strona: 09        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Siatkówka

Liga Światowa: Japonia - Polska (Motyle i ćmy)


Do Japonii jechaliśmy po dwa zwycięstwa, bo tylko one dawały nam jeszcze nadzieje na awans do finału Ligi światowej. Jechaliśmy też, jak nie omieszkał kilkakrotnie wspomnieć komentator, po "małe punkciki". Szkoda tylko, że zamiast o nie, bardziej musieliśmy się martwić o wygrane w poszczególnych setach, a wreszcie w całym spotkaniu.

Miłe początki
W składzie Polaków zabrakło kontuzjowanego na treningu Daniela Plińskiego, którego zastąpił Wojciech Grzyb, a za Dawida Murka do składu wskoczył Michał Winiarski. Już na początku spotkania przekonaliśmy się, że Japończycy to drużyna świetnie zorganizowana, w dodatku bardzo sprawna fizycznie. Nasi przeciwnicy zaskoczyli nas dużą ruchliwością,, szybkim rozegraniem piłki i skutecznymi atakami. Pierwsza przerwa techniczna i już było 8-5 dla rywali. Po niej obraz gry nie zmienia się, gospodarzom pomaga nawet sędzia - piłka odbiła się od parkietu po ich stronie, a mimo to gra była kontynuowana. Szybko robi się 10-5 i trener Lozano prosi o czas. Reprymenda przynosi efekty i szybko zdobywamy trzy punkty z rzędu, dla odmiany przerwa na życzenie trenera Japończyków. Dalej walczymy już punkt za punkt, fatalnie w tej części gry serwuje Mariusz Wlazły. Na drugą przerwę techniczną schodzimy przy stanie 16-15. Po przerwie wychodzimy na prowadzenie 19-17, a na zagrywkę za Wojciecha Grzyba wchodzi Grzegorz Szymański i zdobywa punkt - 20-17. Chwilę później kolejny mocny serwis i po złym odbiorze Japończyków robi się 21-17. Ostatecznie po ataku Sebastiana Świderskiego wygrywamy 25-19.

W II secie Mariusz Wlazły wreszcie wstrzelił się w boisko, niestety Japończycy wykazują się dobrym przyjęciem i nie pozwalają nam na objęcie prowadzenia. Do pierwszej przerwy technicznej drużyny zdobywają punkty naprzemiennie, na tablicy wynik 8-7. Po przerwie nasi rywale zdobywają 2 punkty z rzędu i robi się 10-7, na szczęście potem powtarzamy ich wyczyn, niwelując przewagę do jednego punktu. Przy stanie 12-10 Raul Lozano prosi o przerwę, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nasz trener nie jest mistrzem w dostrzeganiu odpowiednich momentów do wzięcia czasu. Kiedy schodzimy na drugą przerwę techniczną, Japończycy nadal prowadzą dwoma punktami. W jej trakcie komentujący spotkanie Piotr Dębowski stwierdza, że Polakom potrzebna jest metamorfoza. Nic podobnego się oczywiście nie wydarzyło, nasi rywale powiększyli jeszcze przewagę do trzech punktów. Jej rozmiary zmniejszyliśmy za sprawą Michała Winiarskiego, który zaatakował z bardzo trudnej pozycji i trafił w boisko. W odpowiedzi jeden z Japończyków zdobył punkt w sytuacji nie tyle trudnej, co wręcz nieprawdopodobnej. Przy stanie 20-17 Lozano po raz drugi wziął czas, co tym razem pomogło naszej drużynie. W końcówce partii wreszcie skuteczny był Wlazły, niestety przestał funkcjonować nasz blok, a liczyć na błędy gospodarzy nie mogliśmy. W końcu, po świetnej zagrywce Wlazłego, zmniejszyliśmy stratę do jednego punktu, o przerwę poprosił trener rywali. Po niej nadal nie potrafimy postawić dobrego bloku, ale za to świetnie bronimy kolejne ataki, a Sebastian Świderski doprowadza do remisu. Po trzeciej dobrej zagrywce naszych Japończycy zdobyli wprawdzie punkt, ale przy stanie 24-23 Świderski ponownie pokazał klasę, atakując w trudnej sytuacji. Niestety po chwili zepsuł serwis i piłkę setową dostali rywale. Ale przyjmujemy ich zagrywkę, jednak skutecznie atakuje Michał Winiarski, a w kolejnej akcji Mariusz Wlazły - 26-25 dla Polaków! Łukasz Kadziewicz serwuje mocno - Japończycy się bronią i zdobywają punkt. Za moment odpowiadają równie silną zagrywką, ale po złym rozegraniu Wlazły kapitalnie kiwa japoński blok. Na serwis wchodzi Grzegorz Szymański, ale tym razem nie udaje mu się zdobyć punktu - po 27. Chwilę później Świderski atakuje w aut i piłkę setową ponownie mają przeciwnicy. Po naszej stronie złe przyjęcie, szczęśliwie znów Mariusz Wlazły atakuje skutecznie, asa serwisowego dorzuca jeszcze Michał Winiarski i robi się 29-28 dla Polaków. Gramy wreszcie blokiem i Świderski kończy tego seta - 30-28 i prowadzimy już 2-0!

Horror w Funabashi  
Na III partię meczu wyszliśmy zdekoncentrowani i Japończycy objęli prowadzenie 4-1. Widząc, co się dzieje Raul Lozano poprosił o czas. Po chwili jest już 5-1, a na przerwę techniczną schodzimy przegrywając aż 3-8. Dwie akcje później jest już 3-10, za Michała Winiarskiego wchodzi Dawid Murek. Wreszcie atomowy atak Sebastiana Świderskiego daje nam czwarty punkt. Przy wyniku 5-13 nasz trener prosi o kolejną przerwę.
| Japończycy w akcji |
źródło: FIVB
Niestety psującego piłkę za piłką Wojciecha Grzyba nie ma, kto zmienić, trudno też oczekiwać, że zaraz po wejściu kilka punktów z rzędu zdobędzie Dawid Murek. Kiedy już, już wydaje się, że zaczynamy grać lepiej, Koshikame przełamuje nasz potrójny blok - 14-7 dla Japonii. Po chwili dobry serwis Wlazłego i rywal atakuje z trudnej piłki w aut. Na przerwę techniczną schodzimy przegrywając 10-16. Komentator daje kolejny popis elokwencji, stwierdzając, iż jest niewesoło, ale trzeba wierzyć i mieć nadzieję. Gra Polaków sugeruje jednak, że owej nadziei potrzeba by naprawdę sporo, może nawet więcej, niż redaktor Dębowski jest sobie w stanie wyobrazić. Szkoda tylko, że nie ma jej ani grama w naszych zawodnikach. Po przerwie próbujemy dochodzić rywali, ale ci utrzymują bezpieczną przewagę. Doprowadzamy jeszcze do stanu 20-23, ale wtedy trener Japończyków prosi o czas i ostatecznie po fatalnej grze przegrywamy seta do 21.

W partii czwartej zaczynamy od straty kilku punktów i przy stanie 0-4 zawodników prosi do siebie Raul Lozano. Po przerwie robi się 0-5, na boisku pojawia się Grzegorz Szymański, a zagrywkę wreszcie psuje jeden z naszych rywali. Tak oto dopiero po błędzie przeciwnika zdobywamy pierwszy punkt w tym secie. Na przerwę techniczną schodzimy przegrywając 3-8, powtarza się, zatem scenariusz z setów I i III. Kilkupunktowa przewaga Japończyków utrzymuje się do kolejnej przerwy (16-11). Minutę później jest już 18-11, o czas prosi trener Lozano. Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, w końcowej części seta gramy jeszcze gorzej, na rozegranie wchodzi Łukasz Żygadło. Tę partię wygrywają, rzecz jasna, Japończycy, a my zdobywamy zaledwie 18 punktów.

Przed tie-break'iem stało się jasne, że nie możemy już sobie pozwolić na stratę kilku punktów na samym początku. Zawodnicy również musieli widzieć, że jeśli przeciwnik odskoczy, na pogoń może już nie być czasu. Mimo to kolejny raz rozpoczynamy fatalnie, tracąc pierwsze trzy punkty. Impas przełamuje Sebastian Świderski, następnie szansę na punkt ma Szymański, zostaje jednak zablokowany. Po chwili serwis naszego zawodnika ląduje na aucie i o czas prosi Lozano. Nasi się budzą - zdobywamy kolejno trzy punkty i wracamy do gry, przerwa na żądanie przeciwnika. Tuż po niej Saito punktuje, następnie swoją zagrywką umożliwia to samo koledze z zespołu. Doprowadzamy jednak do remisu stawiając potrójny blok. 7-7 i zabawa zaczyna się od początku. I, tak jak to w tym meczu bywało, tracimy kolejno dwa punkty, nasz trener prosi o czas, już drugi w tym secie. Punkt wreszcie zdobywa Grzyb, następnie sędzia popełnia błąd (podwójne odbicie u rywali) i zamiast doprowadzić do remisu znów tracimy dwa oczka do Japończyków. Kadziewicz ostro tłumaczy coś sędziemu, nerwy wkradają się do obu drużyn. Co się jednak odwlecze... Kilka minut później mamy upragniony remis, po 11. Końcówka seta iście dramatyczna - bronimy trzy kolejne piłki meczowe, głównie dzięki błędom przeciwnika. Wreszcie, po dwóch serwisach Mariusza Wlazłego, udaje nam się wyjść na prowadzenie. Przy stanie 17-16 dla Polaków trener rywali prosi o czas. Szybko tracimy dwa punkty z rzędu - dramat trwa dalej. Doprowadzamy do remisu 18-18, kiedy po serwisie Grzyba fatalnie myli się w odbiorze jeden z rywali.



W kolejnej akcji nasz blok jest rozrzucony i ponownie mamy remis - po 19. Przeprowadzamy piękny atak i kolejny raz świetnie kończy Sebastian Świderski. Zagrywkę psuje Szymański, na tablicy widnieje remis (20-20). Gospodarze odwdzięczają się błędem, w następnej akcji stawiamy w końcu dobry blok i Japończycy już tego nie podbijają - wygrywamy 22-20! Dramat nie zamienia się w tragedię, ale na pewno daje do myślenia tak naszym zawodnikom, jak i całemu sztabowi szkoleniowemu.

Podsumowując to spotkanie trzeba powiedzieć, że nasi zagrali wyjątkowo nierówno. Były momenty dobrej gry, zwłaszcza w końcówkach pierwszych dwóch setów. Ale przez większość spotkania polscy siatkarze zachowywali się jak zdezorientowane ćmy - niby obserwowali sytuację na boisku, ale nie można powiedzieć, żeby w niej specjalnie uczestniczyli. Pozytywnie zaskoczyli Japończycy, którzy (fakt, że do spółki z sędziami) momentami doprowadzali naszych do furii. Posługując się tytułem jednego z filmów, spotkanie można podsumować "szybcy i wściekli". Po jednej stronie siatki stanęli, bowiem zwinni i zaangażowani w mecz Japończycy, po drugiej zaś ospali (aklimatyzacja?) i zdenerwowani Polacy. Zwycięzców się ponoć nie ocenia, o naszej wygranej można jednak powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że była zasłużona.

Japonia - Polska 2:3 (19:25, 28:30, 25:21, 25:18, 20:22)

Japonia: Saito, Chiba, Yamamura, Abe, Ishijima, Koshikawa, Tsumagari (libero) oraz Yamamoto, Tomonaga, Onoue, Suzuki.

Polska: Zagumny, Świderski, Winiarski, Grzyb, Kadziewicz, Wlazły, Ignaczak (libero) oraz Szymański, Murek, Żygadło.

* * * 

Odrobiona lekcja
Po sobotnim dreszczowcu, jaki sprawili polskim kibicom siatkówki podopieczni trenera Lozano, w drugim pojedynku z graczami z kraju „kwitnącej wiśni” dość łatwo sobie poradzili, wygrywając w trzech setach, choć znowu nie ustrzegli się błędów, przede wszystkim w pierwszym secie.

Emocji ciąg dalszy Drugi mecz Polski i Japonii w Funabashi rozpoczął się tak, jak skończył pierwszy, czyli nerwowo i dramatycznie. Polscy siatkarze w pierwszym secie znów sprawiali wrażenie lekko zdezorientowanych i po kilku mocnych zagrywkach przeciwnika przegrywali już 4:1. Kilka punktów zdobytych blokiem dało biało-czerwonym prowadzenie 10:8, choć tę stratę nasi rywale szybko zniwelowali, głównie za sprawą bardzo słabego przyjęcia w naszej ekipie. Przy stanie 20:17 dla Japonii na zagrywkę wszedł niezawodny Grzegorz Szymański, który wyprowadził nasz zespół na jednopunktowe prowadzenie. Jeden punkt przewagi Polaków utrzymywał się przez dłuższy czas, gra na przewagi toczyła się w nieskończoność i momentami nawet to Japończycy byli bliżsi wygranej (prowadzili 29:28). W samej końcówce dobrze grał Mariusz Wlazły, a set skończył się wynikiem 35:33 dla nas po ataku w siatkę Ishijimy.

Na szczęście w drugiej odsłonie meczu nerwowych chwil mieliśmy już nieco mniej. Popis gry w tej części spotkania urządzili sobie Wlazły i Świderski, którzy bezpardonowo obijali blok rywali, ale jeszcze częściej ich ataki kończyły się mocnymi „gwoździami” po stronie rywala. Końcówka seta wcale nie należała do spokojnych, ale na nasze szczęście Japończycy popełniali proste błędy w kontratakach.
| Polacy wywieźli z Japonii komplet pkt |
Przy stanie 23:20 na zagrywkę wszedł Grzegorz Szymański i dzięki niemu jeszcze trochę powiększyliśmy naszą przewagę i drugi set także padł łupem Polaków. Wygraliśmy go 25:21. W trzecim i jak się okazało ostatnim secie tego meczu biało-czerwoni kontrolowali sytuację od początku do końca. Japończycy popełnili w tej partii wiele niewymuszonych błędów, sprawiając wrażenie pogodzonych z porażką. W przekroju całego seta najlepiej funkcjonował polski blok, niezłe piłki rozgrywał także Zagumny. Przy stanie 19:12 dla Polski do dramatycznego zrywu poderwali się jeszcze podopieczni trenera Tatsuy Uety, niesamowicie zachowując się w obronie, ale większość ich ataków po takich akcjach kończyło się na szczelnym polskim bloku. Ostatnie piłki przyniosły jeszcze kilka punktów Japonii, ale przy trzecim setbolu Sebastian Świderski zakończył mecz. Trzecią partię wygraliśmy 25:17 i cały mecz 3:0. Po czwartym weekendzie LŚ w naszej grupie trzy zespoły mają nadal szanse na awans do finałowego turnieju w Moskwie. Serbia, USA i Polska zgromadziły na swoim koncie po 13 punktów. Szansę na wygranie grupy i awans straciła już drużyna Japonii. Serbowie, Polacy i Amerykanie wygrali po pięć spotkań, a po trzy przegrali. Ciekawie przedstawia się statystyka tych meczy. Biało-czerwoni wszystkie trzy spotkania przegrali z zespołem Serbii, drużyna Stanów Zjednoczonych dwukrotnie uległa naszej reprezentacji, a raz Serbom. Ci ostatni przegrali po jednym meczu z Polakami, Amerykanami i co ciekawe, dość niespodziewanie na początku rozgrywek grupowych z Japończykami. Walka o awans będzie się toczyć zapewne do ostatniego weekendu w fazie interkontynentalnej. Cztery ostatnie spotkania Polacy rozegrają przed własną publicznością, najpierw w Katowicach zmierzą się z ekipą USA, a później w Poznaniu z Japonią.

Powiedzieli po meczu
"Zespół zagrał na dobrym poziomie - powiedział po spotkaniu mistrz olimpijski i świata Ryszard Bosek. - Najważniejsze, że praktycznie przez cały czas kontrolował przebieg wydarzeń na boisku. W listopadzie w mistrzostwach świata zagramy z Japonią w jednej grupie i dwie wygrane w Funabashi na pewno wzmocnią psychicznie nasz zespół."

„W tym momencie myślimy tylko o Lidze Światowej i awansie do jej finału. O Mistrzostwach Świata pomyślimy w listopadzie” - powiedział po drugim spotkaniu z Japończykami najlepszy zawodnik dwumeczu, Sebastian Świderski.

„Dzięki zwycięstwu USA nad Serbią znów wszystko jest w naszych rękach. Zagraliśmy znacznie lepiej niż wczoraj, zwłaszcza w bloku i w zagrywce .Wciąż mamy szansę awansu do turnieju finałowego” - powiedział po drugim meczu z Japonią Raul Lozano. Trener wspomniał także o obchodzonej rocznicy tragedii w Hiroshimie.

„Kluczowy był pierwszy set. Mieliśmy w nim wszystko zwłaszcza w ostatnich jego momentach. Myślę, że między zespołami Polski i Japonii nie ma dużej różnicy. Nie będzie jej też, kiedy spotkamy się na mistrzostwach świata już wkrótce. Nauczyliśmy się, jak grać z Polską. Po meczu powiedziałem zawodnikom, żeby nie oglądali się wstecz i z całych sił postarali się wygrać z Polakami w listopadzie” - stwierdził szkoleniowiec Japończyków, Tatsuya Ueta.

źródło:wp.pl


Japonia - Polska 0:3 (33:35, 21:25, 17:25)

Japonia: Tomonaga, Saito, Chiba, Yamamura, Ishijima, Koshikawa, Tsumagari (libero) oraz Onoue, Naohiro, Yamamaoto, Suzuki.

Polska: Zagumny, Grzyb, Kadziewicz, Winiarski, Świderski, Wlazły, Ignaczak (libero) oraz Gruszka, Murek, Szymański.


Autor: Daniel Markiewicz
Marek Mirek

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis trePci | następna >>