|
:: Domokrążny wiersz
Pewnego razu i nie raz
w fotelu swoim facet siedział.
Miał facet wszystko: spokój, czas,
miał wodę i kawałek chleba.
Czy czegoś więcej mógłby chcieć?
A skąd! On nic nie potrzebował!
Ba, on w ogóle nie chciał chcieć!
Czas mu wystarczał, chleb i woda.
I cieszył facet się za trzech,
i wiódł swój żywot bardzo prosty.
Aż wreszcie - Bóg tak chciał czy pech -
zburzony jego spokój został:
do drzwi zadzwonił nie wiem kto,
a facet poszedł drzwi otworzyć.
I to był pierwszy jego błąd -
otworzyć akwizytorowi.
- Dzień dobry! Coś dla pana mam.
Niech tylko pan obejrzeć raczy.
Ten towar się sprzedaje sam.
Tak, proszę pana, nie inaczej!
Najwyższa jakość! Majstersztyk!
Spod złotej ręki wielkich mistrzów.
Ostatni, panie, mody krzyk,
w promocji, w cenie tysiąc trzystu...
Popełnił facet drugi błąd,
nie przerywając nie wiem komu.
Nie wiedział - no bo niby skąd -
że zło chce dostać się do domu.
...najlepszy produkt, jaki mam.
Jeśli pan chce, to ja pokażę!
Zaraz ulotkę panu dam,
pan się zapozna, ja rozstawię...
Niepewność dostrzegł nie wiem kto
w oczach klienta, więc dorzucił:
Pan chciałby wiedzieć jeszcze coś?
Czy może ktoś by mógł polecić?
Renomę, panie, produkt ma!
Już wiele osób go używa.
Żona, teściowa, nawet ja!
Proszę, niech mi pan nie przerywa.
...syn razem z córką, ciotka, wuj -
i każdy jest zadowolony!
To co pan powie?
- Idź pan w chuj.
I zamknął drzwi, zadowolony.
22 VII 2006
- Metis
Z forum Periodyku Poetyckiego:
Uśmiechnięty akwizytor-
gdy już znalazł się za drzwiami-
rzekł, nim zaszedł do sąsiadki:
"Jutro wrócę tu z kumplami." ;)
- pszczóła
BALLADA STRICTE MONETARNA
To było gdzieś przed pierwszą.
Ja jadłem bułkę z dżemem,
gdy przyszedł facet z teczką
i jej wyposażeniem.
Patrzę na delikwenta,
co do mnie wpadł z wizytą:
wzrok smutny, gęba mętna...
Poznałem: akwizytor!
Wpuściłem. Stanął smętnie
i oparł się o ścianę,
po czem pogmerał w teczce
i zaczął sprzedawanie.
Chciał wcisnąć mi żyletkę,
nóż fiński, ruską szpadę,
brzytwę i hak na wędkę
za setek pięć z okładem.
Bym kupić miał ochotę,
chciał zagrać mi hymn brzytwą,
lecz się rozpędził trochę
i się wykrwawił brzydko.
Uprzątnąłem go prędko:
pod główkę dałem ręcznik,
otarłem krew chusteczką
i wziąłem się do teczki.
A w teczce był z Chin haszysz,
laptop, klucz od Toyoty,
bilet na letnie wczasy
i sześć tysięcy złotych.
* * *
I już jest sprawą jasną,
i już, Panowie, wiecie,
czemu się z taką pasją
wciąż pisze o żylecie.
Z takich praktyk się śmieję!
Zwalczam takie ladaco!
(I mam, psia mać, nadzieję,
że za to mi zapłacą.)
[V 2005]
- UnionJack
|