Przejdź do spisu treści...

Czarna Krew

ROZDZIAŁ 1

Tristan stał na dachu świata. spoglądał w tę czarną otchłań ludzkich problemów, radości i nienawiści. I w końcu zobaczył siebie. Takiego jakim był, nie takiego jakim wmawiano mu przez całe życie, ani tego którym miał się stać. Swoje zalety, wszystkie wady i swoje pochodzenie. Kiedy to ujrzał obudził się ze snu, w który wprowadziła go młoda szamanka.
Popatrzył na nią zamglonym wzrokiem:
- Czy to możliwe? Myślałem ,że Mordyci to legenda, przeszłość. A może tylko bajka.
- Nie oszukuj się- odpowiedziała- w twoich żyłach płynie czarna krew.
- Czy to znaczy.....
Szamanka szybko mu przerwała.
- nie powinieneś o tym mówić. Wyjedź z miasta. Już niedługo nie opanujesz tego wołania.
I miała racje. Już od dawna czul kłucie w sercu, coś co pulsowało mu we krwi i wołało z daleka, ciągnąc go w nieznany świat. Musiał ich odnaleźć, tych do których należał.
- Twoje dziedzictwo wiąże się jeszcze z jedna rzeczą - ciągnęła dziewczyna- jesteś jeszcze młody ale i ciebie woła dar Mordytów.
Jedni nazywali to darem, inni przekleństwem a każdy na swój sposób miał racje.

*

Przez miasto przechodziła burza. Wiatr zrywał okiennice z pobliskich domów. Przez taką ulewę przyszło biec Rattelowi. Na szczęście znał każdy zakamarek Danwood,, wraz z ukrytymi przejściami.
Biegł dość szybko, spowalniał go tylko miecz przykuty do jego paska. Wracał z lekcji posługiwania się właśnie tym orężem, a po drodze miał wstąpić jeszcze do swojego przyjaciela Tristana.
Znali się od dziecka, a właściwie od kiedy Tristan pojawił się w mieście. Ludzie często mówili, że jest inny, ale Rattel zawsze stawał w jego obronie.
Burza trochę ucichła, więc zwolnił kroku. Deszcz tak zmoczył jego blond czuprynę, że długa grzywka przykleiła się mu do twarzy. Na oślep dotarł do drzwi murowanego domu i zapukał.
Nastała głucha cisza. Wyjął kluczyk ukryty w ceramicznym żółwiu, ale drzwi były otwarte. Wszedł do środka, w holu nikogo nie było. Usłyszał dźwięki piosenki R.E.M. brzęczącej w starym jamniku. Tristan zawsze był z niego dumny bo bardzo trudno było zdobyć taki sprzęt.
Zobaczył swojego kolegę krzątającego się po pokoju. Tristan był od niego dużo wyższy, a także od większości tutejszych przeciętniaków.
- Co robisz? -spytał Rattel
Tristan szybko się odwrócił wyglądał na przyłapanego na straszliwej zbrodni. Odgarnął czarne, długie włosy z twarzy, ale nie odpowiedział.
- Byłeś u niej- kontynuował Rattel- no, co ci powiedziała szamanka?
Spojrzał na niego przeszywającym wzrokiem.
- Wierzysz w bajki?
- Nie, to bzdury.
- No to pomyślisz, że oszalałem, ale ona powiedział, że jestem Mordytą.
- Chyba była nieźle naćpana- skomentował Rattel i skwitował wypowiedź szerokim uśmiechem.
- Ale ja jej wierze. Wiesz, że zawsze czułem się inny. I musze Ich odnaleźć.
Nadal pakował rzeczy, po czym wstał i skierował się do drzwi.
- Ja odchodzę, żegnaj. Musze bo już dłużej tu nie wytrzymam- odwrócił się- Wiesz.... możesz wziąć jamnika.
Rattel stał jak wmurowany. Przez chwilę nie był w stanie odezwać się nawet słowem (bynajmniej nie był to szok wywołany dostaniem jamnika) Kiedy wreszcie się otrząsnął, podbiegł do Tristana.
- Czekaj wariacie! Idę z tobą. A kiedy się otrząśniesz z tych z tych bzdur, odprowadzę cię do domu.
Tristan się nie odezwał. Razem wyszli.

*

Na zewnątrz burza ucichła, wiatr ustał a przez chmury przebijały się promienie słońca. W powietrzu unosił się jedynie zapach deszczu.
Tristan i Rattel szli jedną z ciasnych uliczek, a mokre kamienie stukały pod ich naciskiem.
Przyjaciele nie odzywali się, każdy był zatopiony w swoich myślach.
Tristan szedł posłusznie za Rattelem. Wiedział, że tamten lepiej zna miasto. On, mimo, że mieszkał tu prawie od zawsze, po kilku minutach tracił orientacje. Zupełnie inaczej było na otwartych przestrzeniach i w lesie. Tristan potrafił odnaleźć drogę z każdego miejsca, sam naprawdę nie wiedział jak to robił. Dziką przyrodę traktował jak drugi dom.
- ty naprawdę w to wierzysz?- spytał Rattel.
- Tak.
- I na razie nie zmienisz zdania?
- Wydaje mi się, że nigdy go nie zmienię.
Rattel spojrzał na rozwidlenie ulic.
- Pójdziemy w tę stronę.

*

Przed bramą miasta słychać było szum drzew. Tristan znów poczuł pulsowanie w żyłach.
Opanowało go silne uczucie niepokoju. "Za każdym razem czuje to coraz silniej, Niedługo tego nie opanuje."
- Czekajcie! -usłyszał za sobą.
Odwrócili się z Rattelem w tym samym momencie, a ich oczom ukazała się młoda dziewczyna.
- Idę z wami!
Miała krótko obcięte włosy, koszulkę z napisem FUCK! I niebieskie dżinsy. Do których starannie przypięła kuszę.
Dopiero po chwili rozpoznali w niej szamankę. Tristan zdał sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie widział jej w świetle dziennym. Nie była piękna, a nawet ładna ale bardzo zjawiskowa.
- Nie ma mowy- zaprotestował Rattel.
- Moim zdaniem powinna z nami iść.

*

Zapadał już zmrok, a oni nadal szli. Rattel wyszedł na prowadzenie, szukając miejsca na obozowisko., a Tristan postanowił porozmawiać z szamanką.
- Dlaczego opuszczasz Danwood?
- Wydaje mi się, że już niedługo zacznie się tam istne "polowanie na czarownice"- uśmiechnęła się- już teraz ten głupi tłumek krzywo na mnie patrzy.
- Znam ten ból.
Po chwili zatrzymał się i spytał.
- Szamanko..
- Na imię mam Jun.
- Pomożesz mi?
- Tak.

ROZDZIAŁ 2

Cały dzień wędrowali. Tristan ich prowadził, choć tak naprawdę sam nie wiedział dokąd zmierza. Tu czuł się lepiej, nieskrępowany budowlami i przepisami. Tylko często czuł kłucie w sercu i szmery w głowie. Zioła które dała mu Jun pomagały.

*

Rattel i szamanka siedzieli przy ognisku.
- Wiesz że to przez ciebie odeszliśmy, nagadałaś mu tych bzdur.
- On sam to zobaczył, ja mu tylko pomogłam.
Dziewczyna wrzuciła niebieski proszek do ogniska, a wysoki snop ognia buchnął nad ich głowami.
- On by już długo tam nie wytrzymał, odszedł by bez celu. A teraz go ma.- kontynuowała.
- A może chciałaś mieć eskortę do podróżowania.
- Uwierz mi, że sama mam więcej siły niż wy dwaj - przeszyła go ostrym spojrzeniem-A może boisz się, że w końcu uwierzysz?
- Ja nie wierz ę w bajki.
Płomień ogniska znów wystrzelił do góry.

*

Tristan leżał pod drzewem. Z daleka widział ognisko. Wolał na chwile zostać sam. Zastanawiał się nad swoim przeznaczeniem. W nieokreślony sposób wiedział co go czeka.
Krew w jego żyłach zaczęła pulsować. Otworzył butelkę która leżała obok niego. Już nawet zioła przestały mu pomagać. Ognisko wybuchło deszczem iskier, a on zasnął.

ROZDZIAŁ 3

Tristan nie liczył od ilu dni już maszerują. Nawet to wydawało mu się bez sensu. Rattel natomiast odliczał skrupulatnie każdy dzień. Widząc jak jego przyjaciel coraz bardziej popada w swoje szaleństwo(bo myślał, że to obłęd)i on coraz bardziej się martwił.

*

Była ciemna noc. Tristan obudził się z twardego snu. Nie pamiętał co mu się śniło, czuł wszechogarniającą go pustkę. Znów się zaczęło, żyły pulsowały mu coraz bardziej, a ten szum w głowie, mózgu, myślach... doprowadzał go do szaleństwa. Wstał i ruszył przed siebie.
Padł na pobliskiej polanie, wiedział, że to już. Po całym ciele przeszły go dreszcze. Spojrzał na swoją dłoń. Żyły napęczniały, i widział przepływ krwi. Zemdlał.

*

- Obudź się!
Rattel otworzył zaspane oczy.
- Nie mogę znaleźć Tristana.
Jun wyglądała na przestraszoną.
- Już wstaje. Na pewno nic mu nie jest.
Rattel podniósł się, przypiął miecz do pasa.
Przeszli przez las, weszli na zieloną polanę skąpaną w porannym słońcu.
Zobaczyli go.

*

Tristan leżał na plecach. Jego twarz była sina, a po palcach ściekały strużki potu.
- Czy.. czy on nie żyje?
- Właśnie teraz powinniśmy mu pomóc.- Jun wyjęła jedną z butelek napełnioną strasznie cuchnącym zielskiem.
Pokropiła ziemie u stóp Tristana. On zaczął się trząść, w końcu wstał.
- Jun, teraz, to właśnie teraz.
Spojrzał na nich zamglonym wzrokiem.
- co on bredzi, stary ty to sobie wymyśliłeś!- krzyknął Rattel.
Tristan podszedł do niego.
- Ona mi już pomogła, teraz ty.
- Przecież to nie jest prawda!
Przysunął mu głowę do ucha.
- Zabij mnie, ja sam nie zdołam. Zabij mnie. Zabij!
- Musisz- krzyknęła Jun.
- Ja,... ja...
Tristan padł na ziemie.
- Zabij mnie!
Po jego policzkach spłynęły łzy.
Myśli.
Miecz.
Krew.
Pustka...

ROZDZIAŁ 4

Rattel siedział obok ciała swojego przyjaciela. Był martwy. Upłynęło z niego życie, a czas stanął w miejscu. Tristan go opuścił, a on był sprawcą, mordercą. Kiedy spojrzał na bezbronne ciało przyjaciela, zebrało mu się na wymioty. Siedział w kompletnej ciszy, bez słów i bez łez. W głębi serca cierpiał, przecież nie chciał, tak bardzo nie chciał tego zrobić. Lecz życie nie zawsze jest takie jakbyśmy tego chcieli- wcześniej był szczęśliwy- a co będzie teraz?
Rattel wstał z miejsca i podszedł do Jun. Spojrzał w oczy dziewczyny. Odbijały tylko jego własny strach. Wtedy ją znienawidził, lecz bardziej nienawidził siebie.
Nad horyzontem zachodziło słońce.
- Porozmawiamy o tym następnym razem - powiedział Rattel.
- Przecież dobrze wiesz że już się nie spotkamy.

*

Rattel ukląkł na ziemi- spojrzał na Tristana. Podniósł z ziemi miecz i przeciął nim swoją rękę w nadgarstku. Krew upływała powoli, tak samo jak uchodziło z niego życie. Nie czuł bólu, chciał nareszcie opuścić to miejsce. Wiedział, że nie mógł by żyć z winą wpisaną w umysł.
Krew płynęła po ziemi, aż do ciała Tristana. Połączyła się ze strugą jego krwi, a obie przybrały czarny kolor. Wtedy po białej skórze Tristana zaczęły przepływać czarne wstęgi, a ciało ogarnęły wstrząsy. Jego oczy się otworzyły.

*

Tristan poczuł, że w jego ciało wtłacza się nowa siła. Usłyszał wołanie, nieokreślony szum ale nie tak męczący(upierdliwy) jak wcześniej. Czy to cały świat, czy tylko myśli w jego głowie?
Wstał , opierając się rękoma o ziemię. "Zraz, moja ręka!" pomyślał, i jak najszybciej odwrócił głowę. Spojrzał na nią raz jeszcze. Jego prawa dłoń, a później całe ramie zmieniło się w obrośnięte gęstymi piórami skrzydło. Te ostre pazury u jego stóp mogły nawet zabić. Czuł to.
Nagle jego klatkę piersiową przeszył okropny ból. Tak straszliwy, że aby nie rozerwał go od środka wydobył z siebie przerażający krzyk- jak dzikie zwierzę zamknięte w klaustrofobicznej klatce. Teraz całe ciało pokryło się srebrzystymi piórami. Głos go wołał!
Poczuł, że chce choć raz, tak po prostu być.

*

Rattel w ostatnim przebłysku świadomości, zobaczył przed sobą pięknego jastrzębia. Patrzył na niego bystrym wzrokiem.
- A jednak był Mordytą.- szepnął.
Ptak poderwał się do lotu, wtedy upłynęła z Rattela ostatnia kropla życia.

*

Jun wodziła wzrokiem za odlatującym jastrzębiem. Później spojrzała na martwego Rattela i odeszła.


Marta Przybyłowska [ hakiru@wp.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści