strona: 06        
<< poprzednia | spis treści | następna >>


Siatkówka

Liga Światowa: USA - Polska (Dublet w krainie Mormonów)


Zmagania w tegorocznej edycji LŚ nasi siatkarze rozpoczęli od dalekiej wyprawy za ocean. Mecze z Amerykanami w mieście zimowych Igrzysk Olimpijskich z 2002 r.- Salt Lake City, miały pokazać słuszność wyboru zawodników przez trenera Lozano. Biało-czerwoni uskrzydleni pierwszym w historii zwycięstwem w memoriale H. Wagnera, rozegranym w połowie lipca, chcieli równie dobrze zaprezentować się w pojedynkach z piątą w rankingu FIVB ekipą „kowboi”. Amerykanie, którzy do rozgrywek LŚ powrócili po czteroletniej przerwie, swojego ponownego debiutu nie mogą zaliczyć do udanych. Polacy wygrali bowiem oba spotkania, w każdym prezentując się dużo lepiej od rywali.

Nasi siatkarze znowu nie mieli szczęścia w losowaniu grup tegorocznej edycji LŚ. Trafili bowiem na trudnych rywali: Serbów-naszych odwiecznych rywali, z którymi zawsze grało nam się niezwykle ciężko, a pojedynki kończyły się przeważnie horrorami w końcówkach, USA-czwartą drużynę IO w Atenach, solidną, poukładaną ekipą, której bardzo zależy na pokazaniu się w tych elitarnych rozgrywkach, tym bardziej że powracają do niej po kilkuletniej absencji, wreszcie Japonię-uważaną za jednego z outsiderów całych tegorocznych rozgrywek, ale na pewno nie docenianą, może nie grającą olśniewającej siatkówki, nie posiadającej gwiazd światowego formatu, ale na pewno groźną, szczególnie na swoim terenie o czym przekonali się już Serbowie, przegrywając z nimi 3:0.

Udany początek
Pierwszy set pierwszego meczu z Amerykanami, nasi siatkarze potraktowali rozpoznawczo. Niemal przez całą partię minimalną przewagę utrzymywali gracze USA, którzy imponowali szczególnie grą w obronie, dochodząc do piłek niemal już straconych. Ofiarna gra podopiecznych nowozelandzkiego trenera Hugha McCutcheona opłaciła się i Amerykanie wygrali tego seta 25:22. W drugiej odsłonie meczu przebudzili się wreszcie polscy gracze, którzy od stanu 5:4 nie oddali prowadzenia aż do końca tego seta. Polacy zaimponowali ciekawymi wariantami w ataku, Paweł Zagumny starał się rozgrywać piłkę także przez środek, co przyniosło nam sporo punktów. Polski rozgrywający w kilku sytuacjach wykorzystał także swoje ogromne doświadczenie i parę razy udanie „kiwał” amerykański blok. Biało- czerwoni prowadzili już 20:14, ale wtedy kilka znakomitych akcji Claytona Stanleya sprawiło, że "Jankesi" zaczęli odrabiać straty. Gorąco zrobiło się, kiedy doprowadzili do stanu 19:20, ale wówczas o czas poprosił Lozano. Chwilę później ładną „kiwką” popisał się Paweł Zagumny, a partię tę zakończył atakiem ze środka dobrze tego dnia dysponowany Daniel Pliński.

Trzeci set to niemal kopia poprzedniej partii, polscy siatkarze znowu zaczęli od mocnego uderzenia, niemiłosiernie punktując rywala, na drugą przerwę techniczną schodząc przy stanie 16:9. Kiedy przy stanie 20:13 dla Polski wydawało się że wygrany set jest tylko kwestią czasu, w szeregi naszych graczy znowu wkradła się niepotrzebna nerwowość. Liczna polonia amerykańska, która fantastycznie dopingowała podopiecznych trenera Lozano w hali United Center w Salt Lake City, była świadkiem dramatycznej końcówki. „Kowboje” zdołali wyciągnąć stan seta na 22:23, ale to podziałało na Polaków mobilizująco, zdołali dwa razy skutecznie zblokować atak rywali i wygrali tę partię do 23.

| W ekipie gospodarzy zawiódł Stanley |



Czwarta partia meczu była zdecydowanie najbardziej wyrównana, a to głównie za sprawą Brooka Billingsa, zawodnika Wkręt-Metu Domex AZS Częstochowa. Atakujący USA, na co dzień grający w polskiej lidze, zastąpił w swojej drużynie słabo spisującego się w przekroju całego spotkania Claytona Stanleya. Amerykanie szansę na wygranie tego seta ponownie zaprzepaścili w końcówce. Najpierw Zagumny wykorzystał błąd rywali przy siatce, a chwilę później przy ataku Dawida Murka, jeden z graczy USA dotknął siatki. Ostatnią akcję skutecznie sfinalizował Łukasz Kadziewicz uderzając mocno po bloku ze środka. Polacy wygrali to spotkanie 1:3.

USA - Polska 1:3 (25:22, 23:25, 23:25, 23:25)

USA: Suxho, Priddy, Polster, Millar, Hoff, Stanley, Lambourne (libero) oraz Billings, Gardner.
Polska: Zagumny, Murek, Świderski, Pliński, Kadziewicz, Wlazły, Ignaczak (libero) oraz Szymański.


Powtórka z rozrywki
Drugi pojedynek Polaków z Amerykanami, ponownie zgromadził na trybunach dużą grupę poloni amerykańskiej, która żywiołowo dopingowała biało-czerwonych. Mecz podobnie jak piątkowe spotkanie był zacięty, choć nasi zawodnicy ani na chwilę nie stracili kontroli nad grą. Słabszy dzień w naszym zespole miał tym razem Mariusz Wlazły, który szybko, bo już przy stanie 13:8 dla „jankesów” w pierwszej partii ustąpił miejsca na boisku Grzegorzowi Szymańskiemu. Ten manewr trenera Lozano przyniósł efekt, Polacy odrobili kilka punktów i na przerwę techniczną schodzili przegrywając 16:13. Po przerwie nasi siatkarze poszli za ciosem i wyrównali stan seta, a w końcówce po raz kolejny nerwowo nie wytrzymali Amerykanie, popełniając dwa proste błędy wręcz podarowali nam tego seta. Drugi set znakomicie rozpoczęli Polacy, którzy objęli prowadzenie 3:0. "Biało-czerwoni" zaczęli grać szybciej, a przede wszystkim skutecznie w ataku. A że, podobnie jak w pierwszej partii, wyśmienicie funkcjonował blok, Polacy zeszli na przerwę techniczną prowadząc 8:3.
| Daniel Pliński w akcji |
źródło: FIVB
Po powrocie na parkiet nasi reprezentanci nie mieli problemów z utrzymaniem przewagi. Z każdą minutą coraz lepiej grał Szymański, który zdobywał punkty skutecznymi atakami. Polacy poprawili także serwis oraz obronę w polu, czego efekty widać było gołym okiem. Przewaga Polaków rosła i przy zejściu na drugą przerwę techniczną w tym secie wynosiła aż 9 punktów (16:7). Na szczęście nie powtórzyła się sytuacja z piątkowego spotkania i Polacy w tym secie dobili zdezorientowanych gospodarzy, wygrywając do 13. Kolejną odsłonę meczu „kowboje” rozpoczęli z dwoma graczami rezerwowymi: Gabrielem Gardnerem i Phillipem Eathertonem z Wkręt-Met Domex AZS Częstochowa. Eatherton podobnie jak w pierwszym meczu Billings, wniósł sporo ożywienia do gry Amerykanów. Polacy mimo, że prowadzili już 12:8, nie potrafili utrzymać tej przewagi do końca. Przełomem w tym secie okazała się druga przerwa techniczna, świetnie w tym fragmencie meczu grał William Priddy, po którego akcjach Amerykanie objęli prowadzenie 20:17. Bloki Stanleya i udany atak Eathertona wyprowadziły Amerykanów na pięciopunktowe prowadzenie (23:18). Gospodarze nie zmarnowali szansy i wygrali trzecią partię do 20. Czwarta partia tego meczu, okazała się być ostatnią. Oba zespoły wyraźnie „siadły” z zagrywką, w szeregi obu ekip wdarło się już zmęczenie, co było widać na parkiecie. Biało-czerwoni utrzymywali jednak bezpieczną przewagę 3-4 punktów i nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa w tym secie, jak i w całym meczu.

USA - Polska 1:3 (24:26, 13:25, 25:20, 22:25)

USA: Suxho, Priddy, Polster, Millar, Stanley, Hoff, Lambourne (libero) oraz Billings, Gardner, Eatherton i Olree.

Polska: Zagumny, Murek, Pliński, Wlazły, Świderski, Kadziewicz, Ignaczak (libero) oraz Szymański, Winiarski i Grzyb.


Autor: Marek Mirek

Skomentuj na forum >>



Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie tekstów czy grafiki jest zabronione!
Copyright: @-SPORT - 2006 - magazyn sportowy.

<< poprzednia | spis trePci | następna >>