|
Siatkówka
Liga Światowa: Polska - USA ("Spodek" odleciał!)
Zwycięstwami w katowickim "Spodku" reprezentacja polskich siatkarzy przedłużyła swoje szanse awansu do turnieju finałowego Ligi Światowej, który odbędzie się w Moskwie. Kibice, którzy przyszli kibicować naszej drużynie nie mogli narzekać na brak emocji: w sobotę, po piekielnie dramatycznym spotkaniu, podopieczni Raula Lozano pokonali Amerykanów 3:2, aby dzień później powtórzyć ten sukces, nie tracąc już przy tym seta!
Sobotnie spotkanie nie rozpoczęło się zbyt dobrze dla naszych siatkarzy. W pierwszym secie popełniali bardzo dużo niewymuszonych błędów, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że przeszli obok tej partii. Być może ze względu na fantastyczny doping polskich kibiców, który mógł ich w jakiś sposób "sparaliżować". Doskonale wiemy jakim narodem są Amerykanie. Oni lubią wielkie show, którego w swoim kraju przy okazji spotkań siatkarskich po prostu nie mogą zaznać. Siatkarze zza oceanu w pierwszej partii zagrali bardzo swobodnie, na luzie - popełniali również małą liczbę błędów, dzięki czemu trudniej było naszym siatkarzom zdobywać punkty. Dodatkowo podopieczni Raula Lozano mieli sporo problemu z zagrywką gości, która często odrzucała naszych od siatki. Dobrą partię rozegrali: David McKienzie, Priddy oraz Polster. Polacy przegrali pierwszego seta do 19.
Druga odsłona siatkarskiego widowiska była niestety bardzo podobna do pierwszej. Klucz tkwił w niewymuszonych błędach po stronie naszej reprezentacji.
|
| Wspaniały doping w Spodku | źródło: FIVB |
Szczególne pretensje można mieć do serwisów, które były raz że nie pewne, a dwa - łatwe w odbiorze. Mankamentem był również słabo grający polski blok. Zawodnicy nie umieli "wyczuć" ataków Amerykanów, przez co piłka zamiast w ręce blokujących trafiała najczęściej w parkiet katowickiego Spodka. Na dokładkę w końcówce tej partii na boisko wszedł Clayton Stanley, prawdziwa gwiazda amerykańskiej siatkówki. Odrzucił on polskich siatkarzy od siatki i dokonał "dzieła zniszczenia" w secie drugim. Polacy na przerwę schodzili przegrywając seta do 21, i mecz 0:2.
Trzeci set przyniósł na całe szczęście przebudzenie w polskim obozie (swoją drogą, najwyższa była na to pora). Wreszcie pewniej zaczął grać polski atak w osobach Mariusza Wlazłego i Sebastiana Świderskiego (szczególnie "Świder" popisywał się niesamowitymi i piekielnie widowiskowymi zbiciami). Kluczem do zwycięstwa w trzeciej partii była również pewna dekoncentracja w ekipie USA. Siatkarze zza oceanu myśleli chyba, że set trzeci wygra się sam, gdyż przystąpili do niego z trochę mniejszą determinacją, pozwalając na więcej polskim siatkarzom. Trzecia odsłona zakończyła się pewnym zwycięstwem Polaków 25:19!
Odsłonę czwartą można nazwać kolejnym krokiem w drodze po zwycięstwo. Wprawdzie walki było sporo, i zwyciestwo w czwartej partii nie było pewne, to jednak dało się zauważyć wzrastającą w tym meczu formę polskich siatkarzy. Z całą pewnością zeszło z nich już te napięcie spowodowane niesamowitą atmosferą w hali "Spodka", a może wszystko to było z góry przewidziane i ukartowane? ;-). Zaczął wreszcie funkcjonować nasz blok, natomiast coraz więcej nerwowości wkradało się w poczynania Amerykanów (kopniak Priddyego w krzesło, po pojedynczym bloku Zagumnego). W końcówce seta, przy stanie 24:20 dla Polski goście przebudzili się ponownie, doprowadzając do wyniku 24:23. Na szczęście Polacy skończyli setballa i wyrównali stan meczu!
Tie-breaki najczęściej są dramatyczne. U kibiców powodują jeszcze szybsze bicie serca, sprawiają również, że w hali nie ma chyba ani jednego kibica, który zamiast stać, siedziałby wygodnie na krześle przyglądając się poczynaniom na boisku. Tak też było i tym razem! Siatkarze Raula Lozano popisali się wielką determinacją doprowadzając do piątego seta. W nim pokazali również wielką wolę i chęć walki. Na początku nie wielką przewagę osiągneli Amerykanie, wychodząc na prowadzenie 10:7. Jednak Polacy (na całe szczęście) odrobili straty w ostatniej chwili doprowadzając do remisu 13:13. Przy stanie 14:14 z boiska musiał zejść Mariusz Wlazły, którego po jednym z ataków chwyciły skurcze w lewej nodze. Młodego siatkarza zastąpił weteran polskiej reprezentacji, a w dodatku kapitan zespołu - Piotrek Gruszka, który wywalczył przewagę, obijając Amerykański blok, po którym piłka wyleciała w aut. W następnej akcji Amerykanie pomylili się, kierując piłkę w aut, dzięki czemu blisko 10 tys. kibiców mogło cieszyć się ze zwycięstwa Polaków. Ogromna radość udzieliła się również siatkarzom, jak i również trenerowi naszej reprezentacji - Raulowi Lozano, który zaczął radośnie podskakiwać, okazując tym samym swoją radość ze zwycięstwa!
Siatkarzom należą się ogromne słowa pochwały za to, że potrafili wyciągnąć zwycięstwo przegrywając już 0:2. Tym samym jednak należy się im nagana za "przejście" obok dwóch pierwszych partii sobotniego meczu.
|
|
Polska - USA 3:2 (17:25, 21:25, 25:19, 25:23, 17:15)
Polska: Murek 14, Kadziewicz 5, Pliński 10, Wlazły 27, Zagumny 3, Świderski 19, Ignaczak (libero) oraz Gruszka, Żygadło, Szymański.
USA: Suxho 6, Priddy 14, Polster 15, Millar 10, McKienzie 11, Hoff 9, Lambourne (libero) oraz Stanley 11, Olree.
* * *
W niedzielę oglądaliśmy zupełnie inne spotkanie, w którym górą od początku do końca byli Polacy. W wyjściowej szóstce nie wystąpił Mariusz Wlazły, który w "sobotnim thrillerze" nabawił się kontuzji - lekko podkręcił kostkę. Za niego w niedzielnym meczu wystąpił grzegorz Szymański. Wydaje się, że porażka w pierwszym meczu spowodowała, iż Amerykanie przystąpili do rewanżu bez wiary w zwycięstwo. A może ich kiepska gra była spowodowana tym, że praktycznie nie mieli już szansy awansu do turnieju finałowego? W każdym razie goście zza oceanu popełnili w niedzielny wieczór bardzo dużo niewymuszonych błędów, ułatwiając tym samym grę Polaków!
Pierwszy set był wymianą ciosów z obu stron. Bardzo dobrze zagrywał Cleyton Stanley, jednak Polacy nie byli dłużni - odpowiadali równieź świetnymi serwisami Sebastiana Świderskiego, czy też sprytnymi Pawła Zagumnego. Spotkanie w tej partii było wyrównane mniej więcej do drugiej przerwy technicznej. Później kilka błędów popełnili Amerykanie, dzięki czemu prowadziliśmy już 23:20. Naszym siatkarzom udało się utrzymać bezpieczną, trzypunktową przewagę do końca seta, i wygrali go 25:22. Nie spisał się Grzesiek Szymański (zmiennik Wlazłego), który nie zdołał skończyć, ani jednej piłki.
Drugi set to jeszcze lepsza gra Polaków, a co za tym idzie - słabsza Amerykanów. Przede wszystkim w ekipie gości zawodził największy gwiazdor - Cleyton Stanley, który został zmieniony przez Dave'a McKienziego. Nie wiele lepiej niż w pierwszej partii grał Grzesiek Szymański. Po akcji, w której po raz kolejny został zablokowany przez amerykański blok, trener Lozano zdecydował się dokonać zmiany, i wpuścić na jego miejsce Piotra Gruszkę. Mimo, że nasz kapitan nie dostawał piłek na ścięcie - przewaga punktowa rosła. Na drugą przerwę techniczną schodziliśmy prowadząc do 10. Z każdą minutą było widać, że nasza reprezentacja gra co raz pewniej. Widzieli to chyba również sami Amerykanie, którzy zaczęli grać bardzo nerwowo, tracąc głupie piłki. Drugiego seta Polacy wygrali 25:19.
|
| Radość polskich siatkarzy po wygraniu pierwszego spotkania | źródło: FIVB |
Trzecia partia była chyba najbardziej wyrównana w całym meczu. Nasi przeciwnicy popełniali zdecydowanie mniej błędów, wysuwając się nawet kilka razy na prowadzenie. Za każdym razem jednak naszym siatkarzom udało się wyrównać stan seta, głównie za sprawą niezastąpionego Sebastiana Świderskiego. Na uwagę zasługuje również fakt lepszej gry Szymańskiego, który zdobył kilka ważnych piłek dla naszego zespołu. Walka punkt za punkt trwała prawie do końca seta, jednak dzięki serwisowi Szymańskiego odskoczyliśmy na dwa punkty, nie oddając tej przewagi do końca - wygrywając seta do 23, i mecz 3:0!
W niedzielnym spotkaniu Polacy zagrali przede wszystkim spokojniej i dojrzalej, dzięki czemu nie musieli męczyć się z lekko już podłamanymi Amerykanami. O tym czy awansujemy do FinalFour przekonamy się w ostatnim tygodniu rozgrywek LŚ. Nasza reprezentacja zagra w Poznaniu z Japonią. Warunkiem awansu do finału jest pokonanie dwukrotnie Japończyków, i nadzieja na to, że Serbowie przegrają chociaż jeden mecz z Amerykanami!
Polska - USA 3:0 (25:22, 25:19, 25:23)
Polska: Paweł Zagumny 2, Sebastian Świderski 16, Daniel Pliński 11, Łukasz Kadziewicz 5, Grzegorz Szymański 6, Dawid Murek 13, Krzysztof Ignaczak (L) oraz Piotr Gruszka. Trener: Raul Lozano.
USA: Donald Suxho 2, James Polster 9, Ryan Millar 6, Phillip Eatherton 6, William Priddy 6, Clayton Stanley 5, Richard Lambourne (L) oraz David McKienzie 5, Gabriel Gardener 5. Trener: Hugh McCutcheon.
Autor: Paweł Talbierz
Skomentuj
na forum >>
| |