydent klubu, mający polskie korzenie John Madejski), Shieffield Utd. i Watford. Cicho o wzmocnieniach Fulham Londyn, po raz drugi cudem prześlizgnąć udało się FC Portmosuth, nie wiadomo również co z Wigan. Co by tu jednak nie pisać o faworytach do mistrzostwa czy spadkowiczach, nowy sezon Premiership zapowiada się bardzo pasjonująco.
|
| Nowy nabytek Man Utd. - Tomek Kuszczak | źródło: AFP |
Autor: Maciej Kańczak
Skomentuj
na forum >>
| |