Przejdź do spisu treści...

Pisane o północy

   Ognisko płonące w lesie rzucało iskrami w otaczające je drzewa. Świecące nitki tańczyły radośnie, szybko i szaleńczo jakby przeczuwały że ich życie będzie chwilowe i nie będzie miało większego sensu.
Dawały z siebie wszystko co mogły dać. Każda miała w sobie płomień, i poprzez jego naturę tak się zachowywały. Chciały by ktoś je zauważył. Udało się.
Mężczyzna spojrzał zmęczonym wzrokiem na to zjawisko. Zadumał się. Kiedy indziej pewnie by poczuł piękno i zapamiętał się w jego obrazie.
Nie dziś.
Eryk tak ma na imię, jednak w tą noc, nic ono nie znaczy. Samotna postać siedząca na zmurszałym pniu. Może nie była przystojna ale miała w sobie to coś co lubią kobiety.
Nie jest to zauważalne raczej można to wyczuć. Aura pewności siebie ,uczciwości i dobroci.
Zawsze dawał z siebie wszystko, mało brał dla siebie, ludzie dookoła niego byli szczęśliwi.
A on cieszył się wraz z nimi. Jednak miał pewien problem, skazę która w idealnym świecie byłaby zaletą ,a w tym tylko przeszkadza.
Wrażliwość.
Każde niepowodzenie, każda porażka, cierpienie innych ludzi czy po prostu zły dzień był kolejna cegłą które dźwigał na swoim grzbiecie. A tych cegieł jest dużo, nawet więcej niż można sobie wyobrazić. Rzadko kiedy ich ubywa, wszelkie złe odruchy ,cokolwiek co mogłoby skrzywdzić czy zranić inne osoby było tłumione i uciszane. I Prawie zawsze mu to się udawało. W ostatnim czasie jednak ktoś zdjął z niego ten ciężar i odstawił na półkę niepamięci. Była pewna osoba która wszystko zrozumiała, wystarczyło jej jedno spojrzenie.
To było jedno z takich które przenikają człowieka na wylot, odkrywają jego wszystkie uczucia, emocje i nie pozostawiające nic do ukrycia. Te jedno spojrzenie połączyło ich, bo on też patrzył i wiele w ten sposób wyczytał. Pełnia szczęścia, Eryk w końcu dowiedział się jak żyć. Cieszyć się z każdej chwili, czuć jej obecność nawet gdy jej nie było, pamiętać i być pamiętanym. Nie mógł sobie wyobrazić już tego czasu gdy był bez niej.
Nic się nie liczyło oprócz uczucia które ich połączyło, idylla trwała dość długo.
Ale nikt nie jest bez wad, a ona miała ich dość dużo On niektóre widział ale akceptował je i uważał za integralną część tej osoby.Jednak po roku po prostu odeszła.
Nic zostawiając żadnej wiadomości, listu po prostu odeszła jakby jej nigdy nie było.
Pozostawiła za sobą pustkę. Czymś ją trzeba napełnić, i jak zwykle bywa w takich wypadkach wypełniła się cierpieniem. Bólem w piersi tak wielkim że nic z nim nie może się równać.
Poczucie straty, tęsknota za każdą pieszczotą , słowem a nawet za każdą kłótnią.
Stało się coś jeszcze, wszelkie zapomniane cegły zawaliły się na niego.
To już było za wiele. Istnieje pewna granica wytrzymałości człowiek na ból, każdy z nas ma ją inną. Eryk wziął sznur konopny, wsiadł w samochód i wyjechał do lasu.
Jednak przed tym ostatnim czynem w swoim życiu postanowił wszystko jeszcze raz przemyśleć .Rozpalił ognisko w nadziei to sprowadzi na niego chwilę zapomnienia.
Nic nie pomogło. Siedział tak nie czując ciepła rzucanego przez ogień. Analizował swoje życie i nie wyszło mu to najlepiej, nie znalazł nic co mogło go pocieszyć. A atmosfera tej ciemnej nocy i nietoperze przelatujące nad polaną potęgowały jeszcze uczucie samotności.
W końcu zdecydował się. Jego rysy zastygły w maskę obojętności. Nic się już nie liczyło.
Tylko czyste działanie.
Otworzył bagażnik i wyjął sznur. Kupiony przed paroma godzinami był czysty i nowy.
Zawiązał odpowiedni węzeł, i zaczął wybierać gałąź. Ta za krzywa, węzeł może się zsunąć i wtedy nogi dotkną ziemi, ta za słaba nie wytrzyma ciężaru .W końcu wybrał , idealną stworzoną wprost by się powiesić. Odchodząca od pnia skośnie do góry pod lekkim kątem, rozgałęzia się w literę Y parę metrów od pnia, na tyle wysoko by można wykonać swoje zamierzenia i na tyle nisko by można umocować sznur. Zrobił to i uwiesił się rękami .
-Tak na pewno wytrzyma.
Mruknął do siebie. Już odrzucił od siebie wszystkie wątpliwości czy wahania. Teraz był prawie szczęśliwy , bo już za chwilę skończy się wszystko.
Stanął na wcześniej przygotowany stołek. Włożył szyję do pętli, zacisnął . Coś zaczęło go uwierać, spojrzał to sznur i zauważył że w pewnym miejscu był nierówny ,uszkodzony.
Parę nitek wychodzących z gładkiej powierzchni. Zmarszczył brwi.
Przesunął pętle w taki sposób że już teraz na pewno to nie będzie przeszkadzać.
I z szepcząc
- Koniec
Odepchnął stołek nogami.
Pętla zacisnęła się odcinając dopływ powietrza, pragnienie śmierci może być silne jednak nic nie może zagłuszyć instynktu samozachowawczego. Nogi zaczęły szamotać się bezwładnie, ręce same przesuwały się do sznura ale ściągane siłą woli opadały wzdłuż boków.
Długo trwała walka z samym sobą. Straszne cierpienia szalały w uchodzącej duszy tego człowieka. Bo gdy walczy ciało z umysłem, gdy wola ściera się z naszą zwierzęcą naturą to wchodzi się na inny plan bólu. Ale gdy jego oczy zachodziły już mgłą gdy tracił już świadomość i już o krok był od śmierci poczuł całym sobą że chce żyć.Nie było już żadnego konfliktu tylko ta jedna myśl krążyła po jego ciele.Ale chęci to za mało,już nie miał sił by zmienić swój los.
Ktoś inny zrobił to za niego.
Świetliste ostrze uratowało życie tego człowieka. Ironią jest to że rzecz stworzona by zabijać i nieść cierpienie uratowała dzisiaj życie, ale tylko życie. Bo miecz nie może pocieszyć, nie może dać sensu życia do tego potrzebne są słowa, i ktoś litościwie zarządził by się one również się pojawiły.
-Co robisz głupcze?
Eryk otworzył oczy i krztusząc się zaczerpnął łyk świeżego powietrza. Zasmakowało to jak cudowne danie czy napój, po prostu coś prawie doskonałego co mogło go spotkać . Prawie.
Bo zaraz potem jak odetchnął jego spojrzenie skierowało się na swojego wybawcę.
A raczej wybawicielkę jak po chwili zauważył. Kobieta była piękna. Ale to ten rodzaj piękna do którego można się modlić i podziwiać a nie taki o którym można myśleć.
Idealne ukształtowane policzki, wąskie usta, krótki i lekko zadarty nos. Długie blond włosy powiewały wokół jej smukłej sylwetki, poruszały się tak jaby żyły własnym życiem. Dziwne bo nie było żadnego wiatru. Skóra świeciła lekko jakby od żaru siedzącego wewnątrz.
I oczy. Zielone i najbardziej niezwykłe jakie można spotkać. Mające w sobie nieograniczoną mądrość, ale również zimno i gorąco pomieszane w nowy stan, bo w jednej sekundzie można było w nich odczytać bezgraniczne ciepło ale w następnej można było zauważyć że to jest wynikiem chłodnej logiki jakiegoś planu.
Ta postać miała coś jeszcze. Skrzydła. Śnieżnobiałe z domieszką czegoś co umykało ludzkiemu wzrokowi. Po prostu było widać że jest tam coś jeszcze oprócz białych piór ale nie można było stwierdzić co to jest.
Eryk poczuł strach ale to było bardzo odległe wrażenie i szybko zostało uciszone, po tym co przeżył już nic go nie mogło zdziwić. Zostało tylko trochę ciekawości i fascynacji. A na razie główną rzecz jaką odczuwał było rozgoryczenie.
Minęła ta chwila strachu i chęci przeżycia. Nie widział celu w swoim dalszym życiu.
-Czego chcesz, kimkolwiek jesteś?
-Twój anioł stróż, do usług. Znowu rozbrzmiał ten słodki i miły dla ucha głos.
-Hahaha
Rozległ się straszny śmiech, pełen goryczy z domieszką szaleństwa, odbijał się między drzewami które potęgowały jeszcze ten efekt.
Nawet anioł drgnął.
-Gdzie byłaś wcześniej, gdy wszystko się waliło gdy traciłem cel swojego istnienia,no gdzie!!!!
odpowiedz....
Ostatnie słowo były wymówione cicho, bardzo cicho, z pełnym spokojem.
- Nic nie mogłam zrobić, dopiero dzisiaj dostałam zgodę na interwencje. Nawet nie wiesz jak trudno to zrobić. Mam ci pomóc.
-Pomogłaś, wykonałaś zadanie idź już teraz .
Mówiąc to podniósł resztki sznura.
- Naprawdę jesteś głupi a do tego samolubny.
- Jaaa? A co w tym złego że nie chce już nic czuć, że chce zapomnieć odejść.
- Będziesz czuć tu cię mogę o tym zapewnić, ale twoja śmierć spowoduje że inni będą cierpieć. Bliscy już nic nie znaczą dla ciebie?
Na te słowa Eryk zastygł na moment.
-Ja już się wypaliłem.
Anielica podeszła do ognia wyciągnęła rękę nad nim i powiedziała z Mocą.
-Podejdź i spójrz.
Temu słowu nie mógł się oprzeć.
Podszedł do niej sztywnym krokiem nie mogąc nic innego zrobić.
-Patrz. To jest ogień twojej miłości.
W płomieniach zaczęły się pokazywać sceny z jego życia. Z czasu gdy był z nią.
Na początku same szczęśliwe. Kiedy byli w wesołym miasteczku, wtedy ona ubrudziła swoje włosy watą cukrową, a on chcąc wyczyścić je rozsmarował to po całej głowie.
Albo kiedy zepsuł im się samochód nad morzem, w tym czasie gdy czekali na pomoc techniczną poszli się wykąpać. A gdy wrócili nad ranem zastali ludzi szukających ich po całym terenie. Technicy zawiadomili straż, policje, ratowników którzy zaczęli akcję ratunkową.
Z biegiem wspomnień płomień zaczął się zmieniać ,coraz mniej było tych szczęśliwych, pojawiały się inne, niemiłe, przykre. I płomień nie był już taki sam z czerwono- żółtego stał się niebieski. Ale nic nie zmalał.
-Po co mi to pokazujesz. Wszystko pamiętam, aż za dobrze.
Słowa jednak nie opowiadały temu co czuł, a najlepszym na to świadectwem była pojedyncza łza która wyżłobiwszy bruzdę na policzku spadła na ziemię.
-Mam swoje powody. Machnęła ręką i płomień zgasł.
To już było i nic tego nie zmieni. I mimo że teraz cierpisz to wiedz że to było potrzebne.
Bo ten płomień na razie nie zgaśnie, podtrzymywany jest jeszcze przez ciebie. Ale żeby dłużej wytrzymał paliwo musi być dostarczane przez dwie osoby. I dlatego pewnego dnia obudzisz się i zdasz sobie sprawę że to już minęło.
I wtedy zostanie ci po tym tylko to.
Kobieta schyliła się i zgarnęła ręką garść popiołu.
-Pył twoich wspomnień.
-Dlaczego, dlaczego to musi być takie trudne. Spytał Eryk.
- Bo to jest najsilniejsze uczucie drzemiące w człowieku. I dlatego powoduje takie emocje.
A zresztą czy ktoś ci mówił że w życiu jest łatwo? Nie ty jeden tak cierpisz i ciesz się że mi pozwolili cię uratować
- Nie mam powodu by się cieszyć. Martwy głos rozległ się po polanie.
-Będziesz miał, a na razie po prostu żyj. Nie dla siebie, nie dla innych po prostu żyj dla samego życia.
A na razie dostaniesz ode mnie to. Położyła rękę na jego piersi a on odczuł jakąś falę, ogarniającą go i wskazującą jasną stronę życia.
- Co to było. Powiedział to zduszonym głosem.
-Nadzieja. Ona ci pomoże.
- A co z pamięcią? Nie możesz jej odebrać?
-Nie bądź zachłanny, ciesz się z tego co dostałeś..
A ten popiół pamięci jest ważny, zobacz gdzie są najsilniejsze drzewa. Na czym one rosną, zobacz na ten dąb, kiedy byłeś mały rozpaliłeś tu ognisko, i dzięki temu to drzewo jest większe, zdrowsze, składniki które wcześniej jemu dostarczyłeś spowodowały taki efekt.
Jesteś jeszcze młody, i na pewno nieraz będziesz rozpalał ten ogień miłości, a popioły które zostaną będą podwalinami drzewa prawdziwego uczucia. Nikt nie wie ile razy będzie się rozpalał, czasami wystarczy raz czasem wiele razy ale na koniec powstaje To.
Znowu magiczne machnięcie ręki.
Z popieliska zaczął wyrastać pęd, wypuszczał szybko liście i nowe rozgałęzienia, w ciągu paru sekund wyrosła z niego posępna wierzba.
Lekki uśmiech zagościł na ustach mężczyzny.
-Wierzba? Nie mogło być coś bardziej ładniejszego, bardziej radosnego?
Anioł spojrzał z zakłopotaniem. Wzruszyła ramionami i odparła.
-Nikt nie jest doskonały
-Widzę
Zmrużyła oczy, po chwili zabłysło w nich zrozumienie.
-Czekaj zaraz to zmienię. Już podnosiła rękę gdy czyjeś palce zacisnęły się na niej
-Nie trzeba. Podoba mi się tak jak jest
Ręki jednak nie puścił.
Jej oczy spojrzały na niego pod innym kątem, nie było widać co wyrażały ale jednak nie było to jej zwykłe spojrzenie.
-Uważaj śmiertelniku. Nie wiesz czego chcesz. I nawet nie domyślasz się co to ze sobą niesie.
-Przecież jestem głupcem. A zresztą nikt się ciebie nie pyta o zdanie.
Z tymi słowami złożył na jej ustach pocałunek, delikatny i oczyszczający, zrzucił w ten sposób z siebie nadmiar emocji, to co go dręczyło, może nie wszystko ale przynajmniej większą część.
Anielica zesztywniała z zaskoczenia, potem pojawił się gniew i oburzenie.
-Dziękuję. Eryk powiedział to z głębokim naciskiem.
-Pożałujesz.
Zwężone oczy i rumieńce tylko dodawały uroku tej postaci.
-Nie. Myślę że nie, nigdy.
Anielica uśmiechnęła się..
-Jak chcesz, twój wybór, moje zadanie wykonane.
-Czysty profesjonalizm?
-Oczywiście, to moja praca.
Jednak kiedy znikała końce ust lekko się unosiły a jej spojrzenie miało ten sam specyficzny wyraz. Mieszanina obietnicy, okrucieństwa ,nadziei i wyrachowania.
Wschodzące słońce ukazało już tylko jedną postać na polanie.
Mężczyzna wsiadł do samochodu i odjechał.
A na polanie została tylko wierzba... symbol tego co się stało i co może być dalej.


Janus [ januspw85@o2.pl ]


Storytellers 2oo6. Wszelkie prawa zastrzeżone. Oprawa graficzna: aNomaLy


Online Napisz do nas! Ankieta - pomóż nam stworzyć jeszcze lepszy magazyn! Regulamin dla writerów

Spis treści
W górę

Spis treści