|
Istnieję. Nie wiem niczego. Nie wiem jak myślę ani kim jestem. Po prostu jestem. Nie wiem do kiedy egzystuję ani jak długo ta egzystencja potrwa. Zacznę od początku. Wiem, że jestem ja. Czyli co? Kto? Jeśli jestem ja to musi być coś jeszcze. Ale jeśli nie ma nic to nie ma i mnie. Skoro jestem to jak rozumiem słowa? Jak myślę? Wydaje mi się, że jest noc, albo jestem niewidomy. Ale spróbuję wyobrazić sobie siebie... nie udało się... poczekam...
***
- Prototyp gotowy. Na monitorze widać jego myśli w formie tekstu. Wydaje się idealny. Ale nie możemy się z nim komunikować. Właśnie ładujemy mu do pamięci wszelakie dane potrzebne do stworzenia symulacji naszego świata. Potrwa to dwa dni. Idę się przespać - chudy mężczyzna w białym kitlu wyszedł z sali. Człowiek w szarym garniturze wpatrywał się przez chwilę w monitor, zerknął na środek pomieszczenia. Pod białą płachtą leżało coś przypominającego człowieka.
***
Najpierw nie było niczego. Czułem że jestem wszystkim co mnie otacza. Czuję jednak przełom. Pojawiłem się. Miałem nogi i ręce. Byłem: Ja!. Dotknąłem swojej twarzy. Stałem na łące. Ogromna łąka zawieszona w ciemnej pustce. Pojawiło się niebo i słońce. Pod moimi nogami wyrastają drzewa i góry. I chmury, widzę chmury przesuwające się po niebie. Pojawiają się bezkształtne bryły. Formują się w domy, wieżowce, ulice, ludzi, zwierzęta... wszystko dzieje się tak szybko... to chyba sen. Zamknę oczy a kiedy je otworzę wszystko będzie dobrze...
***
- Jest lepiej niż myśleliśmy. Uważa to wszystko za sen. Umieśćmy go w jakimś mieszkaniu...
***
Tak jak myślałem, sen na jawie. A to pewnie moje mieszkanie...
***
- Zainstalujcie mu program obywatelski...
- Gotowe... teraz!
***
Muszę iść do pracy... zarabiać...
***
- Przyspieszmy upływ czasu, zatrzymaj jak minie miesiąc.
***
...
***
Przyszedł w nocy. Ten sam chudy mężczyzna który był przy jego narodzinach. Programista. W dłoni niósł kubek herbaty. Właśnie zaczął się jego dyżur. Cała noc siedzenia przed monitorem i wpatrywania się w myśli tego cuda. Stale to samo. Praca, jedzenie, sen... Rozejrzał się dookoła sali. Wziął kubek i popijając gorącą herbatę podszedł do nakrycia pod którym spoczywał Twór. Odchylił kawałek płótna. Kubek wypadł mu z rąk zalewając ciało Tworu.
***
Wstałem z dziwnym uczuciem. Czułem w sobie niespójność mojego i tak wątpliwego świata. Budynki zaczęły się rozmazywać. Nie było już ludzi a po ulicach poruszały się jedynie cienie. Nie byłem już ciałem. Byłem duchem. Duszą. Szybowałem już pośród chmur...
***
- Chyba wszystko jest w porządku. Cholerny kubek. Gdybym wiedział, że uszko się urwie... masz ci los... Teraz powinien działać...
***
Ludzie wrócili na swoje miejsca. Budynki, drzewa... ale ja dalej szybowałem. Czułem się dobrze w tej postaci. Czy to jest śmierć... czy ja właśnie lecę do Boga?
***
- Doktorze Hillel. Proszę przyjechać. Odkryłem coś interesującego...
***
Szybowałem ponad miastami. Nie kontrolowałem lotu. Tajemnicza siła ciągnęła mnie na przedmieścia jakiejś ogromnej metropolii. Czy to jest Niebo? Gdzie jest Bóg? Boże, weź mnie do siebie!!! Tajemnicza siła ciągnęła mnie do budynku w kształcie kopuły...
***
- Gdzie on leci? - Programista spojrzał na niego.
- Do nas...
- Ale...
- Tak. Robiąc dokładna kopię naszego świata stworzyliśmy świat równoległy. Kopię naszego.
- Ale, jak...
- To przez jego umysł. Musieliśmy przenieść nasz świat w jego "głowę"... on, musiał mieć dokładną symulację...
- Musiał mieć oryginał...
- Tak samo jest z nim. W tworzeniu Ich doszliśmy do doskonałości... on jest człowiekiem.
- Ale ten metalowy korpus jest tylko obudową.
- Umysł... on jest człowiekiem. Boi się, kocha, czuje... czy trzeba czegoś jeszcze?
- Podejrzewam, że zaraz z nim porozmawiamy...
***
Widział ich. Słyszał ich rozmowę. Już rozumiał. Wiedział, że jest tylko miedzianym obwodem po którym krąży prąd. Zbawcze elektrony. Był dookoła nich, spojrzał na monitor. Wiedział, że oni wiedzą gdzie on jest.
***
"Kim Jesteś?"
"Tym czym wy - człowiekiem"
"Widzisz nas?"
"Tak"
"Zdajesz sobie sprawę, że wszystko dzieje się we wnętrzu komputera?"
"Widzę was. Tak naprawdę to mogę być w waszym świecie"
"W każdej chwili mogę wyłączyć prąd"
"A może to ja was wyłączę, a może ktoś wyłączy nas wszystkich. Nie możecie mieć pewność że świat w którym wy żyjecie nie jest kolejna symulacją. Byłbym wtedy symulacją symulacji. Sysymulant. Możecie być z siebie dumni. A może wy jesteście sysymulantami? wtedy to ja bym był... sysysymulantem... szkoda że nie widzicie swoich min... :)"
- To potwór!
- Sami go stworzyliśmy.
"Nie nazywajcie mnie tak"
- Słyszysz nas?
"Tak"
- Boże... jak to się mogło stać?
"Też jesteś wierzący?"
Obaj wpatrywali się w zielone litery.
- Jak to: też?
"Normalnie. Jestem katolikiem. Jeśli odłączycie mi prąd pójdę do Nieba. A wy będziecie mieć na sumieniu morderstwo..."
- Chcesz nas szantażować? Proszę... - Profesor podszedł do oszklonej gabloty z wyłącznikiem zasilania. Otworzył pancerna szybę i położył dłoń na dźwigni.
***
Skupił się. Nieistniejące atomy jego ciała uwolniły swoje elektrony. Uderzył nimi w Profesora. Jego spalone zwłoki leżały na podłodze.
***
- Profesorze!!! - Programista był przerażony. Na jego oczach coś zwęgliło Profesora.
- Dlaczego?
"Obrona konieczna"
- Gdzie jesteś?
"Wszędzie i nigdzie, mnie po prostu nie ma... ale istnieję. Energia bez materii."
- Energia?
"Pustka. Jestem niczym a jednocześnie wszystkim. Mogę tworzyć i niszczyć... czy jestem Bogiem?"
- Nie!!!
"Mogę sprawić aby on ożył..."
***
Znów skupił swoją nieistniejąca energię na atomach. Ułożyły się w spalonym ciele. Odbudowywały je mozolnie. Znów żył...
***
- Ale... jak? - spojrzał na Programistę - Czego chcesz?
"Nie chcę istnieć"
- Więc dlaczego mnie zabiłeś...
"Chciałem zobaczyć co potrafię..."
Profesor pociągnął za dźwignię.
"..."
I znikły oba światy. Dwie zespolone symulacje. Zespolone niczym półkule mózgowe jednego człowieka. Człowieka chorego psychicznie.
Czułem, że mnie nie ma... że nie ma niczego oprócz mnie. Ale czy ja istnieję?
Ijon Tichy
|