|
Na początku chciałem powiedzieć, że tytuł jest błędny - przynajmniej tak mi się wydaje. Chodzi oto, że przecież Eden to inna nazwa Raju, czyli formalnie nie można przejść przez ten pierwszy do tego drugiego, bo to to samo:) Na dodatek w samym tekście trudno znaleźć wyjaśnienie dlaczego akurat taka nazwa (no chyba, że coś źle pamiętam). Oprócz tego cała fabuła jest bardzo zagmatwana i występuje w niej wiele przeskoków w czasie, przez co czytelnik czuję się trochę zdezorientowany. Podobnie jak w "Wieczornej wichurze" mamy sporo niedopowiedzeń, ale momentami są one tak zagmatwane, że nie potrafiłem się w nich połapać. Tekst na pewno jest fragmentami trudny i trzeba mocno się skupić, żeby nie zgubić wątków.
W opowiadaniu najbardziej podobał mi się początek. Pomysł świetny - sam chciałem kiedyś coś podobnego stworzyć - i sprawnie napisany. Pierwsze sceny intrygują, lecz kolejne wprowadzają zamęt w opowieść, co potrafi zniechęcić czytelnika. Mimo to "Przez Eden do Raju" potrafi zainteresować, co na pewno ułatwia styl autora, który przez całość opowieści trzyma równy poziom. Z tematyki wnioskuję, że opowiadanie powstało do Apokaliptycznej Antologii - szkoda, że projekt w końcu się nie ukazał, bo z tego co mi wiadomo prac nadeszło sporo i ciekawi mnie, jaka była reszta. W opowiadaniu Wojciecha Popika występuje także dużo dziwnych (wręcz pokręconych) symboli, które można interpretować na swój sposób. Oprócz tego sama wizja końca jest dosyć oryginalna, choć nie powaliła mnie na kolana.
Reasumując "Przez Eden do Raju" to nie jest opowiadanie zniewalające, ale w miarę przyjemnie mi się je czytało. Pomysł oryginalny, lecz cały zamysł niknie gdzieś w gąszczu niedomówień oraz przeskoków. Styl autora przyzwoity, ale nie rewelacyjny. Widać, że to dopiero początek jego przygody z pisaniem i to, co najciekawsze dopiero przed nim i przed nami. Pozostaje tylko dużo pisać i czytać. Jeśli ktoś lubi teksty dziwne, zagmatwane to odsyłam go do niniejszego opowiadania. Lecz jeśli nie jesteście fanami takich prac, to sięgnijcie po poprzedni twór Wojciecha Popika, a mianowicie po "Skazanych na Fast-Food" z numeru 35. Zdecydowanie lepsza opowieść, analizująca kult komercji. Mam nadzieje, że autor prześle coś jeszcze do kącika, ponieważ lubię patrzeć jak inni pisarze się rozwijają, a to przychodzi wraz z kolejnymi tekstami. A wiadomo im więcej lepiej napisanych prac, tym przyjemniejsza lektura Opowiadań.
Minusy:
- Błędny tytuł
- Zagmatwane
- Dużo "przeskoków"
Plusy:
+ Nieźle napisane
+ Ciekawa wizja końca (choć nie powalająca)
+ Intrygujący początek
+ Pokręcona symbolika
Ogór
[ gaau@wp.pl ]
|